W piątek wiceszef MSZ Marcin Bosacki był pytany w Radiu Zet o napięcia między marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym a ambasadorem USA w Polsce Thomasem Rosem. Czy któryś z przedstawicieli rządu powiedział dyplomacie, że ten "przesadził"?
Wiceszef MSZ odpowiedział na pytanie twierdząco i dodał, że rozmowę z ambasadorem odbył jeden z wiceministrów spraw zagranicznych. Bosacki nie chciał jednak ujawniać szczegółów spotkania. Zaznaczył tylko, że odbyło się ono "w cztery oczy".
Rose "przekroczył standardy dyplomatyczne"
- To nie ja byłem tym wiceministrem MSZ, który rozmawiał z ambasadorem - podkreślił Bosacki. Jak jednak mówił, miał okazję porozmawiać z Thomasem Rosem kilka tygodni przed jego "nieszczęśliwymi wypowiedziami".
- Myślę, że on rozumie, że Polska nie będzie niczyim wasalem (...). Z całą pewnością słyszał wypowiedź premiera - zaznaczył wiceszef MSZ.
W czwartek Donald Tusk powiedział w rozmowie z dziennikarzami, że Polska była, jest i będzie lojalnym, pewnym i obliczalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a on sam jest zdeklarowanym zwolennikiem jak najbliższych więzi transatlantyckich Europy i USA. - Polska w tym sojuszu nie jest i nie będzie jednak, tak długo, jak ja będę premierem polskiego rządu, na pewno wasalem. (Będzie) lojalnym, wiernym, pewnym sojusznikiem, ale nie będzie wasalem w relacjach z jakimkolwiek państwem na świecie - oświadczył szef rządu.
Bosacki ocenił, że Rose w swoich wpisach "przekroczył standardy dyplomatyczne". - Zresztą niektóre z tych tweetów usunął, więc chyba sam to zrozumiał - ocenił wiceminister spraw zagranicznych.
Bosacki: w niektórych sprawach mamy różne interesy
Wiceszef resortu dyplomacji był też pytany o słowa ambasadora USA, które padły w wywiadzie udzielonym "Rzeczpospolitej". Zapytany o wyniki przeprowadzonego dla gazety sondażu, z którego wynika, że 53,2 procent Polaków uważa, iż Stany Zjednoczone nie są wiarygodnym sojusznikiem, a 29,9 procent widzi w USA alianta wiarygodnego, Rose stwierdził, że "jeśli te wyniki faktycznie odzwierciedlają stan opinii publicznej, to jest to godne pożałowania". "I to bardziej dla Polski niż dla Ameryki" - dodał.
Bosacki zaznaczył, że Ameryka jest przyjacielem Polski. Podkreślił jednak, że przyjaciele, również w stosunkach międzynarodowych, mają różne interesy. - I to nas różni od PiS-u, że my to jasno Amerykanom komunikujemy: tak, w niektórych sprawach mamy różne interesy. Czasem potrafimy im powiedzieć: nie - mówił wiceszef MSZ.
- Przyjaciołom trzeba mówić tak (...): jeśli sondaże pokazują, że jesteś mało popularny albo twoja popularność gwałtownie spada - jak jest w tej chwili, niestety, (...) z popularnością Stanów Zjednoczonych i rządzących w Stanach Zjednoczonych w Polsce - to może jednak warto spojrzeć na siebie. Tak robimy, my, politycy. Warto, żeby też tak zrobiły rządy krajów zaprzyjaźnionych z nami, jeśli chcą dbać o to, żeby Polacy, naród polski odnosił się do nich tak przyjaźnie, jak jeszcze niedawno - stwierdził wiceminister Bosacki.
Dodał, że sondaż obrazuje prawdę o polskich nastrojach społecznych, które wynikają między innymi z "niefortunnych (...) wypowiedzi wysokich przedstawicieli państwa amerykańskiego".
Fort Trump w Polsce? Bosacki o "lizusostwie"
Bosacki był również pytany o komentarz do wypowiedzi szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, który - mówiąc o budowie bazy wojsk amerykańskich na Dolnym Śląsku - nazwał ją Fortem Trump.
- Powiem szczerze, że nazywanie bazy w Bolesławcu Fortem Trump na pewno uzgodnione nie jest - skwitował wiceminister.
Wówczas został dopytany o słowa Kosiniaka-Kamysza ze środy, który w TOK FM tłumaczył, że "budowa tego, co roboczo nazywa Fort Trump w Bolesławcu" jest wspólną inwestycją strony amerykańskiej i polskiej.
- Stosunki polsko-amerykańskie, zwłaszcza stosunki bezpieczeństwa i wojskowe, ale nie tylko, są dużo lepsze niż bardzo często wynika to z wypowiedzi po obu stronach (...). Natomiast zawsze byłem przeciwny tego typu lizusostwu, czy to za czasów PiS-u, czy teraz, żeby cokolwiek nazywać imieniem urzędującego prezydenta USA - ocenił Bosacki.
Jak dodał, takie działania są "po prostu niesmaczne i jego zdaniem niegodne Polski".
Czarzasty o Trumpie, Rose o Czarzastym
5 lutego Rose oświadczył, że "ze skutkiem natychmiastowym nie będziemy już utrzymywać kontaktów ani komunikować się z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym". Powodem decyzji były - jak zaznaczył - jego "oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa", które "uczyniły go poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem".
Niedługo później na ten wpis zareagował Czarzasty. "Zgodnie ze swoimi wartościami stanąłem w obronie polskich żołnierzy walczących na misjach i nie poparłem kandydatury prezydenta Donalda Trumpa do pokojowej nagrody Nobla. Niezmiennie szanuję USA jako kluczowego partnera Polski. Dlatego z ubolewaniem przyjmuję deklarację ambasadora Toma Rose’a, ale nie zmienię stanowiska w tych fundamentalnych dla Polek i Polaków sprawach" - napisał.
Marszałek Sejmu wypowiedział się krytycznie o Trumpie w czasie konferencji prasowej na początku lutego, gdy przekazał, że nie poprze wniosku o przyznanie mu pokojowego Nobla. Mówił o tym, dlaczego jego zdaniem Trump na niego "nie zasługuje".
Ocenił wówczas między innymi, że "ład oparty na prawie międzynarodowym odchodzi niestety powoli w przeszłość", a w polityce międzynarodowej zaczyna dominować siła. - Budowanie przez Stany Zjednoczone nowych platform, takich jak Rada Pokoju, jest moim zdaniem złudne. Wzmacniać trzeba Unię Europejską, ONZ, WHO i siebie - mówił.
- Prezydent Trump moim zdaniem destabilizuje sytuację w tych organizacjach, reprezentując politykę siły i przy użyciu siły prowadzi politykę transakcyjną - mówił Czarzasty. Wspomniał też o "innym interpretowaniu historii" przez Trumpa w sprawie udziału polskich żołnierzy w misjach czy "instrumentalnym traktowaniu" innych terytoriów takich jak Grenlandia.
Opracował Kuba Koprzywa/akr, lulu
Źródło: PAP, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/BONNIE CASH / POOL