Oszukiwali na "chore dziecko". Teraz szuka ich policja

TVN24

tvn24Stronę założono na jednym z portali społecznościowych

Przestępcy ukradli zdjęcie jednego z byłych podopiecznych fundacji "Dom w Łodzi" – poważnie chorego Dawida. Wymyśli historię o "bardzo chorym Jasiu" i żerując na współczuciu internautów udostępniających historię, zbudowali "farmę lajków". ("Fakty po południu")

Mimo szybkiej reakcji pracowników Fundacji w ciągu kilkudziesięciu godzin historia o "chorym Jasiu" została rozpowszechniona na portalach społecznościowych. Po interwencji policji i rodziców adopcyjnych Dawida zniknęła z sieci.

Oszukiwali na "chore dziecko"

- Historia była taka, że jest to Jaś, który ma ciężką wadę mózgu i potrzebna jest natychmiastowa operacja, która kosztuje 100 tys. złotych. Zdjęcia opatrzone były też czerwonymi, dużymi napisami: Pomocy. Udostępnienie = 1 zł - mówi Marta Libiszowska-Jóźwiak z Fundacji "Dom w Łodzi" - To zdjęcie zdążyło popłynąć po Facebooku. Został udostępnione na wielu stronach - mówi Karol Orzeł, informatyk, Fundacja Dom w Łodzi. Jak dodaje, na skutek udostępniania zdjęcia przez kolejne osoby powstał internetowy łańcuszek. Marta Libiszowska-Jóźwiak tłumaczy, że zdjęcie udostępniono aż 80 tys. razy. - Sami opiekunowie prawni tego malucha złożyli zagranicą zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Dotyczy wykorzystania wizerunku dziecka i jego danych osobowych - mówi mł. insp. Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Fundacja Dom w Łodzi zajęła się sprawą w przestrzeni internetowej, zdjęcie i cała strona zostały zgłoszone do administracji portalu. Fundacja wyjaśniała, że na zdjęciach jest nie, jak podpisano, chory Jaś, ale Dawid. Po około tygodniu zdjęcie zostało usunięte.

"Farmy lajków"

Takie "farmy lajków" oszuści sprzedają za duże pieniądze. - Bardzo często oszuści wykorzystują wizerunki chorych dzieci, z którymi w ogóle nie mają nic wspólnego i na pewno takim dzieciom nie pomagają. Po to, żeby gromadzić dane osobowe, pewne bazy odbiorców ewentualnych reklam, takie gotowe produkty stron, które zyskują na pozycjonowaniu. Następnie je przekazują czy odsprzedają innym zainteresowanym firmom - wyjaśnia proces Joanna Kącka. Karol Orzeł mówi, że ceny takiej strony wahają się od kilkuset do kilku tysięcy złotych. - Wyjaśniamy szczegóły tego wyjątkowo perfidnego oszustwa posługiwania się wizerunkiem chorego dziecka - informuje mł. insp. Joanna Kącka z łódzkiej policji.

Policja poszukuje sprawców przestępstwa, może im grozić nawet do 8 lat więzienia.

Autor: mw/tr / Źródło: tvn24