Lekcje, które "pokazują, czego nie wolno". Przeciwnicy mówią o "niszczeniu dzieci"

Polska

Pytania o źródła nienawiści. Materiał "Czarno na białym"tvn24
wideo 2/4

Pytania o mowę nienawiści ze zdwojoną mocą powróciły po zabójstwie Pawła Adamowicza. Dyskusja na ten temat przybrała jednak zaskakujący obrót. Okazało się, że dla niektórych walka z mową nienawiści może oznaczać na przykład propagandę gender. Materiał "Czarno na białym" TVN24.

Po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza między innymi prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zaapelował do nauczycieli stołecznych szkół o przeprowadzenie lekcji na temat mowy nienawiści. Lekcje miały zostać przygotowane na podstawie materiałów Kampanii Rady Europy "Bez nienawiści". Dzieci miały poznać, czym jest mowa nienawiści i jak na nią reagować.

Jednak nie wszystkim spodobał się ten pomysł. Kilka organizacji przystąpiło do pikiety pod stołecznym ratuszem, wyrażając swój sprzeciw wobec apelu Trzaskowskiego. Reporter "Czarno na białym" Marcin Gutowski sprawdził, czy obawy niektórych środowisk są zasadne. Rozmawiał z tymi, którym pomysł się spodobał i z tymi, którzy nie chcą takich lekcji w warszawskich szkołach.

Jednych i drugich zapytał o to, dlaczego nie ma porozumienia nawet, co do tego, czym jest nienawiść i jak ją zwalczać - zwłaszcza w obliczu tragedii i żałoby.

Inicjatorem pomysłu przeprowadzenia lekcji na temat walki z mową nienawiści był też prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. Sam wziął udział w takich zajęciach we wrocławskim XII Liceum Ogólnokształcącym.

- Czas żałoby w całym kraju, czas refleksji i wspomnień o Pawle Adamowiczu, ale powinniśmy przejść także do czynów - mówił po lekcji Sutryk. - Brak reakcji na mowę nienawiści może prowadzić do tego typu wydarzeń. Powinniśmy wszyscy reagować zawczasu - dodał.

Kontrowersje wokół decyzji Trzaskowskiego

Pomysł podchwyciły władze innych miast: m.in.: Krakowa, Poznania, Łodzi, Bydgoszczy, Białegostoku, Warszawy.

"Nienawiść ma niszczycielskie skutki. A wszystko zaczyna się od słów. Dlatego w warszawskich szkołach jeszcze przed feriami zostaną przeprowadzone lekcje na temat tego, jak reagować i przeciwdziałać mowie nienawiści. Dziękuję @SutrykJacek za inspirację" - napisał 15 stycznia Trzaskowski.

Decyzja prezydenta stolicy spotkała się ze sprzeciwem środowisk konserwatywnych.

- Nie dajcie się nabrać na hasła o tolerancji, bo tolerancja oznacza tolerancję zła. Tolerancja oznacza tolerancję dewiacji - mówiła podczas pikiety pod warszawskim ratuszem Kaja Godek, prezeska Fundacji Życie i Rodzina. - Te środowiska, które prowadzą te szkolenia, rzekomo, aby zatrzymać nienawiść, regularnie terroryzują wszystkie osoby mówiące prawdę - stwierdziła.

Wbrew słowom Kai Godek, w inicjatywie prezydentów miast nie ma mowy o żadnych szkoleniach prowadzonych przez zewnętrzne organizacje. Tematem przeciwdziałania mowie nienawiści - w zamyśle inicjatorów akcji - mieli zająć się sami nauczyciele podczas jednej z lekcji wychowawczych.

- Bardzo często z nami jest im (dzieciom - red.) łatwiej rozmawiać niż z rodzicami o takich rzeczach. Powiem nawet, że ci rodzice, którzy usłyszeli informacje w telewizji, że nauczyciele mają obowiązek przeprowadzić lekcje na temat mowy nienawiści, to wręcz na zebraniach w poniedziałek były takie pytania, czy pani taką lekcję przeprowadzi - mówi jedna z warszawskich nauczycielek wiedzy o społeczeństwie Izabela Graff-Miśta. Dodaje, że rodzicom jej uczniów zależy na takich lekcjach.

Dwa spojrzenia na mowę nienawiści

- Uważam, że to byłoby bardzo niepokojące, gdyby takich lekcji, warsztatów, spotkań dla uczniów zabrakło po tym, co się wydarzyło - ocenia filozofka i redaktorka naczelna miesięcznika "Znak" Dominika Kozłowska. - Pokazanie tego połączenia pomiędzy językiem, który pojawia się w przestrzeni i którego wszyscy doświadczamy, a realnymi zdarzeniami, jest bardzo ważne - dodaje.

Inna filozofka - Justyna Melanowska, publicystka miesięcznika "Christianitas", powtarza za pikietującymi: "ręce precz od moich dzieci".

- Czym innym jest pańska odpowiedzialność za pańskie dziecko, a czym innym odpowiedzialność urzędnika państwowego - na przykład pana Trzaskowskiego za moje dziecko. Otóż on nie ponosi żadnej odpowiedzialności. I żadni instruktorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za moje dzieci - wyjaśnia Melanowska. - Szkoła ma wychowywać człowieka, który jest mądrze uprzedzony. Człowiek powinien nie godzić się na zło, manipulację, ideologizację - dodaje.

- Tak naprawdę rodzice nie wiedzą, z jakimi treściami ich dzieci mogą się spotkać podczas tych lekcji wychowawczych - twierdzi Paweł Kwaśniak, prezes fundacji Centrum Życia i Rodziny.

Jednak etyk z Uniwersytetu Warszawskiego Paweł Łuków stawia pytanie przeciwnikom takich lekcji, czy znają ich treść i metody nauczania. - Myślę, że można próbować takie lekcje krytykować dopiero wtedy, kiedy wie się, jakie treści będą tam przekazywane i jakimi metodami będą przekazywane - dodaje.

- Chcemy niejako dmuchać na zimne i uprzedzająco przestrzec rodziców dzieci uczęszczających do szkół warszawskich, że ich pociechy mogą się spotkać z treściami, których by sobie nie życzyli - podkreśla Kwaśniak.

Taką argumentację Kwaśniaka etyk komentuje mówiąc, że "równie dobrze powinni protestować przeciwko wszystkim aktywnościom, których treści nie znają".

Ługowski: pytanie nie "czy?", tylko "jak?"

Doświadczony pedagog i opiekun młodzieży Łukasz Ługowski, wieloletni dyrektor Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii "Kąt", mówi, że nie powinno się stawiać pytania o to, czy te lekcje powinny być, ale o to, jak je przeprowadzić.

- Dziwne, jakby nie było tego pomysłu. Natomiast cały czas twierdzę, że tymi siłami nauczycielskimi nie jesteśmy w stanie tego uradzić. Mało tego, te siły nauczycielskie już się ze sobą kłócą - mówi Ługowski. Dodaje, że nauczyciele nie palą się do prowadzenia takich zajęć, bo nie czują się do nich przygotowani, a ponadto coraz częściej w kręgach nauczycielskich pojawiają się postawy zbliżone do tych, którzy protestowali przeciw lekcjom o mowie nienawiści.

Konserwatywne stowarzyszenie prawników Ordo Iuris jest jednym z najaktywniejszych w całej sprawie. W warszawskim proteście wziął udział m.in. jego wiceprezes Tymoteusz Zych. Organizacja przygotowała specjalne oświadczenia dla rodziców, którzy nie chcą, by ich dzieci brały udział w zajęciach o przeciwdziałaniu mowie nienawiści.

- W tych materiałach już widać - nawet w infografice - że nie podając do końca źródeł, prezydent Trzaskowski i jego współpracownicy sytuują jako najbardziej narażone na mowę nienawiści osoby związane z ruchem lewicowego feminizmu czy z grupami politycznymi LGBT - wyjaśnia Zych.

W materiałach wysłanych do szkół przez ratusz wspomina się o feministkach czy homoseksualistach - choć nigdzie nie ma mowy o ich lewicowości. Obok nich wymienia się osoby starsze, uchodźców, Romów i inne grupy społeczne, które dotyka mowa nienawiści. Ale według protestujących to tylko zasłona dymna.

- Materiały, które zostały wysłane do szkół, zawierają treści, które nie służą deklarowanemu celowi - twierdzi Zych.

