Resort Ziobry musi przeprosić sędzię. Jest prawomocny wyrok

TVN24

Zbigniew Ziobro komentował wtorkowy wyrok sądu apelacyjnego tvn24
wideo 2/3

Ministerstwo w tym zakresie zdania, o ile wiem, nie zmienia i będzie swoich racji dochodzić przed sądem - powiedział we wtorek minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Skomentował w ten sposób wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który orzekł, że Skarb Państwa, reprezentowany przez Ziobrę, musi przeprosić sędzię Justynę Koskę-Janusz za naruszenie jej dóbr osobistych. Orzeczenie jest prawomocne.

Warszawski sąd apelacyjny zgodził się z częścią wyroku sądu I instancji, który nakazał ministrowi sprawiedliwości umieszczenie na stronie internetowej resortu oświadczenia z przeprosinami, które ma tam widnieć przez 21 dni. SA zrezygnował natomiast z nakazanego przez sąd okręgowy usunięcia ze strony ministerstwa komunikatu, który był przedmiotem sporu.

Sędzia poczuła się urażona, wytoczyła proces

Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł we wtorek w procesie cywilnym, który sędzia Justyna Koska-Janusz wytoczyła ministrowi sprawiedliwości-Skarbowi Państwa o naruszenie jej dóbr osobistych po oświadczeniu Ministerstwa Sprawiedliwości z 4 października 2016 roku w sprawie skrócenia jej delegacji do Sądu Okręgowego w Warszawie. Sędzia poczuła się urażona oświadczeniem resortu.

W marcu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że minister sprawiedliwości naruszył dobra osobiste sędzi, nakazał mu przeprosiny i usunięcie ze strony ministerstwa oświadczenia o cofnięciu delegacji. Wyrok nie był prawomocny. Resort się od niego odwołał.

"Cała wypowiedź stawia powódkę jednoznacznie w złym świetle"

W uzasadnieniu wtorkowego orzeczenia sądu apelacyjnego sędzia Marzanna Góral podkreśliła, że sąd I instancji prawidłowo dokonał całościowej analizy komunikatu resortu i słusznie uznał, iż narusza on dobra osobiste sędzi Koski-Janusz. - Bez wątpienia nie sposób nie dostrzegać, że łącznie cała wypowiedź stawia powódkę jednoznacznie w złym świetle i ma charakter dyskredytujący - podkreślił sąd.

- Generalnie przepisy prawa nie przewidują kompetencji ministra sprawiedliwość do publicznej krytyki pracy sędziego, a tym bardziej krytyki nieuzasadnionej, naruszającej dobra osobiste sędziego - dodała sędzia Góral.

W ocenie sądu apelacyjnego, działanie ministra sprawiedliwości poprzez publikację komunikatu stanowiło "publiczną wypowiedź władzy wykonawczej ingerującą w wykonywanie władzy sądowniczej przez konkretnego sędziego".

Sędzia Koska-Janusz wyraziła satysfakcję z rozstrzygnięcia sądu apelacyjnego. - Aczkolwiek wolałabym, aby nie było potrzeby kierowania sprawy na drogę sadową, żeby wskazać na niewłaściwe czy niezbyt powściągliwe postępowanie ze strony władzy wykonawczej względem władzy sądowniczej - zaznaczyła.

"Stoimy cały czas na stanowisku, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych"

Po ogłoszeniu orzeczenia pełnomocnik ministra sprawiedliwości mecenas Hubert Kubik wskazywał, że będzie rekomendował wniesienie skargi kasacyjnej w tej sprawie. - Stoimy cały czas na stanowisku, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych pani sędzi i nie zgadzamy się z kilkoma stwierdzeniami sądu apelacyjnego, przede wszystkim ze stwierdzeniem, że nie ma przepisu zezwalającego ministrowi sprawiedliwości na krytykowanie sędziów - zaznaczył adwokat.

Dodał, że podobnych przepisów nie ma w odniesieniu do wielu innych grup zawodowych.

Podczas konferencji prasowej w Łowiczu do wyroku sądu odniósł się także minister Ziobro. - Sąd skierował swoje orzeczenie do Ministerstwa Sprawiedliwości, a nie do mnie. Ja nie jestem stroną tego postępowania w związku z komunikatem, jaki ukazał się w biurze prasowym ministerstwa, a nie w związku z moją wypowiedzią. To warto sprostować, bo pojawiają się nieprawdziwe informacje, jakobym ja był stroną tego postępowania - powiedział.

- Takie było stanowisko MS w oparciu o analizę prawną wyroku wcześniejszego procedowania pani sędzi Koski-Janusz. Ministerstwo w tym zakresie zdania, o ile wiem, nie zmienia i będzie swoje racje dochodzić przed sądem - zaznaczył.

Dodał, że resort będzie dowodzić, że "pani sędzia wykazała się brakiem profesjonalizmu, podejmując niewłaściwe działania, co spowodowało wydłużenie tego bulwersującego postępowania, zamiast natychmiast doprowadzić do szybkiego jego rozstrzygnięcia".

