Polska

Mąż pobił? Żona z dziećmi muszą odejść z domu

Polska

Aktualizacja:
Pobita i wyeksmitowana
TVN24Pobita i wyeksmitowana

Barbarę Kusion z gminy Chełmiec trzy tygodnie temu pobił mąż. Poprosiła o pomoc urzędników, więc kurator nakazał wyprowadzkę. Ale do lokalu socjalnego skierowano nie sprawcę, lecz ofiarę.

Urzędnicy tłumaczą, że kierowali się dobrem trójki dzieci. Tyle, że lokal, który przyznano kobiecie i jej dzieciom to drewniany barak bez ogrzewania i bieżącej wody.

- Zaczął mnie szturchać. Po prostu parę razy w głowę uderzył. A ja siebie nie pozwolę bić - opowiada Barbara Kusion reporterowi "Prosto z Polski" o incydencie sprzed trzech tygodni.

Mąż został w domu

Wtedy postanowiła działać. Zgłosiła się do Ośrodka Pomocy Społecznej i do kuratora sądowego. Chciała prosić urzędników o pomoc. Liczyła, że skierują męża na leczenie. Urzędnicy zadecydowali inaczej. Z domu musiała się wynieść ona i dzieci, bo kurator ostrzegł ją, że jeśli tego nie zrobi, dzieci mogą być jej odebrane i przekazane do domu dziecka.

- W ramach rozmów ostrzegawczych informowaliśmy, że może się to zakończyć jakimiś konsekwencjami, bo przecież wiadomo, że dzieci w takich warunkach nie mogą się wychowywać - tłumaczy Joanna Bednarek, kurator rodzinny.

Bo miał prawo do lokalu

Kusion jest sama jest wychowanką domu dziecka. Mimo, że jest jej ciężko – nie chce, by podobny los spotkał jej dzieci, więc zdecydowała się opuścić rodzinny dom. Choć mieszkała w nim przez ostatnie czternaście lat – prawo do lokalu należy do męża.

Alternatywnym rozwiązaniem byłoby wszczęcie procedury eksmisyjnej. Niestety procedura jest długotrwała. Decyzja w takich sprawach należy do sądu. - Nawet ja, jako kurator nie jestem w stanie takiego wniosku złożyć - mówi Joanna Bednarek.

Dom czy barak?

Nowy dom pani Barbary, to były budynek przedszkola. Przez ostatnie dwa lata stał zamknięty i obecnie jest w fatalnym stanie. Prace, które mają to zmienić ruszyły dopiero po interwencji mediów. Teraz urzędnicy obiecują, że dom zostanie wyremontowany.

- Robimy co możemy. Przystosowujemy, żeby to wyglądało jako tako - zapewnia Aneta Łązaczyk z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Chełmcu. Do zrobienia wciąż zostało jednak wiele, a sytuacja jest tym trudniejsza, że jej syn – Mateusz – jest niepełnosprawny i wymaga całodobowej opieki.

Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Pozostałe wiadomości