Setki zebranych dokumentów, ponad 400 zarzutów wobec blisko 90 podejrzanych. - To śledztwo cały czas jest w toku, ale należy wskazać, że w tej sprawie skierowano już dwa akty oskarżenia - powiedziała Katarzyna Calów-Jaszewska z działu prasowego Prokuratury Krajowej.
Oglądaj najnowsze wydania programu "Polska i Świat" >>>
To dotychczasowa skala działań prokuratury w sprawie tak zwanej afery Collegium Humanum, w której pojawiają się nowe wątki. - Akt oskarżenia dotyczy 29 osób i mnóstwa wątków - wskazał Marcin Robak z "Gazety Wyborczej", który dotarł do aktu oskarżenia wobec czołowego pracownika TV Republika Adriana Klarenbacha oraz jego żony.
- Tekst mniej więcej relacjonował treść tezy stawianej przez prokuratora w tej sprawie, ale pomijając dosyć ważne elementy - powiedział obrońca małżeństwa Klarenbachów, Bartosz Lewandowski.
- Mogę potwierdzić, że jednymi z osób podejrzanych najpierw, a aktualnie oskarżonych, w sprawie dotyczącej Collegium Humanum jest Adrian K. oraz jego żona - stwierdziła Katarzyna Calów-Jaszewska.
Klarenbach wśród oskarżonych w sprawie Collegium Humanum
I tak po zebraniu materiału dowodowego śledczy oskarżyli Klarenbachów o popełnienie łącznie sześciu przestępstw. Chodzi między innymi o namawianie rektora uczelni do wystawienia dyplomu dla żony oraz zabieganie o dyplom dla znajomego.
- Adrian K. współpracował z rektorem, przekazywał dokumenty świadczące o skończeniu studiów, wszystkie niezbędne podpisy - stwierdziła Calów-Jaszewska. - Natomiast jeżeli chodzi o panią Lucynę K., sprawa dotyczy dwukrotnego użycia dokumentu poświadczającego nieprawdę, dyplomu MBA między innymi, po to, żeby uzyskać stanowisko w radzie nadzorczej - dodała.
Miało to jej pozwolić zasiąść w radzie nadzorczej Centrali Zaopatrzenia Hutnictwa w Katowicach. Według aktu oskarżenia uzyskanie dyplomu miało trwać niespełna trzy miesiące.
- Są dwie sprzeczne wersje dwóch podejrzanych, którzy mogą kłamać. Są dowody na to, że egzaminy były zdawane przez małżonkę - przekonywał Bartosz Lewandowski.
- To jest trochę skomplikowane, ale prokuratura twierdzi, że wszystkie te wersje to jest bujda na resorach, nie było żadnego testu - odpowiedział Marcin Robak.
Kwestią sporną jest wątek, czy Adrian Klarenbach sam zdobył dyplom MBA. W internetowym wywiadzie z marca zeszłego roku zapewniał: "Nie miałem i nie mam dyplomu Collegium Humanum. Znaczy może nosiłem się z takim zamiarem, ale żebym chciał robić u nich studia, to nie powiem kategorycznie tak, czy nie, bo to jest głupie. Głupie dlatego, że może chciałem, ale żadnych studiów u nich nie robiłem".
Prokuratura zapytana dziś odpowiada, że "z zebranego materiału dowodowego wynika, że istotnie Adrian K. uzyskał dyplom w Collegium Humanum".
CBA interesowało się Klarenbachem za rządów PiS
Pracownik TV Republika był przesłuchiwany w charakterze podejrzanego w czerwcu zeszłego roku. Został wypuszczony za kaucją - 50 tysięcy złotych wpłacił szef wydawców stacji, która na swoich paskach informacyjnych mówi o nękaniu ich pracownika przez "bodnarowską" prokuraturę. Prawda jest jednak taka, że działania służb trwały już za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy.
- W akcie oskarżenia czytamy, że w sierpniu 2022 roku, czyli grubo przed rządami Donalda Tuska, funkcjonariusze CBA kilkukrotnie szukali dyplomu Adriana Klarenbacha - zwrócił uwagę Marcin Robak.
- Musimy chyba mówić o tym, że mamy jedną prokuraturę i prokuratura nie jest instytucją o charakterze politycznym, ale (…) to postępowanie nie jest prowadzone ani od roku, ani od dwóch lat. Materiał dowodowy jest weryfikowany od kilku lat - podkreśliła Calów-Jaszewska.
Adrianowi Klarenbachowi i jego żonie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności, ale o tym zdecyduje sąd. Termin pierwszej rozprawy - wobec wszystkich oskarżonych osób związanych z Collegium Humanum - nie został jeszcze wyznaczony.