- Szkolenia równościowe mają doprowadzić do tego, żeby nasze dzieci uważały dobro za równe złu, żeby nasze dzieci nie odróżniały zła od dobra - tłumaczyła w trakcie pikiety Kaja Godek.

- Poczucie zagrożenia, że świat będzie inny niż ten, który znam, czasami jest większe. Wydarzenia z Gdańska podnoszą amplitudę naszego zaangażowania emocjonalnego - niezależnie od tego, jakie kto ma zapatrywania polityczne - tłumaczy etyk Paweł Łuków. - Tu mamy do czynienia z czymś w rodzaju racjonalizacji, to znaczy traktowania takiego wydarzenia nie jako świadectwa, że coś w naszym społeczeństwie jest nie tak, tylko jako anomalii, wypadku - dodaje. Etyk wyjaśnia, że sprzeciw wobec tych lekcji to "próba odwrócenia również własnej uwagi od tego, że jako społeczeństwo popełniliśmy błędy".

- W świetle polskiego prawa dzieci powinny być wychowywane w szacunku do każdego człowieka - mówi Kwaśniak. Prezes fundacji Centrum Życia i Rodziny wskazuje, że protestujący mają wątpliwości i przypuszczenia, że dzieci mogą się spotykać z zupełnie innymi treściami.

Podczas pikiety Godek argumentowała, że "dzieci mają być uczone, że homoseksualizm to jedna z wielu norm, a w zasadzie norm nie ma – jest to jedna z różnorodności i nie ma mowy o czymś takim, jak norma seksualna". - To jest bzdura, niszczenie dziecka w wieku, kiedy jest najbardziej podatne na przyjęcie wrogiej ideologii - dodała.

- Ordo Iuris i fundacja Kai Godek, tropiąc przejawy ideologii, same działają z pobudek ideologicznych i ten mechanizm zastraszania, do którego się odwołują, jest mechanizmem opartym na przemocy - ocenia Dominika Kozłowska, redaktorka naczelna miesięcznika "Znak".

Nowy rzecznik praw dziecka: młodzież nie zajmuje się raczej mową nienawiści

W Krakowie zorganizowana została kampania Tydzień Dobrego Słowa. W ramach jej programu zaplanowano także lekcje o przeciwdziałaniu mowie nienawiści. Małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, komentując akcję napisała na Twitterze m.in.: "Wara od szkół i dzieci, które uczą się, naśladując dorosłych".

- Pan Adamowicz zamordowany został przez kryminalistę. Natychmiast wykorzystała to strona polityczna do rozgrywek właśnie, na przykład przez to, że chcą wprowadzić lekcje o mowie nienawiści do szkoły - mówi Nowak w rozmowie z TVN24.

W obliczu tak ostrego konfliktu, o opinię zapytaliśmy także nowo wybranego rzecznika praw dziecka. Mikołaj Pawlak nie chciał udzielić odpowiedzi na pytania o spór wokół lekcji o mowie nienawiści. Sprawę skomentował w radiu państwowym, gdzie powiedział, że "mowa nienawiści dotyczy nas, osób publicznych". - To raczej nie są tematy, którymi młodzież dorastająca się zajmuje - dodał.

- Te lekcje dają nam bardzo dużo, ponieważ otwierają umysł, pokazują, czego nie wolno robić, ale też jeśli coś robiliśmy, że to było złe - mówi reporterowi TVN24 Marcin, uczeń ósmej klasy. - Uważamy, że nasze dzieci nic nie wiedzą albo siedzą w swoim świecie. Wcale to nie jest prawda. Rzecz polega na tym, że wszystko to, co się dzieje, dotyka dzieci - podkreśla Jolanta Zan-Szantroch - dyrektor Szkoły Podstawowej nr 175 im. Heleny Marusarzówny w Warszawie.

Uczennica ósmej klasy Marta zwraca uwagę, że przyjęło się uważać, że "młodzi ludzie nie mają wpływu na politykę, ale to młodzi ludzie będą ją kształtować". - Tak jak dowiedzieliśmy się o smutnych wydarzeniach z Gdańska. Mimo że mamy po 14-15 lat, to my wiemy o tym i się interesujemy - dodaje.

- Trzeba rozmawiać z dziećmi, mówić o tym, tłumaczyć, dawać dobry wzór - wskazuje Zan-Szantroch.

Autor: tmw/adso / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24