Kamil B. został skazany za atak na lekarkę w kwietniu 2025 roku. Za naruszenie jej nietykalności cielesnej, znieważenie jej w trakcie pełnienia czynności służbowych i kierowanie gróźb karalnych miał spędzić w więzieniu osiem miesięcy. Wyrok uprawomocnił się we wrześniu. W listopadzie sąd polecił policjantom, żeby zatrzymali mężczyznę i przewieźli go do zakładu karnego. W grudniu sąd ponaglał w tej sprawie policję, a w styczniu Kamil B. zaatakował ponownie. Zdjęcia zakrwawionego gabinetu w częstochowskim szpitalu obiegły media, poszkodowana trafiła do szpitala z poważnymi obrażeniami, a B. wreszcie do celi.
Po zdarzeniu zaczęły mnożyć się pytania - dlaczego skazany przestępca był na wolności. I jak to się stało, że chociaż B. w związku z inną sprawą pojawił się w poradni w miejscu i czasie wyznaczonym przez sąd, to poszukująca go policja nic o tym nie wiedziała.
Pytania o to, dlaczego skazani są na wolności, można też stawiać przy okazji sprawy Marcina Turczyńskiego, pseudonim Turek. Mężczyzna był szefem niesławnej dziś Zatoki Sztuki w Sopocie. W grudniu ubiegłego roku został prawomocnie skazany na sześć lat więzienia za popełnienie pięciu przestępstw przeciwko wolności seksualnej - między innymi za obcowanie płciowe z małoletnimi w zamian za korzyści majątkowe (jedna z dziewczyn nie miała nawet ukończonych 15 lat w momencie zdarzenia) czy doprowadzenie małoletniej do obcowania płciowego przy wykorzystaniu jej stanu bezbronności.
On również po wyroku nie trafił do celi. Pod koniec stycznia wydano za nim list gończy.
Takich przykładów jest dużo więcej. Ile? Zdaniem ekspertów może być ich około 40 tysięcy. Czyli mniej więcej tyle, ile wszystkich mieszkańców Kutna albo Świnoujścia. Do tego, skąd te szacunki i na czym polega problem z podaniem bardziej precyzyjnych danych - zaraz przejdziemy.
Na razie jednak trzeba wytłumaczyć, kiedy i w jakich okolicznościach skazany przestępca trafia do celi, bo to wcale nie musi być takie oczywiste.
"Plaga"
W przypadku sprawców najcięższych zbrodni, takich jak gwałt czy zabójstwo, scenariusz zazwyczaj wygląda tak, że po namierzeniu sprawcy trafia on do aresztu i siedzi w celi aż do prawomocnego wyroku. Potem areszt zostaje zamieniony na karę więzienia, ale na przykład dla ofiary niewiele się zmienia - bo przestępca cały czas pozostaje w celi.