|

Na pogrzebie były trzy krzesła. Dla rodziców Julii i jej chłopaka

Monika Zięba z córką Julią
Monika Zięba z córką Julią
Źródło: Archiwum prywatne rodziny
Rodzice z całej Polski proszą nas o pomoc. Nas, rodziców, których dziecko już nie żyje. Opowiadamy tę historię, bo nie chcemy, żeby śmierć Julii poszła na marne. Jej historia to historia tysięcy polskich dzieci. Chciałbym powiedzieć rodzicom, których dziecko cierpi przez hejt: "Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście przewrażliwieni. Nie bądźcie mili i grzeczni. Walczcie, bo walczycie o zdrowie i życie waszych dzieci" - mówi Wojciech Zięba, ojciec Julii. 16-latka ponad rok temu odebrała sobie życie. Przez lata doświadczała przemocy rówieśniczej.Artykuł dostępny w subskrypcji

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i chciałbyś uzyskać poradę lub wsparcie, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.

Wrzesień, trzeci dzień szkoły.

Otwierasz oczy.

Ból brzucha od samego rana, drżenie rąk. Strach, bo masz nowe powiadomienia w telefonie.

Klikasz.

Twoje zdjęcie, a na nim napis: "Zdychaj".

Żołądek masz tak ściśnięty, że nie jesteś w stanie zjeść śniadania.

I czujność, czujność jak w horrorze, od pierwszego kroku po wyjściu z domu.

Bo to znów jest. Zaczęło się.

Kaptur, ręce w kieszeniach. Schować się, zniknąć. Byle przetrwać dzień.

To jest tuż za tobą, wokół ciebie. Online i w realu. Na tajnej grupie na WhatsAppie, gdzie piszą, że jesteś szmatą i śmieciem. W szyderczym uśmiechu kolegi, gdy idziesz do odpowiedzi.

W mokrym zeszycie od matmy, który ktoś właśnie wrzucił do szkolnego kibla.

A ty coraz bardziej siebie nienawidzisz. Nie ich. Siebie. Przecież to z tobą musi być coś nie tak.

W Polsce jest prawie 5 milionów uczniów. 60 procent - według badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę - doświadczyło przemocy rówieśniczej.

Wśród nich może być twoje jedyne dziecko, twój młodszy brat lub ukochana siostrzenica.

Może jeszcze próbuje walczyć, mówi sobie: "mam ich gdzieś" albo mocniej: "wyjebane mam". Może wymiotuje za przystankową wiatą. W nocy tnie się po udach.

A może już podjęło próbę samobójczą, o której nie wiesz.

A może tym uczniem byłeś kiedyś ty i do dziś masz ten odruch, że oglądasz się za siebie?

Albo była to twoja koleżanka lub kolega z klasy. Ta Anka, która potem została prawniczką. Albo Grzesiek, co w liceum się rozpił. Z Facebooka wiesz, że ma rodzinę i świętował niedawno 20 lat w trzeźwości.

Ty przetrwałeś i oni przetrwali.

Ty przetrwałeś, bo ten jeden jedyny kumpel chciał siedzieć z tobą w ławce, gdy inni na ciebie pluli. Ojciec przeniósł Ankę do innej szkoły. A Grzesiek miał starszego brata, który załatwił sprawę pięścią.

Wtedy nie było internetu, WhatsAppa ani Messengera. W ostateczności można było zmienić szkołę i zacząć od nowa.

Teraz już się nie da. Hejt, jak demon, kroczy za człowiekiem w sieci. I nie można od niego uciec.

***

Julia była uczennicą, za którą szedł demon. Miała 16 lat, gdy 16 września 2024 roku odebrała sobie życie.

Wcześniej często chowała się w szkolnej toalecie albo nie przychodziła do szkoły.

Na Instagramie powstał hejterski wpis z danymi Julii, w którym obrażano ją z anonimowych kont. Wtedy naprawdę się załamała.

Hejt trwał pięć lat, zaczął się w podstawówce.

Julia Zięba
Julia Zięba
Źródło: Archiwum prywatne rodziny

Julia gaśnie po raz pierwszy

- Córkę zawiódł system edukacji, nauczyciele i pedagodzy, którym zabrakło wiedzy i zwykłej empatii. To niewiarygodne, ile nasze dziecko doznało przemocy. Zarówno ze strony dorosłych, jak i rówieśników. Nikt nam nie wierzył, że problem jest bardzo poważny, a przemoc się nasila - mówi Wojciech Zięba, ojciec Julii.

Czytaj także: