Dziennik "Wall Street Journal" opisał w środę grę wojenną, w której wzięło udział 16 byłych wysokich rangą urzędników z Niemiec i NATO, a także parlamentarzyści i eksperci ds. bezpieczeństwa. Zorganizowana została wspólnie przez dziennik "Die Welt" i Uniwersytet Bundeswehry z Hamburga.
Scenariusz, który rozgrywa się w październiku 2026 roku, wskazuje, że brak przywództwa ze strony Stanów Zjednoczonych i wahanie ze strony państw NATO mogą pozwolić Moskwie na przejęcie całkowitej kontroli nad krajami bałtyckimi w ciągu kilku dni, przy użyciu początkowo sił liczących zaledwie 15 tysięcy żołnierzy.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Kraje bałtyckie szykują się na wypadek zagrożenia z Rosji
Zapytany o grę wojenną minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski ocenił, że "rosyjskie zdolności okazały się w wyniku agresji na Ukrainę znacznie słabsze niż my sądziliśmy i Putin sądził, ale ich intencje okazały się jeszcze gorsze niż wielu na Zachodzie sądziło". - Myślę, że dopóki Ukraina dzielnie się broni, Rosja nie ma zdolności ofensywnych - ocenił.
Szef polskiej dyplomacji, ale i były minister obrony zastrzegł, że "z ćwiczeniami planistycznymi, symulacjami jest tak, że wszystko zależy od tego, jakie się przyjmie założenia wstępne". - Więc żeby móc to skomentować, musiałbym wiedzieć, na jakich założeniach ta gra była oparta - stwierdził.
Radosław Sikorski powiedział, że "to dobrze, że się ćwiczy różne scenariusze, także te niekorzystne", wskazał, że "to nas powinno mobilizować do zbrojenia się i do stworzenia sił obronnych, których Putin nie zdecyduje się zaatakować".
Sikorski: Putin ponosi porażkę za porażką
- Sytuacja strategiczna Rosji w wyniku agresji na Ukrainę się nie polepszyła, a pogorszyła - ocenił Sikorski i wskazał, że Rosja w efekcie wejścia Finlandii do NATO zamiast wydawać środki gdzie indziej, buduje nowe garnizony w pobliżu granicy tego kraju.
- Putin, którego niektórzy uważali za genialnego stratega, ponosi porażkę za porażką - podkreślił minister.
- Kiedyś miał wpływy w Syrii, nie ma. Iran, kiedyś rozsadnik agresji na całym Bliskim Wschodzie i dostarczyciel dronów Shahed, jest na kolanach. 20 miliardów zainwestowane w Wenezueli, chyba się nie zwrócą. To samo Kuba, nie wspominając o trzydniowej operacji specjalnej przeciwko Ukrainie - wyliczał.
Gra wojenna
Według przyjętego w grze scenariusza Rosja zajmuje w październiku litewski Mariampol, 35-tysięczne miasto, znajdujące się w wąskim przesmyku pomiędzy Rosją (Obwodem Królewieckim) a Białorusią. Robi to pod pretekstem rzekomego kryzysu humanitarnego w obwodzie królewieckim, swojej enklawie graniczącej z Polską i Litwą.
Mariampol to miejsce strategiczne, leżące na skrzyżowaniu ważnych dla Europy autostrad: na południowy zachód biegnie Via Baltica, droga prowadząca do Polski, a na zachód droga między Białorusią a Kaliningradem. Na mocy umowy o tranzycie między Rosją, UE i Litwą z 2002 roku ta druga jest otwarta dla rosyjskiego transportu.
Według "WSJ" symulowana inwazja na Mariampol pod pretekstem kryzysu humanitarnego w Królewcu sparaliżowałaby proces decyzyjny sojuszników z NATO.
Stany Zjednoczone odmówiłyby powołania się na Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, zgodnie z którym w razie napaści na jednego z sojuszników pozostali udzielają mu solidarnej pomocy.
Z kolei Polska, choć zaczęłaby mobilizację, nie wysłałaby wojska na Litwę, a licząca 500 żołnierzy 45 Brygada pancerna Bundeswehry stacjonująca na Litwie w ogóle by nie zareagowała. Według "WSJ", stałoby się tak między innymi dlatego, że Rosja użyłaby dronów do zaminowania dróg prowadzących do niemieckiej bazy.
Podobny scenariusz rosyjskiego ataku na "niewielką, ograniczoną część" jakiegoś kraju NATO, z nadzieją na bezczynność sojuszu opisał w październiku 2025 roku prof. Carlo Masala z Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium. Przekonywał bowiem, że im mniejszy kraj NATO, a terytorium zaatakowane przez Rosję mniej znaczące, tym wzrasta ryzyko, że sojusz nie zdecyduje się na solidarną reakcję.
Opracował Adam Styczek
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: EPA/VYACHESLAV PROKOFYEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL