"Modliliśmy się o cud. Ale pan ludzkich losów rozrządził inaczej"

TVN24

Aktualizacja:
Pogrzeb prezydenta Gdańska. Homilia arcybiskupa Głódziatvn24
wideo 2/28

- Śmierć nie oddziela nas wzajem od siebie, pozostajemy nadal w głębokiej jedności i łączności z tym, którego żegnamy na drogę wieczności - powiedział w sobotę metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź podczas mszy pogrzebowej Pawła Adamowicza. Wskazywał też, że śmierć Adamowicza to "dzwon na trwogę, wezwanie do rachunku sumienia, przemiany stylu naszego życia politycznego, wspólnotowego, społecznego, medialnego".

W gdańskiej Bazylice Mariackiej odbyła się w sobotę msza pogrzebowa zamordowanego prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Więli w niej udział między innymi premier Mateusz Morawiecki, prezydent Andrzej Duda i szef Rady Europejskiej Donald Tusk.

ZOBACZ RELACJĘ Z POGRZEBU ADAMOWICZA >

Abp Głódź: jesteśmy tu, by oddać mu ostatnią posługę braterstwa, szacunku i uznania

- Jesteśmy tu dziś (...), aby otoczyć modlitwą pożegnania naszego brata w wierze, świętej pamięci Pawła Adamowicza, Prezydenta Miasta Gdańska. Oddać mu ostatnią posługę: braterstwa, szacunku i uznania. Wyrazić naszą solidarność z rodziną pana prezydenta rażoną gromem nieszczęścia. Zaświadczyć o jedności naszych serc w obliczu tragedii, której ofiarą padł świętej pamięci Paweł Adamowicz - powiedział arcybiskup Głódź podczas odprawianej w Bazylice Mariackiej mszy pogrzebowej zamordowanego prezydenta Gdańska. Jak podkreślił, w tej modlitewnej solidarności z rodziną Pawła Adamowicza uczestniczy papież Franciszek, który za pośrednictwem kardynała Konrada Krajewskiego, jałmużnika papieskiego, przesłał różańce najbliższym prezydenta Gdańska "z zapewnieniem, iż przytula ich do serca i modli się za nich". - Ale nade wszystko jesteśmy po to, aby nagle przerwane życie pana prezydenta włączyć w paschalne misterium śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Potwierdzić i wypowiedzieć pewność naszej katolickiej wiary, że śmierć nie oddziela nas od siebie, że pozostajemy nadal w głębokiej jedności i łączności z tym, którego żegnamy na drogę wieczności. On przecież nas tylko na tej drodze wyprzedził - nagle i niespodziewanie. Ale wszyscy tą drogą zdążamy i wszyscy kiedyś razem będziemy w Chrystusie - powiedział metropolita gdański.

"Porażająca zbrodnia. Wstrząsnęła milionami serc"

Jak dodał, Paweł Adamowicz "szedł drogą swego doczesnego dynamicznego, twórczego, wybiegającego ku przyszłości życia" i jako prezydent Gdańska był "wychylony ku przyszłości, ku planom, projektom, marzeniom, które były przed nim, z którymi miał się zmierzyć". - 13 stycznia miała miejsce porażająca zbrodnia. Wstrząsnęła milionami serc - mówił abp Głódź. Wspominał, że był w nocy z niedzieli na poniedziałek w szpitalu, do którego przewieziony został prezydent Gdańska. - Widziałem pana prezydenta nieprzytomnego, otoczonego gronem lekarzy walczących o rozdmuchanie płomienia jego życia. Modliliśmy się o cud, świadomi, jak tragiczny jest jego stan. Ale pan ludzkich losów rozrządził inaczej. I nie wysłuchał naszych modlitw, bowiem przy szpitalnym łóżku prezydenta Gdańska stanął anioł śmierci. Otworzył przed nim bramy wieczności. Przeprowadził na drugą stronę życia. Ku Chrystusowi, którego Paweł Adamowicz stanowił - tak jak każdy chrześcijanin - własność - powiedział metropolita gdański.

"To jest swoista statua wolności dla Gdańska, i nie tylko"

Głódź przypominał ostatnie słowa Adamowicza przed zamachem, podczas finału dorocznej kwesty Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: "Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności!". - Odczytujemy te słowa jako swoisty testament. Wyznanie i deklarację miłości, uznania, szacunku i zachwytu dla Gdańska. Był jego prezydentem 20 lat - mówił. - Powraca jeszcze raz telewizyjny obraz prezydenta Pawła ze wzniesioną ku górze ręką. "To jest swoista statua wolności dla Gdańska, i nie tylko". Takie słowa wpisałem w księdze kondolencyjnej w urzędzie miasta. W ręku trzymał światełko skierowane ku niebu. Ku światłości wiekuistej, gdzie mieszka Bóg "bogaty w miłosierdzie". Jakby sygnał, oznajmienie - nieuświadomione wtedy - że niebawem i on będzie zmierzał ku Temu, który "zna wszystko" - powiedział metropolita gdański.

