Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
Wrzesień, trzeci dzień szkoły.
Otwierasz oczy.
Ból brzucha od samego rana, drżenie rąk. Strach, bo masz nowe powiadomienia w telefonie.
Klikasz.
Twoje zdjęcie, a na nim napis: "Zdychaj".
Żołądek masz tak ściśnięty, że nie jesteś w stanie zjeść śniadania.
I czujność, czujność jak w horrorze, od pierwszego kroku po wyjściu z domu.
Bo to znów jest. Zaczęło się.
Kaptur, ręce w kieszeniach. Schować się, zniknąć. Byle przetrwać dzień.
To jest tuż za tobą, wokół ciebie. Online i w realu. Na tajnej grupie na WhatsAppie, gdzie piszą, że jesteś szmatą i śmieciem. W szyderczym uśmiechu kolegi, gdy idziesz do odpowiedzi.
W mokrym zeszycie od matmy, który ktoś właśnie wrzucił do szkolnego kibla.
A ty coraz bardziej siebie nienawidzisz. Nie ich. Siebie. Przecież to z tobą musi być coś nie tak.
W Polsce jest prawie 5 milionów uczniów. 60 procent - według badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę - doświadczyło przemocy rówieśniczej.
Wśród nich może być twoje jedyne dziecko, twój młodszy brat lub ukochana siostrzenica.
Może jeszcze próbuje walczyć, mówi sobie: "mam ich gdzieś" albo mocniej: "wyjebane mam". Może wymiotuje za przystankową wiatą. W nocy tnie się po udach.
A może już podjęło próbę samobójczą, o której nie wiesz.
A może tym uczniem byłeś kiedyś ty i do dziś masz ten odruch, że oglądasz się za siebie?
Albo była to twoja koleżanka lub kolega z klasy. Ta Anka, która potem została prawniczką. Albo Grzesiek, co w liceum się rozpił. Z Facebooka wiesz, że ma rodzinę i świętował niedawno 20 lat w trzeźwości.
Ty przetrwałeś i oni przetrwali.
Ty przetrwałeś, bo ten jeden jedyny kumpel chciał siedzieć z tobą w ławce, gdy inni na ciebie pluli. Ojciec przeniósł Ankę do innej szkoły. A Grzesiek miał starszego brata, który załatwił sprawę pięścią.
Wtedy nie było internetu, WhatsAppa ani Messengera. W ostateczności można było zmienić szkołę i zacząć od nowa.
Teraz już się nie da. Hejt, jak demon, kroczy za człowiekiem w sieci. I nie można od niego uciec.
***
Julia była uczennicą, za którą szedł demon. Miała 16 lat, gdy 16 września 2024 roku odebrała sobie życie.
Wcześniej często chowała się w szkolnej toalecie albo nie przychodziła do szkoły.
Na Instagramie powstał hejterski wpis z danymi Julii, w którym obrażano ją z anonimowych kont. Wtedy naprawdę się załamała.
Hejt trwał pięć lat, zaczął się w podstawówce.
Julia gaśnie po raz pierwszy
- Córkę zawiódł system edukacji, nauczyciele i pedagodzy, którym zabrakło wiedzy i zwykłej empatii. To niewiarygodne, ile nasze dziecko doznało przemocy. Zarówno ze strony dorosłych, jak i rówieśników. Nikt nam nie wierzył, że problem jest bardzo poważny, a przemoc się nasila - mówi Wojciech Zięba, ojciec Julii.