Polska

"Podano mi córeczkę i powiedziano, że jest w kiepskim stanie i że muszę się pożegnać"

Polska

Fakty TVNMateriał "Faktów" TVN z 5 października

Szpital pełen bólu i łez, które trudno sobie wyobrazić. Kiedy kobieta wie, że urodzi ciężko chore dziecko, wie również, że zaraz będzie musiała się z nim pożegnać. Pomaga w tym hospicjum Fundacji Gajusz, gdzie lekarze robią wszystko, by ta chwila choć przez sekundę była piękna, bez wsparcia z NFZ-u nie zrobią nic. Materiał "Faktów" TVN.

W ciąży usłyszała diagnozę: wiedziała, że zaraz po powitaniu, nadejdzie moment pożegnania.

– Podano mi córeczkę i powiedziano, że jest już w kiepskim stanie i nie wiadomo, ile przeżyje, że muszę się do niej przytulić, pożegnać. Ale potem okazało się, że żyła jeszcze dobę. Potem pamiętam tylko moment pożegnania – wspominała Paula Zwolińska, która była w ciąży bliźniaczej. Pod sercem miała dwoje dzieci: chłopczyka, który urodził się zdrów i dziewczynkę, która urodziła się bez nerek.

Śmiertelne wady rozwojowe

– Nie byłam pod żadną opieką, nie miałam żadnej pomocy ze strony psychologa – przyznaje. Zwolińska przez przypadek trafiła do Fundacji Gajusz, która zajmuje się ciężko upośledzonymi dziećmi. Fundacja prowadzi też, dla rodziców, hospicjum perinatalne, gdzie trafiają dzieci, które jako płód na wczesnym etapie ciąży kwalifikowałyby się do aborcji.

I nie chodzi tu o zespół Downa, ale o dzieci, które z powodu swoich śmiertelnych wad rozwoju żyją nie dłużej niż przez kilka dni po urodzeniu. Niektóre kobiety na wieść, że ich dziecko rozwija się nieprawidłowo i urodzi np. bez całego układu moczowego, bez układu oddechowego czy bez mózgu, decydują się ciążę donosić i urodzić.

– Cała rodzina jest przygotowywana do kontaktu z tak chorym dzieciątkiem – wyjaśniła współpracująca z placówką psycholog Agnieszka Maczugowska. Zespół Fundacji ciążą i porodem zajmuje się w najdrobniejszych szczegółach. – Jest to opieka, która powinna być standardem i powinna być ujęta w systemie ochrony zdrowia – zaznacza Aleksandra Korzeniewska-Eksterowicz z hospicjum perinatalnego.

Hospicjum zdane na siebie

Ale nie jest, bo takie miejsca – a jest ich w Polsce kilkanaście – nie są wspierane przez państwo. Utrzymują się i szkolą personel szpitali za pieniądze pochodzące z darowizn. Łódzki szpital PRO-FAMILIA, z którym współpracuje Fundacja Gajusz, dla takich kobiet ma specjalny pokój – z dala od widoku szczęśliwych mam i ich zdrowych dzieci.

– W tym pokoju mogą się w spokoju i z godnością pożegnać z odchodzącym dzieckiem. Mają na to tyle czasu, ile potrzebują – wyjaśnia Korzeniewska-Eksterowicz. Jest z nimi rodzina, a jeśli chcą – także ksiądz oraz fotograf. Zrobi zdjęcie, tak, aby miały tę jedną, jedyną pamiątkę z kilku wspólnych chwil. – To miał być jakiś tragiczny dzień. Ale przez pomoc tych wszystkich osób to jednak (był) piękny – przyznała Paula Zwolińska.

Powiedzieć "B"

Mama zdrowego chłopczyka wie, że takiej opieki nie dostałaby nigdzie indziej. Mimo to przyszłość łódzkiego hospicjum perinatalnego jest niepewna. Prywatny szpital, z którym współpracuje hospicjum, nie uzyskał kontraktu z NFZ i grozi mu zamknięcie.

– Jeżeli mówi się "A", to trzeba powiedzieć "B". Jeżeli są zakusy na to, żeby aborcja była zakazana, to musimy dać jakąś alternatywę i udzielić odpowiedniej, fachowej, profesjonalnej pomocy kobietom, które mają urodzić śmiertelnie chore dziecko – zwraca uwagę Aleksandra Korzeniewska-Eksterowicz.

Więcej materiałów na stronie "Faktów" TVN.

Autor: mm/kk / Źródło: Fakty TVN

Źródło zdjęcia głównego: Fakty TVN

Pozostałe wiadomości