"To nie do opisania, gdy dzieci pytają: kiedy wróci tata?"

TVN24 | Polska

Autor:
Monika Gawrońska-Mróz, asty/kg
Źródło:
TVN24
Pierwsza linia frontu w walce z koronawirusemTVN24
wideo 2/5
TVN24Pierwsza linia frontu w walce z koronawirusem

Ratownicy, lekarze, pielęgniarki i inni pracownicy służby zdrowia - to oni stoją na pierwszej linii frontu. Dla bezpieczeństwa swoich bliskich na czas walki z koronawirusem niektórzy z nich wyprowadzili się z domu. Materiał magazynu "Polska i Świat".

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Michał Fedorowicz jest ratownikiem medycznym od siedmiu lat, a Rafał Mazur pielęgniarzem z 20-letnim stażem w służbie zdrowia. Obaj są teraz na pierwszej linii frontu walki z wirusem.

- Podjęliśmy z żoną decyzję, że dwa tygodnie temu wyprowadziłem się z domu – mówi Rafał Mazur. Tłumaczy, że w ten sposób chce przede wszystkim ochronić rodzinę.

Podobnie zdecydował Michał Fedorowicz. - Postanowiłem, że muszę się izolować od nich, izolować od pracy, jeżeli my jako ratownicy, pielęgniarki nie będziemy pracować, to kto nam pomoże tak naprawdę? – zauważa. - Prędzej czy później my też możemy być chorzy. Może nasza odporność będzie troszkę większa, ale wrócimy do domu i zarazimy – dodaje.

KORONAWIRUS – NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE. RAPORT TVN24 >>>

"Służby medyczne muszą mieć zagwarantowaną właściwą organizację pracy"

Pracownicy ochrony zdrowia są w tej chwili najbardziej narażeni na zakażenie koronawirusem, bo nigdy nie wiadomo, z jakim pacjentem mają styczność. - Tak naprawdę wchodząc do szpitala nie wiemy, czy z niego wyjdziemy. Jak każdy możemy być poddani kwarantannie. Żyjemy w niepewnych czasach – podkreśla Rafał Mazur.

I jak mówią lekarze, sytuacja jest bardzo trudna. Medycy apelują o dodatkowe środki ochrony osobistej: maski, rękawiczki czy środki dezynfekujące. Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej profesor Andrzej Matyja zwraca uwagę, że "służby medyczne muszą mieć zagwarantowaną właściwą organizację pracy". - Właściwe uwarunkowania, a przede wszystkim ochronę, zabezpieczoną ochronę własną. A my tego nie mamy – podkreśla.

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz twierdzi, że "jeżeli nagle wszyscy lekarze w kraju, czyli około 140 tysięcy osób, zaczną informować ministerstwo, że jakiegoś sprzętu brakuje, to tak naprawdę logistyka tego będzie niewspółmierna do problemu, jaki występuje". - Poza tym utoniemy wszyscy w papierologii bądź też w mailach – dodaje.

- Ktoś powie: wydziwiasz, chcesz za dużo. Chcę dużo, bo chcę być bezpieczny. Chcę mieć rodzinę, chcę wrócić do nich – mówi Michał Fedorowicz.

"Trudna była decyzja powiedzenia o tym dziecku, które ma cztery lata"

Dla pracowników ochrony zdrowia najtrudniejsza jest rozłąka z bliskimi. - Jeszcze parę dni temu wracałem do domu i widziałem pełne bulwary wiślane ludzi, którzy się fajnie bawią. A człowiek jest odcięty od rodziny – mówi Rafał Mazur.

- Trudna była decyzja powiedzenia dziecku, które ma cztery lata: widzimy się w wakacje. Ja rozumiem, co to znaczy. To znaczy, ze nie będzie mnie przez kilka miesięcy – tłumaczy Michał Fedorowicz. O tym, jak ciężka jest rozłąka już teraz przekonała się jego partnerka - Anna również jest ratownikiem medycznym, na czas epidemii została z dziećmi w domu.

- Mój syn dzisiaj usiadł ze mną i powiedział, że on ma już dość tej choroby i on chce już z powrotem tatę i on chce się przytulić – opowiada Anna Krupa. - To jest nie do opisania, jakie to są emocje, gdy dzieci pytają: kiedy wróci tata? – dodaje.

Autor:Monika Gawrońska-Mróz, asty/kg

Źródło: TVN24

Tagi:
Raporty: