Miller: część wyborców PiS może wrócić do lewicy

Polska

Leszek Miller był gościem "Tak jest" w TVN24tvn24
wideo 2/35

Tym razem kandydaci lewicy mają szansę wejść do Sejmu - ocenił w "Tak jest" w TVN24 były premier i europoseł Leszek Miller. Jednak jak powiedział, "porozumienie lewicy, to jest głównie porozumienie liderów". - Czy to jest również sojusz wyborców, czy sojusz elektoratów? To się okaże - dodał. W poniedziałek polityczna lewica, w której skład wchodzą SLD, Lewica Razem i Wiosna Roberta Biedronia, ogłosiła skład swojego sztabu wyborczego.

Były premier i europoseł Leszek Miller przyznał w "Tak jest" w TVN24, że będzie brał udział w kampanii do polskiego parlamentu. - Zamierzam pomagać moim koleżankom i kolegom w Wielkopolsce, bo oni pomagali mi w mojej kampanii. Będę starał się bywać w miarę możliwości, występować razem z nimi na spotkaniach, na wiecach, chodzić i wręczać ulotki - takie rodzaju działania, które są typowe dla każdej kampanii wyborczej - powiedział.

"Kandydaci lewicy mają szansę wejść do Sejmu"

Miller odniósł się także do nowego ugrupowania lewicowego. Lewica, w której skład wchodzą SLD, Lewica Razem i Wiosna Roberta Biedronia, ogłosiła w poniedziałek skład swojego sztabu wyborczego. Pokieruje nim Robert Biedroń, który ostatecznie nie będzie kandydował do Sejmu. Zostaje w Parlamencie Europejskim w Brukseli.

- Cztery lata temu zrobiliśmy to samo. Wtedy dwie partie stanowiły człon tej koalicji. Dzisiaj stanową trzy. Wtedy zabrakło nam pół punktu procentowego, żeby wejść do Sejmu. Ale wtedy Adrian Zandberg ze swoją partią Lewica Razem nie chciał przyłączyć się do koalicji. Teraz jest sytuacja odmienna. Tym razem kandydaci lewicy mają szansę wejść do Sejmu - ocenił były premier.

"To jest głównie porozumienie liderów"

Jednak jak powiedział, "porozumienie lewicy, to jest głównie porozumienie liderów". - Czy to jest również sojusz wyborców, czy sojusz elektoratów, to się okaże. Czy to porozumienie na szczycie zejdzie na dół? O tym się przekonamy w dniu wyborów tak naprawdę - stwierdził.

- To, co w polskiej specyfice jest ciekawe, to że jest duża grupa tak zwanego elektoratu wędrującego. To się pojawia w każdych wyborach. I to są ludzie, którzy w poprzednich wyborach głosowali na kogoś innego, a w tych też na kogoś innego. Poza tym są duże przepływy elektoratu - mówił, odnosząc się do kwestii możliwego poparcia dla bloku lewicowego.

Wyraził nadzieję, że część wyborców lewicy, która przeszła do PiS-u, wróci. - Bardzo możliwe, że kiedy nasi potencjalni wyborcy zauważą, że sytuacja jest lepsza, i że głos nie będzie zmarnowany, to pomyślą sobie: "dlaczego nie" - stwierdził.

- Tym bardziej, że socjalna, lewicowa polityka to nie jest takie proste rozdawnictwo na zasadzie każdemu równo. Równo nie znaczy sprawiedliwie. Lewicowa wrażliwość to jest tworzenie takich mechanizmów, gdzie się pomaga przede wszystkim najbiedniejszym, wykluczonym, tym w najgorszej sytuacji. I to zarówno w obszarze społecznym, jak i kulturowym - mówił Miller.

"Porozumienie lewicy to jest głównie porozumienie liderów"tvn24

"Problem relacji między Robertem Biedroniem a jego wyborcami"

Na uwagę, że Robert Biedroń zostaje w europarlamencie, choć mówił, że zrezygnuje z mandatu, odparł: - To jest problem relacji między Robertem Biedroniem a jego wyborcami, tymi, którzy mu zaufali, tymi, którzy oddali głos na Wiosnę.

Pytany, czy jakby Robert Biedroń był kandydatem na prezydenta, to by na niego zagłosował, czy zagłosowałby na Donalda Tuska, odpowiedział, że zagłosowałby na Tuska. - Dlatego że Donald Tusk ma o wiele lepsze kwalifikacje do wypełniania tej funkcji. Ma umiejętności i doświadczenia zdobyte w czasie kierowania polskim rządem i ma niezwykłe doświadczenia na arenie międzynarodowej. Dzisiaj nie ma innego, czynnego polskiego polityka, który jest tak znany i ma takie doświadczenie, jak Tusk. Tusk byłby świetnym prezydentem - zaznaczył.

"Symboliczna klamra, która spina moją karierę"

Leszek Miller przyznał również, że czuję się spełnionym politykiem. - Po tym ostatnim akcie, kiedy zostałem wybrany do Parlamentu Europejskiego, widzę w tym taką symboliczną klamrę, która spina moją karierę - powiedział.

- Dla mnie największym zaszczytem były funkcje pełnione w polskim rządzie: ministra spraw wewnętrznych, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej, prezesa Rady Ministrów. To mi pozwoliło na ogromną satysfakcję z pełnienia funkcji politycznych - podsumował.

Autor: KB/adso/kwoj / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: