TVN24 | Polska

Pierwszoklasiści wrócili z wycieczki bez Janka. Matka: zostać przed kinem kazała mu nauczycielka

TVN24 | Polska

Autor:
bż/
tam
Źródło:
TVN24 Łódź
Sprawę wyjaśnia policja i kuratorium oświaty
Sprawę wyjaśnia policja i kuratorium oświatyTVN24 Łódź
wideo 2/4
TVN24 ŁódźSprawę wyjaśnia policja i kuratorium oświaty

Ośmioletni Janek przed majówką był na wycieczce szkolnej w kinie w Mogilnie (woj. kujawsko-pomorskie). Po filmie dzieci wsiadły do autobusu i wróciły do odległej o 20 kilometrów szkoły, ale jemu - jak twierdzi matka - nauczycielka kazała zostać samemu na ulicy. - Tymczasowo mieszkamy w Mogilnie, bez konsultacji z nikim powiedziała mu, że nie wraca z kolegami do szkoły, tylko ma czekać na mamę - mówi kobieta, która na syna czekała przed szkołą. Sprawę bada kuratorium oświaty i policja, która sprawdza, czy opiekunki chłopca naraziły go na niebezpieczeństwo. Informację o sprawie otrzymaliśmy na Kontakt 24.

Autobus z dziećmi wracającymi z wycieczki szkolnej podjechał przed szkołę w Orchowie w województwie wielkopolskim 27 kwietnia, było tuż po godzinie 12. Wśród rodziców oczekujących na odebranie swoich dzieci była pani Natalia. Patrzyła, jak z pojazdu wychodzą kolejni uczniowie. W końcu zrozumiała, że jej syn, Janek, nie wrócił do szkoły z rówieśnikami.

- Podbiegłam do wychowawczyni Janka i zapytałam, gdzie moje dziecko. Nauczycielka była zdezorientowana i nie wiedziała, co odpowiedzieć - mówi kobieta.

Do rozmowy szybko włączyła się inna opiekunka, która na co dzień uczy Janka wychowania fizycznego.

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W TVN24 GO >>>

"Pani mówiła, że mam czekać na mamę"

- Powiedziała mi, że mój syn został w odległym o 20 kilometrów Mogilnie, że czeka na mnie przed kinem. Myślałam, że oszaleję. Jestem w piątym miesiącu ciąży, nie mogę się denerwować. A ktoś porzucił mojego syna bez opieki na ulicy - opowiada kobieta.

Pani Natalia mówi, że od kilku miesięcy mieszka wraz z synem w Mogilnie, ale ponieważ pracuje w Orchowie, chciała odebrać dziecko sprzed szkoły. Podkreśla, że z nikim nie ustalała, że syn ma nie wracać do szkoły. 

- Byłam wstrząśnięta i przerażona tym, co się stało. A nauczycielka wychowania fizycznego powiedziała, żebym "nie panikowała" i poprosiła, żeby "ktoś odebrał dziecko” - wspomina kobieta.

Od razu zadzwoniła do znajomej, która pracuje w Mogilnie.

- Przerwała pracę i pobiegła przed kino. Tam spotkała mojego wystraszonego synka, który od 40 minut samotnie spacerował po ulicy - mówi pani Natalia.

Niedługo potem i ona była już w Mogilnie.

- Syn był już wtedy u mojej koleżanki w pracy. Opowiadał, że patrzył na każde auto, licząc, że ja jestem w środku. Pani mu powiedziała, że odbiorę go z kina, ale mnie ciągle nie było - mówi kobieta. 

Pani Natalia po rozmowie z synem dowiedziała się, że po zakończeniu filmu jego wychowawczyni pomagała odnaleźć plecak innego dziecka, który zawieruszył się na sali kinowej. Grupą opiekowała się wtedy nauczycielka wychowania fizycznego. 

- Wiedziała, że Janek mieszka ostatnio w Mogilnie i bez konsultacji z nikim powiedziała mu, że nie wraca z kolegami do szkoły, tylko ma czekać na mamę - mówi pani Natalia. 

Policja sprawdza, sprawą zajmuje się też kuratorium oświaty

Kobieta podkreśla, że nauczycielka naraziła zdrowie i życie jej dziecka. O sprawie poinformowała policję. Starszy aspirant Tomasz Bartecki z policji w Mogilnie mówi tvn24.pl, że trwają obecnie czynności sprawdzające w tej sprawie. 

- Do zdarzenia doszło 27 kwietnia, pomiędzy godziną 11.55 a 12.30. Trwają czynności sprawdzające, podczas których badamy, czy dziecko faktycznie zostało narażone na utratę zdrowia lub życia - odpowiada policjant.

Czytaj też: Półtoraroczna dziewczynka sama wyszła ze żłobka

O zdarzeniu poinformowane zostało też kuratorium oświaty.  

- W zeszłym tygodniu sporządzona została notatka służbowa. Sprawa została skierowana do rzecznika dyscyplinarnego - przekazuje Magdalena Miczek z biura prasowego Kuratorium Oświaty w Poznaniu.

Jeżeli rzecznik dyscyplinarny uzna, że opiekunki dopuściły się przewinienia, ich sprawę oceniać będzie komisja dyscyplinarna.

- Zakres kar przewiduje między innymi naganę z ostrzeżeniem, zwolnienie z pracy, a także zwolnienie z pracy połączone z zakazem wykonywania zawodu - przekazuje Miczek.

Redakcja tvn24.pl skontaktowała się też ze szkołą, która zorganizowała wycieczkę. Usłyszeliśmy, że rozmowa z dyrektorem będzie możliwa dopiero w poniedziałek, a jest on jedyną osobą upoważnioną do kontaktowania się z mediami. 

- Mój syn, przez czyjąś głupotę, został pozostawiony bez opieki. Dziecko, które dotąd było pewne siebie, było całe mokre, spociło się ze stresu. Teraz ma problemy z zaśnięciem. Nie wiem, jakim cudem można było do tego dopuścić - kończy matka chłopca.

Ośmioletni Janek został sam pod kinem w Mogilnie

Autor:bż/ tam

Źródło: TVN24 Łódź

Źródło zdjęcia głównego: Google Street View

Pozostałe wiadomości