- Ministerstwo będzie się domagało, aby sąd rozstrzygający sprawę zapoznał się z aktami sprawy karnej, będącej podstawą tej kontrowersji i dopiero po zapoznaniu się z tą argumentacją i aktami sprawy wydał wyrok - wskazywał Ziobro. Jak przekonywał, "Rzymianie mawiali, że aby wydać uczciwy wyrok, trzeba wysłuchać dwóch stron, a w tej sprawie racje ministerstwa są zawarte w aktach postępowania karnego, które pani sędzia prowadziła zdaniem ministerstwa w sposób nieprofesjonalny, w jakimś sensie nieudolny".

MS: sędzia Justyna Koska-Janusz nie wygrała w sądzie ze Zbigniewem Ziobrą

We wtorek oświadczenie w sprawie orzeczenia sądu wydało także Ministerstwo Sprawiedliwości. Biuro prasowe resoru wskazało w komunikacie, że "sędzia Justyna Koska-Janusz nie wygrała w sądzie ze Zbigniewem Ziobro".

"Zbigniew Ziobro nie był stroną w sprawie, w której zapadł dziś wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Stroną jest Skarb Państwa reprezentowany przez ministra sprawiedliwości. Kwestionowany przez sędzię komunikat nie był wypowiedzią samego Zbigniewa Ziobro, lecz informacją biura prasowego" - wskazano.

Resort zapowiedział też, że Skarb Państwa reprezentowany przez ministra sprawiedliwości złoży do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną od wyroku SA. "Gdyż jedynie częściowo uwzględnił on apelację od orzeczenia sądu I instancji. Minister Sprawiedliwości podtrzymuje opinię, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych sędzi Justyny Koski-Janusz, a kwestionowana przez nią ocena zawarta w komunikacie prasowym ministerstwa była uprawniona" - uzasadnia ministerstwo.

Resort ocenił także, że "Sąd Okręgowy w Warszawie uniemożliwił zapoznanie się z aktami sprawy karnej, które ilustrowały błędy popełnione przez sędzię" w sprawie wspomnianej w komunikacie ministerstwa, który był przedmiotem sporu. W ocenie MS, sąd okręgowy wydał wyrok bez wysłuchania racji resortu i oceny jego argumentów.

Komunikat, który był powodem pozwu

W komunikacie Ministerstwa Sprawiedliwości z października 2016 roku o skróceniu delegacji sędzi Kosce-Janusz napisano, że "już po tej decyzji do Ministerstwa Sprawiedliwości dotarła informacja, że to właśnie sędzia Justyna Koska-Janusz miała się wykazać wyjątkową nieudolnością i zupełnie nie radzić sobie z prowadzeniem bardzo prostej, choć głośnej sprawy, co było szeroko komentowane i krytykowane w mediach".

"Chodziło o zdarzenie z grudnia 2013 r. spowodowane przez Izabellę Ch., która, będąc pod wpływem alkoholu, wjechała luksusowym mercedesem w przejście podziemne w samym centrum Warszawy. Media obwiniały prowadzącą postępowanie Justynę Koskę-Janusz o pobłażliwość wobec oskarżonej i nieudolność w prowadzeniu sprawy" - napisano wtedy w oświadczeniu MS.

"Po sprawdzeniu tych informacji minister sprawiedliwości 19 września 2016 r. podjął decyzję o skróceniu delegacji sędzi Justyny Koski-Janusz do 1 października 2016 r., by uniknąć zarzutu, że w Sądzie Okręgowym, do którego trafiają sprawy skomplikowane i trudne, orzeka taki sędzia. W Sądzie Okręgowym powinni orzekać tylko sędziowie o wysokich umiejętnościach, sprawności i profesjonalizmie" - głosił komunikat resortu umieszczony na stronie internetowej i przekazany mediom.

Orzekała w sprawie Ziobry

Podczas procesu w sądzie pierwszej instancji sędzia Koska-Janusz powiedziała, że oświadczenie MS nie tylko ugodziło w jej dobra osobiste, ale również w podejście stron do orzekania przez nią w sprawach. Zaznaczyła, że nie kwestionuje prawa ministra do skrócenia czasu delegacji do innego sądu, jednak są to decyzje nieogłaszane publicznie. Jak mówiła, w jej sprawie wydano uwłaczające jej godności oświadczenie.

Po ujawnieniu wiadomości o skróceniu delegacji media poinformowały, że Koska-Janusz orzekała też w sprawie Ziobry - gdy ten oskarżał Jaromira Netzla o zniesławienie - i przyznała rację Netzlowi.

Chodziło o słowa Netzla przed sejmową komisją śledczą badającą aferę gruntową z 2007 roku, gdy były szef PZU powiedział, że jego ówczesne rozmowy telefoniczne z ministrem zaginęły, bo "Ziobro, wówczas prokurator generalny, o to zadbał". Podczas jednej z rozpraw sędzia Koska-Janusz nałożyła na Ziobrę 2 tysiące złotych grzywny za spóźnienie.

Autor: akr/adso / Źródło: PAP, TVN24