Polska

Napadu nie było. 15-latek pociął się sam?

Polska

Napadu nie było. 15-latek pociął się sam
prokurator Janusz Sochacki (TVN24)Napadu nie było. 15-latek pociął się sam

15-latek z Piekar Śląskich, któremu w maju stadionowi bandyci mieli rzekomo pociąć twarz, prawdopodobnie poranił się sam. Prokuratura skieruje do sądu rodzinnego wniosek o ukaranie chłopaka za składanie fałszywych zeznań.

Jak powiedział szef piekarskiego ośrodka zamiejscowego Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach prok. Janusz Sochacki, podczas kolejnego przesłuchania w obecności psychologa 15-latek zeznał, że napadu nie było.

Twierdził, że napadli go kibice

Głośna w regionie sprawa była komentowana jako przejaw eskalacji przestępczej działalności stadionowych bandytów. Według pierwotnych zeznań 15-letniego ucznia miejscowej szkoły specjalnej, 17 kwietnia w drodze do szkoły trzech ok. 20-letnich bandytów napadło go i okaleczyło mu twarz. Do zdarzenia miało dojść na uczęszczanej ulicy Jana Pawła II na Osiedlu Wieczorka - w rejonie dworca komunikacji miejskiej.

Zakrwawiony chłopak dotarł do szkoły, tam wezwano policję. Na twarzy miał wycięte litery "HKS" i "R", kojarzące się z chorzowskim Ruchem, oraz "PS" - skrót Piekar Śląskich. Sam 15-latek deklarował, że jest kibicem zabrzańskiego Górnika.

Policjanci pokazali chłopakowi zdjęcia miejscowych kibiców Ruchu. Gdy wskazał jednego z nich, 20-latek został zatrzymany i okazany mu przez lustro weneckie. 15-latek nie potwierdził jednak, że to jeden z napastników. Zatrzymany został zwolniony do domu. Również przy innych fotografiach chłopiec deklarował, że rozpoznaje sprawcę, a potem wycofywał się.

"Ma skłonność do konfabulacji"

Dochodzenie ws. napadu prowadzono na dużą skalę. Powołano nadzorowaną przez wiceszefa śląskiej policji grupę operacyjną, którą wspomagali policjanci z komendy wojewódzkiej. Wobec zmiennych informacji chłopaka, policjanci nie byli w stanie posunąć sprawy do przodu. Dodatkowo kamery monitoringu zainstalowane w pobliżu rzekomego miejsca napadu, nie zarejestrowały niczego, co mogłoby potwierdzić jego przebieg.

Uczestniczący w przesłuchaniach 15-latka psycholog już na wstępnym etapie ocenił, że chłopak ma skłonności do konfabulacji - po zwolnieniu pierwszego wskazanego przez niego podejrzewanego następnych już nie zatrzymywano. W końcu nastolatek przyznał, że napadu nie było. Tłumaczył, że działał pod wpływem emocji.

Prowadzący śledztwo w sprawie napadu policjanci i prokuratorzy wkrótce je umorzą. Do sądu rodzinnego skierują natomiast wniosek o ukaranie 15-latka za składanie fałszywych zeznań. Wskazują, że na razie nie mają podstaw, by sądzić, że chłopak mógł zmienić zeznania o napadzie, bo np. został zastraszony.

"Gdyby policja nie zareagowała, byłoby jeszcze gorzej"

- Nie wiemy, które zeznania są prawdziwe - czy jedne, czy drugie. Czy będzie jeszcze jakaś trzecia wersja tego zdarzenia. Pomoże w tym na pewno przygotowywana opinia biegłego psychologa, który oceni zdolność do postrzegania faktów przez tego nieletniego - ocenił prok. Sochacki.

Zdaniem prokuratora dobrze się stało, że po rzekomym zdarzeniu wszczęto śledztwo na tak dużą skalę. - Informacja była wiarygodna na początkowym etapie. Gdyby policja nie zareagowała, byłoby jeszcze gorzej - stwierdził Sochacki.

O zwrocie w sprawie pierwszy napisał wtorkowy dodatek regionalny "Gazety Wyborczej".

Źródło: PAP, lex.pl

Źródło zdjęcia głównego: prokurator Janusz Sochacki (TVN24)

Pozostałe wiadomości