Polska

Przyspieszone awanse urzędników

Polska

TVN24Przyspieszone awanse urzędników

Urzędnicy korpusu służby cywilnej zostali mianowani szybciej, niż pierwotnie planowano - pisze "Rzeczpospolita". Opozycja grzmi, że to konserwowanie układu. Politycy PiS - że stabilizowanie kadr.

Z ustaleń gazety wynika, że 160 nominacji dotyczy przede wszystkim urzędników szczebla centralnego. W urzędach wojewódzkich mianowano zaledwie kilka osób. Na początku miesiąca Rada Ministrów zdecydowała, że mianowania urzędników do służby cywilnej odbędą się 15 września tego roku. Wcześniej zakładano, że nastąpią 1 listopada. Mianowanie na urzędnika służby cywilnej otrzymało 219 osób - 60 absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej oraz 159 osób, które przeszły kwalifikacje.

Jak poinformowała Kancelaria Premiera, przyspieszenie było możliwe, bo w tym roku nie wykorzystano limitu mianowań (3 tys. osób). Każdy z urzędników otrzyma dodatek w wysokości ok. 850 zł.

Opozycja jest oburzona

Ryszard Kalisz przypomina, że ostatnio zostali mianowani m.in. Dawid Jackiewicz (szef wrocławskiego PiS, który został wiceministrem skarbu - red.) i Tomasz Serafin (wcześniej dyrektor w MSWiA, którego odwożenie przez policjantów zakończyło się tragicznym wypadkiem, znalazł pracę w MON - red.).

- PiS poważnie bierze pod uwagę, że nie będzie tworzyło rządu po wyborach, a przecież dla wszystkich ministrów i urzędników będą wysokie odprawy. Kaczyński chce, żeby określeni ludzie byli mu wdzięczni. Mamy do czynienia z niszczącą państwo działalnością premiera i podległych mu ludzi - uważa Kalisz.

Ministrowie nie rozumieją zarzutów

Adam Lipiński, minister w Kancelarii Premiera, nie bardzo rozumie zarzuty opozycji. - Czyżby mierzyli nas własną miarą? Przecież ci ludzie i tak dostaliby nominacje. I z kalendarza wynika, że na pewno byłoby to jeszcze za rządów PiS - mówi.

A Dawid Jackiewicz dodaje, że to stabilizowanie kadr, przyspieszenie zaś może wynikać z chęci wyjęcia sprawy mianowań urzędników z kontekstu kampanii wyborczej. Problem służby cywilnej, w założeniu apolitycznej, wraca zawsze, gdy następuje zmiana władzy.

Losy ustawy o służbie cywilnej

Ustawę o służbie cywilnej przegłosowano za rządu Włodzimierza Cimoszewicza w 1996 r. Tuż przed przegranymi wyborami nastąpiły pierwsze powołania dyrektorów generalnych. Zostało to odebrane jako chęć utrzymania swoich ludzi - skutecznego, bo odwołanie mianowanego urzędnika jest praktycznie niemożliwe.

Za rządów Jerzego Buzka AWS przeforsowała zmianę ustawy. Od tej pory obsadzano kierownicze stanowiska w administracji, przeprowadzając konkursy.

Po przejęciu władzy przez SLD Leszek Miller doprowadził do tego, że na kierowniczych stanowiskach można było zatrudniać na pół roku ludzi spoza korpusu służby cywilnej. Trybunał Konstytucyjny uchylił wprowadzone przez Millera zmiany, przywracając tryb konkursowy.

Następna radykalna zmiana nastąpiła już za rządów PiS. Zmieniono ustawę o służbie cywilnej, wyłączając z niej wyższe stanowiska. To pozwoliło dokonać zmian kadrowych w ministerstwach. Przodowało MSWiA za Ludwika Dorna z PiS oraz Ministerstwo Pracy za Anny Kalaty z Samoobrony. - Służba cywilna rozrasta się gwałtownie, bo każda ekipa przyjmuje urzędników, do których ma zaufanie - mówi Adam Lipiński.

Źródło: Rzeczpospolita

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości