Afera "jednorękich bandytów" jednak będzie wyjaśniana

TVN24

Sprawę skomentował rzecznik PO Jan Grabiectvn24
wideo 2/6

Prokuratura zmienia decyzję i będzie jednak prowadzić śledztwo dotyczące tak zwanej afery hazardowej. Sprawa dotyczy odpowiedzialności wysokich urzędników w rządach zarówno PiS, jak i PO, którzy są podejrzewani o spowodowanie miliardowych strat budżetu państwa.

Pod koniec października ujawniliśmy, że poznańska prokuratura, bez rozgłosu, umorzyła śledztwo dotyczące ważnego wątku "afery hazardowej".

Z oficjalnych odpowiedzi, które wtedy otrzymaliśmy wynikało, że poznańscy prokuratorzy śledztwo prowadzili i umorzyli, pracując przez cały czas "pod bezpośrednim nadzorem Prokuratury Krajowej".

Decyzję o umorzeniu sprawy podjęli już w marcu, a samo jej pisemne uzasadnienie liczy tysiąc stron. W czwartek portal TVP Info jako pierwszy poinformował, że zastępca prokuratora generalnego Bogdan Święczkowski zdecydował, iż śledztwo będzie jednak dalej prowadzone.

- Stało się tak po analizie obszernego materiału dowodowego - potwierdza nasz rozmówca z Prokuratury Krajowej.

Miliardy każdego roku

Poznańscy śledczy badali, jacy urzędnicy są winni trwającej lata patologicznej sytuacji na rynku "jednorękich bandytów".

Od 2005 roku cała Polska była dosłownie zalewana automatami, które pozwalały na gry o wysokie stawki. Według danych, do których dotarli reporterzy magazynu "Uwaga!" TVN, tylko w 2008 roku przez automaty przepłynęło 8,5 miliarda złotych. Tymczasem ich właściciele odprowadzali minimalny, zryczałtowany podatek od gier o niskie stawki. Wynosił on kilkadziesiąt euro miesięcznie od automatu, a nie - jak powinno to mieć miejsce w przypadku wysokich wygranych - sięgać 45 procent.

Ministerstwo wiedziało o przekrętach. Nie reagowało przez lata
UWAGA TVN, fot. TVN24

Wiceminister z PO

Śledztwo oryginalnie prowadzone było w pionie przestępczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku. Pracował nad nim cały zespół prokuratorów, przy pomocy funkcjonariuszy policyjnego CBŚ. Śledztwo objęło zarzutami ponad 200 osób: właścicieli firm z automatami, urzędników różnego szczebla i funkcjonariuszy państwa. Aż do momentu, gdy kierujący grupą prokurator zdecydował o postawieniu zarzutów ówczesnemu wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy, który nadzorował Służbę Celną.

Podczas urlopu prokuratora, przy sprzeciwie jego przełożonych, śledztwo zostało zabrane z Białegostoku i przeniesione właśnie do Poznania.

Krytyka ze strony PiS

Decyzję o odebraniu śledztwa wielokrotnie krytykowali czołowi politycy Prawa i Sprawiedliwości. Na konferencji prasowej uzasadniającej konieczność przeprowadzenia reformy w prokuraturze mówili o tym przykładzie minister Zbigniew Ziobro i premier Beata Szydło.

Jednak prokuratorowi, który chciał postawić zarzuty wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy śledztwa nie zwrócono. Co więcej, pod kierownictwem Zbigniewa Ziobro został on wyrzucony z pionu przestępczości zorganizowanej i skierowany do prokuratury niższego szczebla.

Równocześnie śledztwo dalej było prowadzone w wielkopolskiej prokuraturze, aż do momentu umorzenia, pod koniec marca tego roku.

Wiceminister z PiS

W śledztwie prokuratorzy zgromadzili dowody wskazujące na to, że patologiczna sytuacja na rynku "jednorękich bandytów" miała miejsce już w czasach pierwszego rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Świadczą o tym zarzuty karne, które prokuratorzy przedstawili wysokiej rangą urzędniczce Ministerstwa Finansów Annie C. - odpowiadającej w latach 2005-2010 za funkcjonowanie Służby Celnej.

Gdy w 2010 roku reporterzy magazynu "Uwaga!" poinformowali o przedstawieniu jej zarzutów, ta przesłała redakcji oświadczenie. Wynikało z niego, że od 2006 roku informowała swoich przełożonych o nieprawidłowościach. Jej przełożonym był ówczesny wiceminister finansów Marian Banaś.

Dziś Marian Banaś również odpowiada za pion skarbowy w resorcie finansów, budując Krajową Administrację Skarbową.

Autor: Robert Zieliński (r.zielinski@tvn.pl) / adso / Źródło: tvn24.pl