Do zatrzymania pracownika resortu obrony przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego doszło we wtorek o godzinie 8 - napisał Onet, powołując się na swoje źródła w ministerstwie. Zatrzymanie mężczyzny potwierdził dziennikarzom rzecznik prasowy ministra obrony narodowej Janusz Sejmej. Nie podał szczegółów.
Niedługo po tym, jak o sprawie zaczęły informować media, Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało komunikat w serwisie X. Potwierdziło "zatrzymanie wieloletniego pracownika resortu".
"Zatrzymany podejrzewany jest o współpracę z obcym wywiadem" - podał resort we wpisie opublikowanym około godziny 11.30. W stosunku do pierwotnej wersji wpisu nastąpiła zmiana, wcześniej pisano bowiem, że "osobie zostały przedstawione zarzuty współpracy z obcym wywiadem".
Z kolei prokurator Alicja Szelągowska z Prokuratury Okręgowej w Warszawie potwierdziła w rozmowie z tvn24.pl, że czynności z udziałem zatrzymanego prowadzi wydział ds. wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Podkreśliła, że do czasu zakończenia czynności prokuratura nie udziela więcej informacji.
Dobrzyński: zebrano potężne dowody
Przed godziną 15 rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekazał więcej informacji na ten temat. - Służba Kontrwywiadu Wojskowego zdobyła potężne, obciążające informacje, potwierdzające to, że ten pan zdradzał Polskę, Polaków, nasz kraj, szpiegował na rzecz obcego wywiadu - powiedział.
Potwierdził, że do zatrzymania doszło dzisiaj w siedzibie MON i zostało przeprowadzone przez funkcjonariuszy SKW oraz Żandarmerii Wojskowej.
Rzecznik poinformował, że "przeprowadzono czynności procesowe polegające na tym, że zabezpieczono różnego rodzaju dokumenty". Zaznaczył, że mężczyzna pozostaje do dyspozycji prokuratury. Dobrzyński ocenił, że sprawa "jest bardzo poważna", bo do tej pory jako rzecznik ministra Tomasza Siemoniaka informował o zatrzymaniach za szpiegostwo przede wszystkim Białorusinów, Rosjan i Ukraińców. - Jest to kolejna osoba, która zdradza nasz kraj i ubolewam nad tym, że jest to Polak - dodał.
Dobrzyński przestrzegał przed uleganiem panice i podkreślił, że zatrzymany mężczyzna to cywil, a nie żołnierz. Powiedział także, że nie może ujawnić, na rzecz jakiego państwa szpiegował pracownik MON oraz jakie dokumenty zostały zabezpieczone.
Kim jest zatrzymany?
Jak wynika z ustaleń tvn24.pl, zatrzymany mężczyzna to pracownik cywilny Departamentu Strategii i Planowania Obronnego MON. O tym, co to oznacza i jakie informacje mógł posiadać, mówił w TVN24 Mariusz Marszałkowski, zastępca redaktora naczelnego Defence24. - To jest ważny departament, który odpowiada między innymi za przygotowywanie planów zakupowych, kierunków modernizacji wojska, kierunków szkolenia, planów operacyjnych - wskazał.
Ekspert dodał, że "informacje, które mógł posiadać zatrzymany, są zależne od tego, jaki posiadał [rodzaj - red.] dostępu do informacji niejawnych". - Może był na tyle "niewysokim" pracownikiem, że nie miał dostępu do tych największych, najtajniejszych informacji - mówił.
- Nie znamy kluczowych informacji dotyczących między innymi tego, od kiedy miała trwać potencjalna współpraca tego człowieka ze służbami wywiadowczymi obcych państw - zauważył. Dlatego - zdaniem Marszałkowskiego - mężczyzna mógł "być umocowany w tych strukturach" już od początku swojej pracy w resorcie, ale mógł też pracować tam przez wiele lat, a "informacje zaczął wynosić poza gmach ministerstwa dopiero od niedawna".
Marszałkowski zaznaczył, że osoba z takim doświadczeniem w MON jest "cennym źródłem dla każdego wywiadu".
Akcja "była przygotowywana od dłuższego czasu"
Dziennikarz Onetu Jacek Harłukowicz powiedział w TVN24, że akcja zatrzymania, według jego źródeł, "była przygotowywana od dłuższego czasu i utrzymywana w ścisłej tajemnicy". Jak zaznaczył, w sprawie domniemanej współpracy "chodzi o kierunek wschodni".
- Moje źródła w Ministerstwie Obrony Narodowej twierdzą, że sprawa jest bardzo dobrze udokumentowana - zaznaczył Harłukowicz.
Dziennikarz Radia Zet Mariusz Gierszewski informował we wtorek, że ministerstwo dowiedziało się, że urzędnik "spędził urlop na Białorusi po tym jak ten przysłał pismo, że nie może wrócić bo Polska zamknęła granicę z Białorusią".
Opracowali: Aleksandra Sapeta, Mikołaj Stępień/lulu, akr