Ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, która kandyduje w wyborach na przewodniczącego Polski 2050, mówiła w "Faktach po Faktach" w TVN24 o unieważnionej drugiej turze głosowania ze względu na problemy techniczne. Polska wydała w środę oświadczenie, w którym oceniono, że "z dużym prawdopodobieństwem miejsce miała zewnętrzna próba ingerencji w wewnętrzny proces wyborczy partii".
- Mój pełnomocnik pracował w biurze partii razem z Komisją Wyborczą i nie ma żadnych zastrzeżeń do prac Krajowej Komisji Wyborczej. System faktycznie w pewnym momencie przestał działać i kolejne osoby nie mogły oddać swojego głosu - wyjaśniała ministra. - Z tych informacji, które ja posiadam, złożono dużo więcej głosów, niż mamy członków, którzy mają prawo głosu - dodała.
Odnosząc się do ewentualnej ingerencji w głosowanie, Hennig-Kloska powiedziała, że najprawdopodobniej była "pozapartyjna", a nie zagraniczna.
- Ten system używamy od dawna i w gruncie rzeczy on nam wielokrotnie służył przy przeprowadzaniu kolejnych wyborów, ale to prawda, że nigdy dotąd wybory w Polsce 2050 nie przykuwały takiej uwagi mediów, widzów, członków - przyznała.
Pismo w sprawie procedur wyborów. Hennig-Kloska: prewencyjnie chcieliśmy wiedzieć
Wiceprzewodnicząca odniosła się też do listu z grudnia, w którym członkowie partii złożyli zapytanie do sekretarza generalnego partii i przewodniczącego Krajowej Komisji Wyborczej w sprawie procedur przy wyborach w Polsce 2050.
- Prewencyjnie, jako kandydaci, chcieliśmy wiedzieć, który system będzie używany, czy dokładnie ten, który partia używała wcześniej, ale też jakie dodatkowe działania zabezpieczające będą wszczęte - potwierdziła.
- Odpowiedź przyszła. Naszych uwag nie uwzględniono, ale w dalszej kolejności Krajowa Komisja Wyborcza pewne dodatkowe zabezpieczenia podjęła. Jak się okazało, niewystarczające - dodała.
Ministra powiedziała też, że "nie widzi osobiście podstaw do tego, by przeprowadzać te wybory od podstaw". - I nie czuję, żeby taka wola była ze strony przynajmniej moich wyborców - zaznaczyła.
- Złożono jakieś protesty wyborcze, ale one dotyczyły pojedynczych przypadków i błędów natury technicznej i to była taka liczba przypadków, która nie wpływała na ostateczne rozwiązanie - mówiła, odnosząc się do pierwszej tury.
"Takie zmiany trzeba też wytłumaczyć wyborcom"
Ministra była też pytana o słowa dotychczasowego lidera partii Szymona Hołowni, który we wtorek nie wykluczył startu w ewentualnie powtórzonych wyborach na przewodniczącego. Wicemarszałek Sejmu zaznaczył, że "nie podjął obecnie decyzji". - Jeżeli się okaże, że to będzie rozwiązanie, które ma pomóc Polsce 2050, to ja się od żadnego rozwiązania uchylał nie będę - mówił Hołownia.
Hennig-Kloska wskazywała, iż "Hołownia powiedział, że najważniejszy jest głos ludzi w organizacji". Na uwagę, że ludzie mogą być za startem Hołowni, odparła: - Żadna organizacja nie funkcjonuje bez ludzi, ale takie zmiany trzeba też wytłumaczyć wyborcom.
- Bo naprawdę na koniec dnia chodzi o to, żebyśmy odzyskali zaufanie społeczne - dodała.
Dopytywana, czy teraz namawiałaby Hołownię, by wrócił do gry, odpowiedziała, że "jesteśmy w zaawansowanym procesie". - Ja uszanuję każdą decyzję ludzi tworzących nasze ugrupowanie - dodała.
Przyznała, że w piątek "może zapaść decyzja na Radzie Krajowej, że proces zaczyna się albo od początku, albo powtarzamy drugą turę". - Uszanuję każdą decyzję Rady Krajowej w tym zakresie - zapewniła.
Autorka/Autor: aaw/akr
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24