Polska

"Masz tam moją prezentację, więc sobie wybierzesz". Prokuratura cytuje rozmowy szefa NIK

Polska

Prokuratura ujawnia fragment podsłuchanej rozmowy prezesa NIK
tvn24Prezes NIK usłyszy prokuratorskie zarzuty

- To są bezpośrednie rozmowy, wskazujące, jak należy wygrać konkurs, żeby dyskredytować inne osoby, które w tym konkursie startowały - mówił Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, prezentując fragment podsłuchanej rozmowy prezesa NIK. Jest ona jednym z dowodów na przekroczenie uprawnień przez szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego i szefa klubu PSL Jana Burego. Jak wyjaśnił Goławski, ten wątek jest zakończony, pozostała kwestia postawienia zarzutów. Za przekroczenie uprawnień grozi im do trzech lat więzienia.

Goławski poinformował, że zarzuty, które mają zostać postawione Kwiatkowskiemu i Buremu, dotyczą "nieprawidłowości związanych z konkursami na obejmowanie funkcji przez dyrektorów, wicedyrektorów delegatur NIK oraz wicedyrektora centrali NIK". - Te procedury są ściśle określone zarówno w ustawie NIK, jak i w rozporządzeniach. W sposób dokładny jest wskazane, jak te konkursy się odbywają. Pojawiły się informacje, że jest możliwość dowolnego wybierania sobie tych ludzi, i wszystko zależy od szefa (NIK - red) - nie, tam są bardzo ścisłe reguły - podkreślił Goławski. Dodał, że z ustaleń prokuratury wynika, że konkursy były przeprowadzane niezgodnie z zasadami. - Po pierwsze Jan Bury wpływał na decyzję o wyborze niektórych kandydatur na stanowiska w delegaturach NIK - to są dwa zarzuty. Trzeci dotyczy wpływania na zmianę członków komisji, którzy przeprowadzali kontrolę w jednej z gmin na Podkarpaciu - dodał. Wyjaśnił, że celem było przyjęcie zastrzeżenia wójta jednej z gmin. Z kolei - jak poinformował - zarzuty pod adresem szefa NIK związane są "z organizacją, a przede wszystkim udziałem i wpływem na przebieg tych konkursów".

Podsłuchane rozmowy

Dowodami w sprawie są m.in. nagrania rozmów telefonicznych (zgodę na ich utrwalanie wyraził sąd).

- To są rozmowy, które wskazują, że między osobami jest duża zażyłość, i pokazują dokładnie, jak ten mechanizm ma się odbywać - powiedział Leszek Goławski, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.

- Kiedy pierwszy kandydat jest na tyle słabym kandydatem, że mając przekazane wcześniej pytania, nie potrafił zaprezentować się przed komisją, unieważnia się ten konkurs. Powołuje się nowy konkurs po to, żeby się lepiej przygotował, przekazuje mu się materiały i pytania, które zostaną zadane tak, żeby wypadł lepiej wśród innych kandydatów - dodał.

Prokurator przytoczył fragment rozmowy. - Mówi pan prezes NIK do swojego znajomego X: "Zadam takie pytanie, że to prawda, kandyduje pan. Każdemu zadam je po kolei, czy ta delegatura, co by pan w niej zmienił, w funkcjonowaniu całego NIK. A masz tam moją prezentację, więc sobie wybierzesz, to będzie dobrze wyglądało" - cytował prokurator Goławski. - Cały czas takie działania były podejmowanie, więc nie było tam żadnej bezstronności - dodał.

Zaznaczył, że NIK to instytucja zaufania publicznego, więc osoby przyjmowane tam do pracy powinny być najlepszymi kandydatami. - A z tych rozmów wynika, że osoby rozmawiające ze sobą twierdzą, że to są słabi kandydaci, więc trzeba im jakoś pomóc - powiedział Goławski.

Materiały z podsłuchanych rozmów to - jak zaznaczył Goławski - kilkadziesiąt stron, które zostały przekazane do Sejmu wraz z wnioskami o uchylenie immunitetu. Są w nich także, jak dodał, cytaty.

- To są bezpośrednie rozmowy, a nie rozmowy pośredników, wskazujące, jak należy taki konkurs wygrać tak, żeby dyskredytować inne osoby, które w tym konkursie startowały - powiedział Goławski.

Ustawiane konkursy

Z dokumentów, do których dotarli dziennikarze tvn24.pl, wynika, że z Najwyższej Izby Kontroli wyciekła treść pytań do kandydata na stanowisko szefa łódzkiej delegatury Izby. Zdaniem śledczych to obecny prezes NIK miał wpłynąć na wynik tego konkursu.

Według śledczych Bury jeszcze za czasów prezesury Jacka Jezierskiego w NIK (poprzednika Kwiatkowskiego - red.), miał zabiegać u niego o to, by ówczesny wiceprezes Izby wygrał konkurs na dyrektora delegatury w Rzeszowie. Jezierski jednak powołał nową komisję konkursową, która dokonała wyboru zgodnie z przepisami.

Po objęciu w NIK stanowiska przez Kwiatkowskiego (Sejm zatwierdził jego kandydaturę 9 sierpnia 2013 roku - red.) Bury - jak wynika z ustaleń śledczych - próbował wpłynąć na niego, by w kierownictwie rzeszowskiej delegatury znalazł się jego człowiek. Tym razem chodziło o wicedyrektora. Osoba wskazana przez Burego faktycznie wygrała ten konkurs.

Kwiatkowski - jak twierdzą prokuratura i CBA - miał też wpływać na rozstrzygnięcie konkursu na wicedyrektora Departamentu Środowiska w centrali NIK.

Z tymi dwoma ostatnimi przypadkami Jan Bury nie ma, według śledczych, nic wspólnego.

Autor: MAC/ja / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: nik.gov.pl/domena publiczna

Pozostałe wiadomości