"Jakże wiele zrobił, aby nasze miasto wzrastało nad poziomy. Piękniało"

Podkreślił, że Paweł Adamowicz należał do pokolenia, "które na drodze swych młodzieńczych lat odczuło tchnienie wichru Solidarności" i było "ogarnięte pragnieniem wolności i w służbie wolności", był wydawcą i drukarzem podziemnego studenckiego pisma. Głódź przypomniał, że w roku 1989 Paweł Adamowicz włączył się w życie społeczne, polityczne, a przede wszystkim samorządowe. - Takim go znaliście od lat i takim ja go znałem od 2008 roku. Lider gdańskich samorządowców. Od 1998 roku prezydent miasta Gdańska. Zwycięzca kolejnych wyborów. Ofiarował tej służbie rodzinnemu miastu swoje serce, zapał, kompetencje, wrażliwość, inteligencję, także twórczą wyobraźnię. Patriota Gdańska. Jakże wiele zrobił, aby nasze miasto wzrastało nad poziomy. Piękniało. Nasycało się rozmaitymi inwestycjami w służbie gdańskiej pamięci, edukacji, artyzmu, zdrowia, życia społecznego, użyteczności publicznej. Aby promieniowało przedsięwzięciami artystycznymi i kulturalnymi. Przyciągało ku sobie, szczególnie latem, innych. Było gościnne, atrakcyjne, wielkie i dumne. Świadome swej ważnej roli w historii współczesności ojczyzny, ale i także chrześcijańskiej Europy - mówił Głódź. Podkreślił, że także Kościół katolicki w Gdańsku otrzymał od Adamowicza wiele pomocy, a wiele działań Kościoła, szczególnie tych o wymiarze społecznym, mogło liczyć na wsparcie włodarza miasta. Głódź mówił też, że prezydent "był człowiekiem wiary, praktykującym katolikiem" i nie wstydził się swojej wiary.

"Wezwanie do rachunku sumienia. Do koniecznej przemiany stylu naszego życia"

- Śmierć brata naszego Pawła, którego dziś chrześcijańskim pogrzebem żegnamy, wstrząsnęła wspólnotą naszego narodu. Zda się ku naszemu miastu, ku ojczyźnie, nadbiegło dramatyczne pytanie Boga z Księgi Rodzaju, skierowane ku Kainowi, zabójcy brata swego: "Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośna woła ku Mnie z ziemi" - powiedział Głódź. - Dla wielu to, co się wydarzyło w niedzielny wieczór na Węglowym Targu, zostało odebrane jako potężny, gwałtowny, niemilknący dzwon na trwogę. Wezwanie do rachunku sumienia. Do koniecznej przemiany stylu naszego życia, stylu politycznego, wspólnotowego, społecznego, medialnego także. Do definitywnego wyrugowania z polskiej polityki, więcej, z przestrzeni życia społecznego języka pogardy, poniżania, deprecjonowania, odzierania ze czci i godności naszych braci, bliskich, czasem niedawnych przyjaciół. Wypływa ten język z serc, w których być może wygasł płomień miłości do ojczyzny i do polskiej wspólnoty. Wyrasta z niekontrolowanej wiarą sumienia pychy, która jest nieodrodnym dzieckiem pogardy. Tak być nie może! I mówimy: "stop" - apelował abp Głódź. Jak podkreślał, "to pycha buduje mury osobności, wzywa do ich obrony, jest niezdolna do autorefleksji, do dostrzeżenia w swych sercach braku miłości, imperatywu pokoju, szacunku dla racji i poglądów innych, podważania tego, co jest rezultatem demokratycznych zasad". - Trzeba nam braterstwa serc, dłoni otwartych, a nie zaciśniętych pięści - wskazał hierarcha. - Dźwięk tego dzwonu wzywa nas do odbudowy polskiej wspólnoty wedle miary miłości, zaufania, szacunku. Do definitywnego zakończenia recydywy swoistej walki klas, w nowym przebraniu i propagandowym instrumentarium, pamiętanej dobrze przez starsze pokolenie. Przynosiła opłakane owoce społecznych krzywd, konfliktów, destabilizację wspólnoty polskiej wspólnoty. To dotyczy także próby wypłukiwania z przestrzeni publicznej roli Kościoła - który jakże często bywał mediatorem, nawet w czasach PRL - wypłukiwania i rugowania zadań i posłannictwa Kościoła - podkreślił arcybiskup.

"Nasza ojczyzna potrzebuje harmonii społecznej"

Metropolita gdański stwierdził, że "trzeba nam powrotu do hierarchii trwałych, sprawdzonych wartości, budowanych na fundamencie rodziny, szkoły, Kościoła i wielu instytucji tym wartościom sprzyjającym".

- Powrotu niezbędnego, koniecznego niczym koło ratunkowe wrzucone na wzburzoną głębinę polskiej wspólnoty. Tych wartości, dzięki którym Polska trwa. Z których wyrosła przed stu laty jej utracona niepodległość. Odebrana przez sąsiadów w sytuacji wewnętrznej słabości i głębokich podziałów - dodał. Jak mówił, wartości te "w polskie pokiereszowane opresją komunistycznej ideologii życie wniosła Solidarność". - A "solidarność" to znaczy jeden i drugi, a więc nigdy: jeden przeciw drugiemu - podkreślił. Wskazywał, że papież Franciszek w tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Pokoju przypominał, że "przekazanie pokoju znajduje się w centrum misji uczniów Chrystusa, a polityka, jeśli jest realizowana z podstawowym poszanowaniem dla życia, wolności i godności ludzi, może naprawdę stać się wzniosłą formą miłości". - Tej nowej formy miłości potrzebuje Polska - mówił Głódź. - Nasza ojczyzna potrzebuje harmonii społecznej, takiego kształtu polityki polskiej. Takiego - motywowanego miłością, szacunkiem - kształtu polskiej wspólnoty narodowej - dodał. - Dzisiaj - odwołuję się jeszcze raz do słów Ojca Świętego Franciszka - bardziej niż kiedykolwiek, nasze społeczeństwa - pośród nich i nasze, polskie - potrzebują "budowniczych pokoju", którzy mogliby być autentycznymi świadkami Boga, który chce dobra i szczęścia rodziny ludzkiej". Dziś winniśmy wrócić to słów ważnych: "proszę", "dziękuję", "przepraszam". Słów, o których mówił Ojciec Święty - powiedział abp Głódź.

Autor: ads//kg//kwoj / Źródło: PAP

Raporty: