Premier Donald Tusk rozmawiał z dziennikarzami na lotnisku w Warszawie przed wylotem do Armenii na szczyt Europejskiej Wspólnoty Politycznej. Odniósł się między innymi do zapowiedzi Karola Nawrockiego o zwołaniu Rady Nowej Konstytucji. Jej celem mają być prace nad zmianą ustawy zasadniczej, co prezydent zapowiedział jeszcze w swoim orędziu.
Tusk zwrócił uwagę, że Polska potrzebuje spójności działania, a konstytucja - choć "nie jest doskonała", to "wystarczająco jasno precyzuje, jakie obowiązki do kogo należą".
- Dzisiaj apelowałbym do prezydenta i do opozycji, żeby, zanim zabiorą się za majstrowanie nowej konstytucji, nauczyli się przestrzegania tej konstytucji. To jest absolutnie klucz do uporządkowania polskich spraw - powiedział Tusk.
- Nie ma idealnej konstytucji, nie ma idealnych systemów politycznych. Zawsze wtedy, kiedy narody, przywódcy, instytucje państwowe przestrzegają własnego prawa, własnych politycznych też obyczajów, tradycji i kiedy rządy prawa nie są tylko pustym sloganem, wtedy sprawy idą jakoś do przodu - zauważył.
Tusk podkreślił, że "dzisiaj potrzebujemy spójności, nie tylko w NATO i Unii Europejskiej, ale też spójności, jeśli chodzi o instytucje państwa polskiego". - Ta spójność, ta jednolitość jest możliwa tylko wtedy, kiedy ludzi łączy elementarna solidarność, a władze, łączy prawo i konstytucja - powiedział.
"Chodzi raczej o polityczną grę"
Jak zaznaczył, kohabitacja nie powinna paraliżować działania państwa. - Często prezydent jest z innego obozu, premier z innego obozu politycznego i dlatego, skoro nie można polegać na serdeczności politycznej, to trzeba polegać na przestrzeganiu prawa. Da się żyć nawet wtedy, kiedy toczą się spory polityczne, ale pod warunkiem, że przestrzega się konstytucji i innych przepisów prawa - mówił dalej premier.
- Pan prezydent dobrze wie, że ani dziś, ani jutro, ani pojutrze większości konstytucyjnej na rzecz jego pomysłów nie będzie, więc tak naprawdę chodzi raczej o polityczną grę. Moim zdaniem będzie to tylko kolejne zamieszanie, a Polska dzisiaj potrzebuje przede wszystkim stabilności - podkreślił.
Premier o ewentualnej relokacji żołnierzy USA na wschodnią flankę
Szef Pentagonu Pete Hegseth zdecydował o wycofaniu z Niemiec około pięciu tysięcy żołnierzy USA. Minister obrony Niemiec Boris Pistorius zauważył, że obecność wojskowa USA leży w interesie Europy, jak i Stanów Zjednoczonych. O decyzji szefa Pentagonu poinformował w piątek rzecznik resortu Sean Parnell. Jak dodał, operacja wycofywania zostanie zakończona w ciągu najbliższych 6-12 miesięcy.
Premier pytany o to, czy żołnierze amerykańscy mogą zostać wycofani z Niemiec i trafić nie do USA, lecz na wschodnią flankę NATO, odparł: - Nie mamy takich sygnałów.