Krytyka po wypowiedzi polskiego charge d'affaires w Ukrainie. "Niekompetencja i brak wyczucia"

Władysław Kosiniak-Kamysz, Piotr Łukasiewicz
Wypowiedź Piotra Łukasiewicza z Ołyki
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Vladyslav Musiienko/PAP/EPA
Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie - powiedział polski charge d'affaires w Ukrainie Piotr Łukasiewicz podczas uroczystości upamiętnienia 83. rocznicy zbrodni wołyńskiej. Na jego wypowiedź zareagowali szef MSZ Radosław Sikorski i prezydencki minister Marcin Przydacz.

Podczas upamiętnienia 83. rocznicy zbrodni wołyńskiej w sobotę w ukraińskiej miejscowości Ołyka, głos zabrał szef MON i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oraz polski charge d'affaires w Ukrainie Piotr Łukasiewicz.

- Pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie mogę nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy państwa polskiego na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie - mówił Łukasiewicz. Zaznaczył też, że "to wszystko, co działo się w trakcie II wojny światowej, było straszne i niepotrzebne".

- Nie tworzę jednak symetrii ani nie stawiam znaku równości między liczbami i jakością cierpień. Mówię, że pamiętamy i musimy pamiętać o przeszłości i o tym, co w tej przeszłości było wstydliwe i niegodne. Nie wynosimy na sztandary sprawców tamtej przemocy. Rozumiemy tylko okoliczności, w jakich ona się kształtowała - powiedział.

Sikorski o wypowiedzi charge d'affaires

Do słów charge d'affaires odniósł się wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski. Odpowiedział on na wpis przewodniczącego Ordo Iuris Jerzego Kwaśniewskiego o tym, że są "dwie opcje". "Albo dyplomata sprzeniewierzył się polityce rządu i Radosława Sikorskiego - wtedy powinien z hukiem wylecieć ze służby, albo realizował tymi słowami politykę rządu - wtedy pozostanie w służbie zagranicznej" - napisał Kwaśniewski.

- Jest trzecia opcja, mianowicie, że ryzykujący życiem dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami Łukasiewicz wypowiedział się w chrześcijańskim duchu "Wybaczamy i prosimy o wybaczenie. Bo w obliczu wspólnego zagrożenia pracuje na rzecz pojednania" - odparł Sikorski. Dodał, że "niektórzy nacjonalistyczni sekciarze szczują bratnie narody na siebie, służąc zupełnie innym interesom".

Przydacz komentuje wypowiedź dyplomaty

Na wypowiedź polskiego dyplomaty odpowiedział też były ambasador w USA i Izraelu Marek Magierowski. "Takich porównań mogą używać publicznie historycy, dziennikarze, byli polscy politycy - nie zaś najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej na Ukrainie, w trakcie oficjalnych uroczystości, ponadto w okresie ogromnego napięcia w dwustronnych relacjach, podsycanego przez władze w Kijowie" - ocenił we wpisie na X.

Magierowski określił tę sytuację jako "niekompetencję i brak dyplomatycznego wyczucia".

Słowa Łukasiewicza skomentował szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz na platformie X.

"Ta sytuacja pokazuje jak w soczewce wiele problemów z dzisiejszym korpusem 'kierowników placówek' wysyłanych przez aktualne kierownictwo MSZ do reprezentowania Polski za granicą" - napisał, podając dalej wpis Magierowskiego. Dodał, że "nie powinien nikogo dziwić brak zgody Prezydenta RP na takie kandydatury". - Jest ich niestety więcej, zbyt dużo - ocenił Przydacz.

Obchody 83. rocznicy rzezi wołyńskiej

11 lipca w sobotę obchodzony był Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Dzień ten obchodzony jest w rocznicę tzw. krwawej niedzieli 11 lipca 1943 roku, gdy doszło do fali mordów na Polakach. Był to punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej.

Według polskich historyków, w lipcu 1943 roku oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie.

Łącznie od lutego 1943 roku do wiosny 1945 roku na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło, według badaczy, ponad 100 tysięcy Polaków. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.

UPA pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. W ostatnich miesiącach doszło do napięć w relacjach polsko-ukraińskich w związku ze sporem o kwestie historyczne, w tym o upamiętnianie Ukraińskiej Powstańczej Armii i związanych z nią postaci.

Spór wywołała podjęta pod koniec maja decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA.

OGLĄDAJ: Szef MON ujawnił dane w sprawie donacji dla Ukrainy. "Pomoc Ukrainie jest zobowiązaniem NATO"
pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: