"Rusza kampania wyborcza, politycy opozycji są ciągani przed prokuratorów"

TVN24

Były szef MSZ Radosław Sikorski w Prokuraturze Krajowejtvn24
wideo 2/3

Uruchamia się cały aparat państwa po to, żeby udowodnić coś, czego nie było - powiedział były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który został w piątek przesłuchany w Prokuraturze Krajowej jako świadek w sprawie tak zwanej zdrady dyplomatycznej. Oskarżenia uznał za "absurdalne".

Śledztwo dotyczące "zdrady dyplomatycznej" jest jednym z dochodzeń prowadzonych w związku z katastrofą smoleńską.

Radosław Sikorski został już przesłuchany w charakterze świadka w tym rodzaju śledztwa w maju 2017 roku. - W charakterze świadka, ale w konsultacji z prawnikami powiedziano mi, że status zawsze można zmienić - powiedział były minister na piątkowej konferencji. Dodał, że przybył na przesłuchanie bez pełnomocnika.

"Uruchamia się cały aparat państwa po to, żeby udowodnić coś, czego nie było"

- Rusza kampania wyborcza, politycy opozycji są ciągani przed prokuratorów, co za zbieg okoliczności. Partia rządząca mimo wydania wielu milionów na działalność tak zwanej komisji Macierewicza nie udowodniła zamachu smoleńskiego. Ale jakieś kozły ofiarne muszą się znaleźć, więc ciągnięte jest śledztwo w sprawie rzekomej zdrady dyplomatycznej - powiedział Sikorski. Sikorski zaznaczył, że "tam, gdzie są nagrania, gdzie są niezapłacone faktury, tam się śledztw nie wszczyna, a tam, gdzie są absurdalne oskarżenia, uruchamia się cały aparat państwa po to, żeby udowodnić coś, czego nie było".

- Ja mam taką propozycję: jeśli naprawdę miała miejsce zdrada dyplomatyczna, to uważam, że za takie przestępstwo powinna obowiązywać najsurowsza możliwa kara. Ale jeżeli się okaże, że nic takiego nie miało miejsca, to spodziewam się, że do odpowiedzialności będą pociągnięci ci, którzy takie absurdalne doniesienia składają - a to jest też przestępstwo - i ci, którzy latami takie wyimaginowane kwestie ciągną, marnując czas prokuratorów i różnych instytucji - powiedział Sikorski.

Jak podkreślił, nie wie, co nowego może wnieść śledztwo, a oskarżenia uznał za "absurdalne".

Macierewicz złożył zawiadomienie dotyczące Tuska

Śledztwo dotyczące tzw. zdrady dyplomatycznej jest jednym z kilku prokuratorskich postępowań prowadzonych w związku z katastrofą smoleńską przez zespół prokuratorów w Prokuraturze Krajowej. Zostało podjęte po przejęciu przez zespół z Prokuratury Krajowej spraw dotyczących katastrofy smoleńskiej na skutek wcześniejszych zawiadomień, które wpływały do prokuratury, a w których pierwotnie odmawiano wszczęcia śledztw.

W 2017 roku Antoni Macierewicz skierował zawiadomienie w sprawie podejrzenia zdrady dyplomatycznej (art. 129 Kodeksu karnego) w związku z wyjaśnianiem okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10art. 129 Kodeksu karnego

Art. 129 Kodeksu karnego przewiduje karę do 10 lat więzienia dla osoby, która w stosunkach z rządem obcego państwa działa na szkodę RP.

Ówczesny szef MON zawiadomił "o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej przez Donalda Tuska", który będąc premierem "nie dopełnił ciążących na nim obowiązków". Macierewicz wymienił kilka przykładów, między innymi zgodę na zastosowanie do badania katastrofy smoleńskiej załącznika nr 13 konwencji chicagowskiej, co zdaniem szefa MON uniemożliwiło pełny udział strony polskiej w badaniu przyczyn.

Według niego, Tusk, "mając możliwość i obowiązek jako premier RP przewidzieć, że w danych okolicznościach naraża na szkodę interes Rzeczypospolitej Polskiej" oraz działając wbrew porozumieniu ministrów obrony Polski i Rosji z 1993 r. w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych, "zawarł umowę, godząc się na zastosowanie Załącznika 13 do Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym", czyli konwencji chicagowskiej.

Miało to uniemożliwić pełny udział strony polskiej w badaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Na czym polega "zdrada dyplomatyczna"?

Sprawcą przestępstwa polegającego na zdradzie dyplomatycznej może być zarówno obywatel Polski, jak i cudzoziemiec, którzy zostali upoważnieni do występowania w imieniu RP.

Chodzi przede wszystkim o przedstawicieli dyplomatycznych, konsularnych, członków rządu, parlamentarzystów reprezentujących RP w stosunkach z obcym rządem lub organizacją.

Przedmiotem badania prokuratury w tym wypadku mogą być działania każdego funkcjonariusza publicznego, który miał takie upoważnienie w latach 2010-2011.

Zdrada dyplomatyczna to tzw. przestępstwo formalne. Oznacza to, że dla jego stwierdzenia nie potrzeba, by wspomniana zdrada doprowadziła do jakiejkolwiek szkody - wystarczy sam fakt "działania na szkodę" RP. Przestępstwo to jest ścigane z urzędu, można je popełnić tylko umyślnie.

Według statystyk, w latach 1999-2012 za popełnienie tego przestępstwa skazano tylko jedną osobę.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie co najmniej raz odmówiła w przeszłości wszczęcia śledztwa w sprawie domniemanej zdrady dyplomatycznej w związku z katastrofą smoleńską.

Autor: akr,akw//rzw / Źródło: tvn24.pl, PAP