Tusk: to element politycznej nagonki

TVN24

Donald Tusk na dworcu w Sopocietvn24
wideo 2/31

Byłbym chyba wyjątkiem, gdyby powiedział, że sprawa jest neutralna i wszystko jest w jej kwestii uczciwe - powiedział rano w Sopocie szef Rady Europejskiej i były premier Donald Tusk. W warszawskiej prokuraturze będzie zeznawać jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

- To są zawsze przykre i trudne sytuacje (...) Nie mogę uniknąć wrażenia, że sprawa ma też jednoznaczny podtekst polityczny - powiedział Tusk na dworcu w Sopocie, skąd przyjechał pendolino do Warszawy na przesłuchanie.

Dodał, że "w czasie przesłuchania będzie wyjaśniał wszystkie kwestie dotyczące procedur". - Co do politycznej oceny pracy służb polskich w tamtym czasie to nie mam żadnych, najmniejszych zastrzeżeń - dodał były premier.

Dopytywany, czy ta sprawa jest polityczna, odparł: Byłbym chyba wyjątkiem w Polsce, gdybym powiedział, że uważam, iż jest neutralna i że wszystko jest w tej kwestii uczciwe oraz bez politycznych emocji.

- Nie mam wątpliwości, że to element politycznej nagonki. Zresztą jej autorzy, tak naprawdę, tego nie ukrywają - zwrócił uwagę Tusk.

W pociągu, którym podróżuje były premier, był również reporter TVN24 Daniel Stenzel.

Stawi się na przesłuchanie w spawie Amber Gold?

Pytany, czy przyjedzie na przesłuchanie w sprawie Amber Gold, powiedział, że urząd szefa Rady Europejskiej jest objęty immunitetem. - Tak długo, jak będę miał wrażenie, że chodzi o wyjaśnianie kwestii, to będę do dyspozycji. Jeśli to się zamieni w procedury, które uniemożliwią mi pracę, będę korzystał oczywiście z immunitetu - dodał.

Powitanie

Na dworcu w Warszawie z transparentami czekali na Tuska jego przeciwnicy i zwolennicy.

Były premier kilka dni temu żartował na Twitterze: "Kwiecień plecień: 16 - Święta w domu, 19 - prokuratura w W-wie, 22 - sześćdziesiąte (!) urodziny. Niezły maraton. Do zobaczenia na trasie :)".

Tusk - jeszcze w Sopocie - powiedział dziennikarzom, że to wsparcie jest "bardzo miłe". Mówił również, że liczy na serdeczne przyjęcie w prokuraturze.

Pytany na Centralnym przez dziennikarzy powiedział, że jest bardzo krytyczny wobec tego, co się dzieje obecnie w Polsce. - To wszystko jest w rękach ludzi. Żaden pojedynczy wysiłek nie zmieni tej sytuacji - dodał.

"Urodzin na dworcu jeszcze nie miałem". Tusk przywitany w Sopocie
tvn24

Świadek Tusk

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk stawi się w środę w warszawskiej prokuraturze, gdzie będzie zeznawać jako świadek w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

Poprzednia data przesłuchania byłego premiera wyznaczona była na 15 marca, jednak Tusk nie mógł wówczas stawić się w prokuraturze ze względu na udział w sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu.

Śledztwo

Śledztwo, które prowadzi wydział wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie, dotyczy "przekroczenia uprawnień przez członków kierownictwa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, wskutek podjęcia współpracy ze służbą obcego państwa bez wymaganej zgody prezesa Rady Ministrów". Za przestępstwo przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego grozi do trzech lat więzienia. Ustawa o służbach kontrwywiadu i wywiadu wojskowego stanowi, że podjęcie przez szefów tych służb współpracy z "właściwymi organami i służbami innych państw" może nastąpić po uzyskaniu zgody prezesa Rady Ministrów, który przed wyrażeniem zgody zasięga opinii ministra obrony narodowej. W grudniu 2016 r. ujawniono, że w tym śledztwie postawiono zarzuty byłym szefom SKW Januszowi Noskowi i jego następcy Piotrowi Pytlowi. Trzecim podejrzanym jest Krzysztof D., b. dyrektor szefa gabinetu SKW. Powołując się na niejawny charakter postępowania, prokuratura nie podaje żadnych szczegółów. Byli szefowie SKW mieli odmówić wyjaśnień, a sprawę nazwali "politycznym odwetem" i "absurdem".

Dziennikarze portalu tvn24.pl ustalili, że chodzi o umowę zawartą przez SKW w 2010 r. z rosyjskimi służbami specjalnymi, związaną z koniecznością wycofania z Afganistanu polskiego kontyngentu wojskowego, dla którego droga powrotna prowadziła przez teren Rosji. Umowa miała pozwolić na sprawne, bezpieczne wycofywanie naszych żołnierzy oraz sprzętu z Afganistanu.

W marcu br. "GW" pisała, że rozmowy o porozumieniu między SKW a FSB zaczęły się w listopadzie 2010 r., co miało wynikać z konieczności ustalenia statusu polskich oficerów, którzy po katastrofie smoleńskiej przebywali w Moskwie. Współpraca miała być też potrzebna przy zagranicznych misjach NATO i ONZ. Według dziennika, w 2011 r. Nosek "wystąpił do premiera Tuska o zgodę na podjęcie współpracy z Rosjanami. Tusk zgodę wydał". "GW" dodała, że porozumienie ostatecznie podpisano we wrześniu 2013 r., ale nie wprowadzono go w życie, bo zaraz zaczął się kryzys rosyjsko-ukraiński.

Gazeta twierdzi, że wyrażając zgodę, Tusk nie konsultował się z MON - czego wymaga ustawa. Zdaniem "GW", przesłuchany już były szef MON Tomasz Siemoniak miał powiedzieć, że Tusk się z nim nie konsultował, ale "prawdopodobnie nie miałby zastrzeżeń". Brak konsultacji Siemoniak uznał za "drobne uchybienie", a opinia MON nie była dla premiera wiążąca.

Autor: js/gry/jb / Źródło: TVN24, PAP