Dorn: Banaś gra z PiS-em w cykora. Zobaczymy, kto pierwszy skręci

TVN24 | Polska

Autor:
akr//rzw,
adso
Źródło:
TVN24
Dorn: Banaś gra w cykora. Zobaczymy, kto pierwszy skręciTVN24
wideo 2/8
TVN24Dorn: Banaś gra w cykora. Zobaczymy, kto pierwszy skręci

Oświadczenie Mariana Banasia analizuję w kategoriach ciągle się toczącej gry politycznej między nim a PiS-em czy Jarosławem Kaczyńskim – powiedział w "Faktach po Faktach" były marszałek Sejmu i były minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn. Skomentował oświadczenie prezesa NIK w sprawie przeszukania przez CBA domu jego syna. Zdaniem Dorna gra, która się toczy, "to jest gra w cykora".

W środę CBA przeszukało dom syna prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia, Jakuba. Stało się dwa dni po tym, gdy dziennikarze Onetu opublikowali informacje dotyczące raportu NIK o wyborach kopertowych z 10 maja 2020 roku, które się nie odbyły. W tekście przedstawiono dokumenty pokontrolne, z których ma wynikać, że NIK "ma dowody stawiające w trudnym położeniu prawnym między innymi premiera Mateusza Morawieckiego".

OGLĄDAJ "FAKTY PO FAKTACH" W TVN24 GO >>>

Później tego samego dnia Banaś wydał oświadczenie, w którym ocenił, że "działania operacyjne CBA" wobec jego syna "nie mogą być rozpatrywane bez kontekstu, jakim jest opublikowanie wczoraj przez media fragmentów wyników kontroli". Porównał też dzisiejsze rządy do "czasów bolszewickich", "stanu wojennego" i "państwa policyjnego".

ZOBACZ OŚWIADCZENIE MARIANA BANASIA W TVN24 GO

Sytuację tę komentował w "Faktach po Faktach" w TVN24 były marszałek Sejmu i były minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn.

Dorn: gra w cykora ciągle trwa

- To oświadczenie pana Banasia analizuję w kategoriach, moim zdaniem ciągle się toczącej, gry politycznej między panem Banasiem a PiS-em czy panem (Jarosławem – red.) Kaczyńskim – powiedział Dorn.

Jak mówił, "to jest gra w cykora", czasami nazywana też "grą w kurczaka". - Polega na tym, że jadą wąską szosą naprzeciw siebie dwa samochody i tym kurczakiem czy cykorem okaże się ten, który pierwszy skręci w pole – wyjaśniał.

- Jeżeli przyjrzeć się konkluzjom, wnioskom z kontroli, tym, które podał w przecieku portal Onet, to one są nader łagodne. Choć istnieją wszelkie podstawy do tego, żeby NIK złożyła doniesienie do prokuratury przynajmniej o wyrządzeniu w wyniku zaniechań przez premiera i ministra (Michała – red.) Dworczyka szkody interesowi publicznemu w wielkich rozmiarach – ocenił. - Tego rodzaju wniosek nie został złożony, a byłby on dla rządu, dla pana wicepremiera Kaczyńskiego, premiera Morawieckiego, ministra, prokuratora generalnego (Zbigniewa – red.) Ziobry niesłychanie kłopotliwy. A pan Banaś z jakichś powodów na to się nie zdecydował – zauważył Dorn.

Powtórzył, że jego zdaniem to właśnie jest "gra w cykora". - Zobaczymy, kto pierwszy skręci – dodał.

133 miliony złotych na fakturach. Wnioski z raportu końcowego NIK o "wyborach kopertowych" ujawnione >>>

Dorn: Banaś gra w cykora. Zobaczymy, kto pierwszy skręciTVN24

Dorn: oni wiedzą, że ten czas totalnej bezkarności kiedyś może się skończyć

Gość TVN24 odniósł się także do wniosków z raportu Najwyższej Izby Kontroli dotyczących wyborów kopertowych. Portal Onet ujawnił jego fragmenty. "W okresie od 16 kwietnia do 9 maja 2020 r. brak było podstawy prawnej do wydania decyzji polecającej przeprowadzenie powszechnych wyborów w trybie korespondencyjnym. W tym stanie rzeczy wydanie decyzji z 16 kwietnia 2020 należało ocenić negatywnie" – napisano w cytowanym przez portal dokumencie. Onet wskazał, że decyzje szefa rządu kosztowały podatników blisko 133 miliony złotych.

Zdaniem Dorna "póki w Sejmie jest większość (głosów polityków koalicji rządzącej – red.), to nie da się postawić odpowiedzialnych - w tym premiera, ministra Dworczyka - przez Trybunałem Stanu". - A póki jest prokuratorem generalnym i ministrem sprawiedliwości minister Ziobro, to nie da się wytoczyć sprawy karnej – mówił.

Wskazywał, że z raportu NIK wynika też, "jak migali się przed podpisami i zawieraniem umów ministrowie (Jacek – red.) Sasin i (Mariusz – red.) Kamiński". - Dlaczego się migali? Bo nic nie brudzi tak jak atrament, a oni wiedzą, że ten czas totalnej bezkarności w związku ze zmianą większości sejmowej, z nowym rządem, kiedyś może się skończyć – ocenił.

- Premier to wziął na siebie, pytanie: dlatego? Ja mam taką wizję: a kto był wzywany na Nowogrodzką (do siedziby PiS – red.) i wysłuchiwał rozwścieklonego, zaperzonego Jarosława Kaczyńskiego, który mówił czy wrzeszczał: "ma tak być, jak ja chcę"? To premier, bo to od jego podpisu pod tym rozporządzaniem zależało wdrożenie, rozpoczęcie tej całej operacji wyborów korespondencyjnych – stwierdził Ludwik Dorn.

Dorn: Nic nie brudzi tak, jak atrament. Oni wiedzą, że ten czas totalnej bezkarności kiedyś może się skończyćTVN24

Autor:akr//rzw, adso

Źródło: TVN24