TVN24 | Polska

Nauczyciele piszą donosy sami na siebie. "Postanowiłam panu ministrowi ułatwić pracę"

TVN24 | Polska

Źródło:
TVN24
Nauczyciele donoszą na siebie
Nauczyciele donoszą na siebieTVN24
wideo 2/4
TVN24Nauczyciele donoszą na siebie

W reakcji na decyzje Ministerstwa Edukacji, które pod przewodnictwem Przemysława Czarnka chce zbierać dane o uczniach i nauczycielach biorących udział w protestach Strajku Kobiet, nauczyciele piszą donosy sami na siebie. - Postanowiłam panu ministrowi ułatwić pracę, żeby nie musiał mnie szukać i napisałam donos, informując go, że uczestniczyłam razem z moją córką w pokojowej manifestacji - mówi Renata Skorczyńska-Szostak, nauczycielka filozofii w liceum w Krakowie. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Nauczyciele swojego udziału w protestach przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego w Polsce ani się nie wstydzą, ani go nie żałują. Tydzień temu minister edukacji ogłosił, że na jego polecenie kuratorzy zbierają informacje na temat aktywności uczniów i nauczycieli w protestach. W odpowiedzi pedagodzy zaczęli składać donosy, sami na siebie.

- Postanowiłam panu ministrowi ułatwić pracę, żeby nie musiał mnie szukać i napisałam donos na samą siebie, informując go, że uczestniczyłam razem z moją córką w pokojowej manifestacji, która odbyła się 28 października na rynku w Wadowicach - mówi Renata Skorczyńska-Szostak, nauczycielka filozofii w liceum w Krakowie.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

W manifestacjach po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, na czele którego stoi Julia Przyłębska, wzięły do tej pory dziesiątki tysięcy osób w całej Polsce. Renata Skorczyńska-Szostak na protest poszła jako matka, z transparentem z hasłem: "Jestem tu dla moich córek". Tak było, bo o udział poprosiła ją młodsza z nich. Obie manifestowały sprzeciw wobec odebrania prawa wyboru ciężarnym kobietom w sytuacji gdy płód ma ciężkie, letalne wady. - Prawo do aborcji to nie jest jakaś wyprzedaż w dyskoncie że rzuci się na nią od razu połowa miasta, prawda? To, że mamy do czegoś prawo, to nie znaczy, że musimy od razu z tego prawa korzystać, tak? Ale że mamy wolność decyzji i wyboru - twierdzi nauczycielka.

Donosem na samego siebie, podobnie jak pani Renata, zareagował także nauczyciel z Gliwic. Zrobili to w reakcji na ten komunikat, który po doniesieniach medialnych w nocy z poniedziałku na wtorek pojawił się na oficjalnym profilu Ministerstwa Edukacji Narodowej. "Jeżeli potwierdzi się, że niektórzy nauczyciele namawiali uczniów do udziału w protestach lub sami brali w nich udział, powodując zagrożenie w czasie epidemii i zachowując się w sposób uwłaczający etosowi ich zawodu, będą wyciągnięte konsekwencje przewidziane prawem" –-napisano.

- Wolność, demokracja, swoboda krytycznego myślenia, to wszystko nam się po prostu należy. To jest nasze niezbywalne prawo i żaden [minister edukacji i nauki, Przemysław - przyp. red.] Czarnek nie stanie na jego przeszkodzie - zapewnia pedagog i były wiceminister edukacji narodowej Włodzimierz Paszyński.

"Oskarża się mnie o narażanie życia i zdrowia moich wychowanków"

Komisją dyscyplinarną pomorskie kuratorium oświaty już zagroziło Arkadiuszowi Ordyńcowi, nauczycielowi historii z Gdyni, który prywatnie angażuje się politycznie i społecznie, czego - jak zaznacza - nigdy nie przenosi do szkoły. Tydzień temu dyrektor jego liceum dostał maila z wezwaniem za to, że nauczyciel miał zachęcać uczniów do udziału w Strajku Kobiet, a w ten sposób narażając ich życie i zdrowie.

- To jak "Proces" Kafki. Do szkoły przyszedł tylko mail. Co to znaczy? Mail w takiej sprawie? Gdzie mnie się oskarża o narażanie życia i zdrowia moich wychowanków? - pyta nauczyciel. - Ja bym się dał za nich pociąć, to są moi ludzie. Ja za nich odpowiadam i w życiu bym ich nie naraził na cokolwiek - zapewnia Ordyniec.

Z konsekwencjami udziału w proteście, nawet bez wychodzenia na ulice, mierzą się już także uczniowie. Akcja "Szkoła to dziewczyna" od początku ma miejsce wyłącznie w sieci. Według organizatorów nie powinno to być problemem, zwłaszcza że właśnie o to zaapelował premier. Mimo to sygnałów o represjach jest dużo. - Grupka osób z klasy powiedziała, że będzie strajkować i na kolejny dzień kazano jej opuścić lekcje z niewiadomych przyczyn. Były sytuacje zadawania karnych prac, wstawiania ocen niedostatecznych za nieobecność na lekcji - mówią Hania i Ola, koordynatorki akcji "Szkoła to dziewczyna". W piątek wysłały list do Ministerstwa Edukacji Narodowej z prośbą o wysłuchanie racji protestujących uczniów i nauczycieli.

Maria Mikołajewska, asty//now

Źródło: TVN24

Pozostałe wiadomości