Pierwszego września w polskich szkołach zaczną obowiązywać nowe zasady żywienia. Zgodnie z rozporządzeniem warzywa lub owoce powinny być podawane do każdego posiłku. W przypadku żywienia całodziennego jadłospis powinien obejmować co najmniej dwie porcje mleka lub jego roślinnych zamienników dziennie, a w ciągu tygodnia między innymi co najmniej jedną porcję ryby oraz co najmniej jedną potrawę z nasion roślin strączkowych.
- Te zmiany są oczywiście pozytywne, szczególnie dla dzieci, które siedzą w placówkach bardzo długo. A umówmy się, w przedszkolu czy szkole dzieci spędzają znaczną część dnia - oceniła w sobotnim "Wstajesz i weekend" w TVN24 dietetyczka dziecięca i terapeutka żywienia Katarzyna Szulc.
Jak przygotować dzieci na zmiany w żywieniu w szkołach?
Dietetyczka podkreśliła również znaczenie roli rodziców w kształtowaniu zdrowych nawyków żywieniowych u dzieci.
- Wszystkie nawyki żywieniowe zaczynamy w domu, więc to, co mamy w domu, to przenosimy też do placówki - mówiła. - Jadłospis jest na papierze, a to czy dziecko zje, to tak naprawdę dużo wynosimy z domu. Jeżeli nie mamy w domu tych warzyw strączkowych czy ryb, no to trudno dziecku będzie zaakceptować te smaki w przedszkolu czy szkole - wyjaśniała.
W związku z tym ekspertka zalecała, aby rodzice powoli i stopniowo przyzwyczajali dzieci do nowych produktów, by uniknąć zaskoczenia w placówce.
Nie tylko dieta. Dietetyczka o kształtowaniu zdrowych nawyków
Katarzyna Szulc była też pytana o zmiany w wytycznych dotyczących produktów dopuszczonych do sprzedaży w sklepikach szkolnych. Nowe przepisy zmniejszają między innymi dopuszczalne limity soli i cukru w sprzedawanej w szkołach żywności. Ekspertka pozytywnie oceniła nowe regulacje.
- Jest to bardzo dobre rozwiązanie, bo te limity są i tak dosyć spore, więc będzie duży wybór tych produktów czy do sklepików, czy do automatów - oznajmiła. W jej ocenie dotychczasowe limity były "wręcz za duże", co przyczyniło się do wzrostu nadwagi i otyłości u dzieci. - Już co trzeci ośmiolatek ma nadwagę lub otyłość. Mówimy tu o bardzo dużej skali, więc jak najbardziej te ograniczenia są konieczne - zaznaczyła.
Dietetyczka mówiła, że do problemu rosnącej otyłości wśród dzieci przyczynia się też zmniejszona ilość aktywności fizycznej. - Dzieci niechętnie uczestniczą w wf-ie, mają mało pozalekcyjnych zajęć ruchowych. Jest niestety ta elektronika, więc tu jest duży wpływ nie tylko edukacji żywieniowej, ale właśnie aktywowania dzieci do ruchu - tłumaczyła.
Jak dodała, podobnie jak w przypadku żywienia, w zmianie tych nawyków również najlepiej sprawdza się "filozofia małych kroków", oparta na niewielkich zmianach, wprowadzanych stopniowo.