Polska

Policja ma doprowadzić szefa "Gazety Polskiej" na proces z TVN

Polska

Aktualizacja:
PAP/Tomasz GzellSąd wydał nakaz zatrzymania Tomasza Sakiewicza

Stołeczny sąd nakazał doprowadzenie przez policję redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza i jego zastępczyni na następny termin procesu karnego o pomówienie, wytoczonego im przez TVN. Zdaniem Sakiewicza jest to próba zamknięcia ust "Gazecie Polskiej". TVN zaapeluje do sądu o powstrzymanie się od takiej decyzji.

Bo nie stawili się na procesie Powodem wtorkowej decyzji Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy była nieusprawiedliwiona nieobecność obojga oskarżonych - powiedział rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Wojciech Małek. Dodał, że sąd uznał za niewystarczające usprawiedliwienie Sakiewicza, który napisał sądowi, że "jest na ślubie przyjaciół za granicą", a jego zastępczyni Katarzyna Hejke nie podała powodów niestawiennictwa.

Według prawa, sąd może ukarać oskarżonych grzywną, albo też nakazać doprowadzenie ich przez policję na następny termin, po uprzednim zatrzymaniu. Kolejny termin rozprawy to 14 grudnia. Małek podkreśla, że decyzja jest nieprawomocna; można złożyć na nią zażalenia.

13 grudnia - w areszcie Tomasz Sakiewicz poinformował na swoim blogu, że warszawski sąd zdecydował o zatrzymaniu na 48 godzin jego oraz jego zastępczyni, Katarzyny Hejke. Według niego, decyzja sądu jest "absolutnie bezprecedensowa", a "do rangi symbolu urasta fakt, że kierownictwo ‘Gazety Polskiej’ spędzić ma w areszcie 13 grudnia". Sakiewicz uważa decyzję sądu za "błędną i skandaliczną", bo "musi być ona odebrana jako próba zamknięcia ust +GP+". Jednak, jak powiedział, nie zdecydował jeszcze, czy się odwoła.

Naradzimy się w tej sprawie jeszcze z adwokatami. Myślę jednak, że taka decyzja sądu być może warta jest uszanowania. Skoro sąd uważa, że dziennikarze powinni siedzieć w więzieniach, to być może warto to uszanować, żeby opinia publiczna w Polsce i na świecie to zobaczyła. Do rangi symbolu urasta fakt, że kierownictwo "Gazety Polskiej" spędzić ma w areszcie 13 grudnia (dzień później odbyć ma się rozprawa). Fakt ten każe zastanowić się, czy wypowiedzi o nowym 13 grudnia po odsunięciu od władzy zwolenników IV RP, były faktycznie bezpodstawne. Tomasz Sakiewicz

Sakiewicz pisze, że nie stawił się, bo jest za granicą, co przekazał sądowi adwokat, a do Hejke informacja o rozprawie w ogóle nie dotarła. - Odbyło się już kilka rozpraw. Do tej pory stawiałem się na wszystkich - powiedział. Jego zdaniem, jest to sprawa z powództwa prywatnego i zastosowanie tak ostrych środków nie ma precedensu w przypadku kogoś, "kto się zawsze stawia na rozprawy". - Poza tym ja nie jestem przestępcą, nigdy za nic nie byłem skazany. Nie widzę powodu, dla którego miałbym być traktowany jak ktoś, kto morduje czy gwałci - oświadczył.

Sędzia Wojciech Małek odpowiada krótko: - Sąd musi stosować przepisy, a każdy oskarżony ma się stawić na rozprawę. Podkreślił też, że we wtorek odbyła się pierwsza rozprawa, wcześniej były tylko posiedzenia pojednawcze i próby mediacji. Nie chciał komentować zarzutów Sakiewicza wobec sądu.

TVN przeciwny takim metodom Rzecznik TVN Karol Smoląg powiedział, że TVN zwróci się do sądu z apelem, by nie stosował takich środków wobec dziennikarzy.

Po stronie Sakiewicza stanął też szef Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Miłosz Marczuk w specjalnym oświadczeniu przypomniał, że Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich od dawna chce likwidacji art. 212 kk. Artykuł ten przewiduje do 2 lat więzienia za pomówienie w mediach o "postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć kogoś w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności". - Absurdem jest utrzymywanie w kodeksie karnym przepisów, na podstawie których można uwięzić dziennikarza za słowo - dodał.

Sprawa Suboticia Przeciwko Sakiewiczowi i Hejke toczy się proces karny, wytoczony z oskarżenia prywatnego przez spółkę TVN za artykuł pt. "WSI na wizji" z października 2006 r. Napisano w nim, że Milan Subotić z TVN doradzał przy akceptacji programów publicystycznych stacji, m.in. programu "Teraz My". Chodzi m.in. o odcinek programu, gdzie ujawniono rozmowy Renaty Beger z politykami PiS. Poza tym gazeta napisała, że Subotić od 1984 r. współpracował z wywiadem wojska PRL, a od ok. 1993 r. - z WSI. - Oficerem prowadzącym Suboticia był Konstanty Malejczyk, były szef WSI, później związany z Samoobroną i Andrzejem Lepperem - podała "Gazeta Polska".

TVN w akcie oskarżenia zarzuca obojgu dziennikarzom, że sposób zredagowania artykułu i jego zawartość insynuują, że służby specjalne miały wpływ na przebieg programu "Teraz My" oraz fałszywie zarzucają mu stronniczość, co godzi w dobre imię spółki i jej dziennikarzy.

Niedawno ruszył też proces cywilny z powództwa Suboticia, który żąda od "Gazety Polskiej" przeprosin za podanie, jakoby był agentem WSI, a jako sekretarz programowy TVN miał wpływ na program, w którym ujawniono "taśmy Beger". Subotić przyznaje się do kontaktów z wywiadem wojskowym PRL, zaprzecza zaś, by był agentem WSI oraz by manipulował programem "Teraz my".

Subotić uważa, że raport z weryfikacji WSI bezpodstawnie wymienia go jako agenta WSI. Pozwał już MON za raport (ten proces jeszcze nie ruszył). Za zarzuty, jakoby na zlecenie WSI miał manipulować programem z "taśmami Beger", pozwał też prof. Andrzeja Zybertowicza, doradcę premiera ds. bezpieczeństwa.

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: PAP/Tomasz Gzell

Pozostałe wiadomości