"Jarosław Kaczyński w zderzeniu z tym pancerzem dysponuje siłą kapiszona"

Polska

Profesor Tomasz Nałęcz i Mariusz Janicki w "Faktach po Faktach" o sprawie Mariana Banasiatvn24
wideo 2/36

"Pancerny Marian" okazał się mieć pancerz wytrzymujący siłę panzerfausta Jarosława Kaczyńskiego - zauważył w "Faktach po Faktach" w TVN24 profesor Tomasz Nałęcz. - Gdyby wynik wyborów był inny, gdyby PiS zdobyło te 260-270 mandatów, to prezes Banaś by chyba złożył dymisję. Kaczyński sprzed wyborów i po wyborach ma trochę inną władzę - ocenił Mariusz Janicki z tygodnika "Polityka".

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś powrócił do wykonywania obowiązków, zakończył urlop bezpłatny - poinformowała w czwartek rzeczniczka prasowa NIK Ksenia Maćczak.

Banaś wydał również oświadczenie. Napisał w nim, że będzie "przeciwstawiał się wszelkim próbom ataku na swoją osobę jako Prezesa Najwyższej Izby Kontroli".

ZOBACZ OŚWIADCZENIE MARIANA BANASIA >

"Dostał czerwone światło"

Do tej sprawy odnieśli się goście "Faktów po Faktach" w TVN24, profesor Tomasz Nałęcz i Mariusz Janicki ("Polityka").

Zdaniem Nałęcza wszystko wskazuje na to, że Marian Banaś "dostał czerwone światło" od PiS-u na powrót do pracy. - Tylko okazało się, że - jak to mówią o panu Banasiu w PiS-ie - "pancerny Marian" okazał się mieć grubszy pancerz niż siła panzerfausta Jarosława Kaczyńskiego. Okazuje się, że Jarosław Kaczyński w zderzeniu z tym pancerzem dysponuje siłą kapiszona, co jest moim zdaniem dla prezesa Kaczyńskiego bardzo dyskomfortową sytuacją - ocenił.

- Wszyscy, którzy zetknęli się z informacjami o sprawie pana Banasia są zdegustowani tą osobą i to wszystko przecież idzie na rachunek PiS-u. Zawsze do tej pory PiS robił taką starą sztuczkę - jak ktoś już był trudny do obrony, to odchodził. A teraz to będzie taki wrzód jątrzący się na ciele PiS-u - dodał prof. Nałęcz.

Według niego, "to pokazuje, że ten prezes Kaczyński, to już nie jest ten prezes, co sprzed wyborów".

"Gdyby wynik wyborów był inny, to Banaś by chyba złożył dymisję"

Z kolei Mariusz Janicki powiedział, że "gdyby wynik wyborów był inny, gdyby PiS zdobyło te 260-270 mandatów, jak się mówiło, to prezes Banaś by chyba złożył dymisję".

Zgodził się z Nałęczem, że Jarosław Kaczyński sprzed wyborów i po wyborach ma inną trochę władzę.

- Ja w ogóle widzę w obozie władzy takie rozprzężenie, każdy chodzi luzem i mówi co chce - skomentował.

Zdaniem Janickiego są teraz trzy opcje w sprawie Banasia. - Poda się do dymisji w najbliższym czasie, bo on ma te siedem dni do namysłu, musi rozważyć te zarzuty CBA. Druga, nie poda się, ale prezes Kaczyński machnie na to ręką. I trzecia, będzie przyszykowana szybko jakaś ustawa zmieniająca ustawę o NIK-u i ona pozwoli na wyrzucenie prezesa - wymieniał.

- Tylko pana Banasia już nie będzie, a ustawa zostanie. Ustawa, która znacznie ograniczy kompetencje szefa NIK-u, spowoduje, że to będzie kolejna instytucja zdemontowana przez PiS po Trybunale Konstytucyjnym, po KRS-ie - zaznaczył.

"Determinacja, żeby się pozbyć Banasia do momentu wyborów była większa, bo mogło to ważyć na wyniku"tvn24

"Determinacja, żeby się pozbyć Banasia do momentu wyborów była większa"

Nałęcz podkreślił, że "determinacja, żeby się pozbyć Banasia do momentu wyborów była większa, bo mogło to ważyć na wyniku". - Więc gdyby on wszedł w zwarcie z Kaczyńskim przed wyborami, to być może prezes Kaczyński, by odpalił jeszcze jedną broń. A on odczekał, przetoczyła się kampania, wrócił, pewnie swoim zaufanym [osobom w PiS-ie - red.] tłumaczył: "zrobiłem dla was, co mogłem, nie utrudniałem wam kampanii, zakończono proces sprawdzania, wróciłem" - mówił.

Jak dodał, "to jest oczywiście grubymi nićmi szyte, bo proces sprawdzania nie jest zakończony".

Janicki ocenił, że "prezes Kaczyński wpadł trochę we własne sidła". - Łatwiej by mu było wymóc dymisję na Marianie Banasiu przed wyborami niż po wyborach - uznał.

- To klasyczny przykład, jak postępuje niszczenie pewnej instytucji. Popełniono błąd mianując prezesa Banasia bez sprawdzenia sytuacji. Teraz będzie kolejny błąd polegający na uporczywej próbie odwołania go wszelkimi metodami. Być może pisaną na kolanie ustawą. Błąd po błędzie i instytucja padnie - mówił.

Według niego, "to była jedna z nielicznych instytucji, która miała jakiś autorytet". - Prezes Banaś odejdzie, ale instytucja już będzie zniszczona - powiedział.

Zdaniem Nałęcza, winny temu jest Jarosław Kaczyński. - Ja nie wierzę, że służby nie skończyły procesu sprawdzania. Ja parokrotnie byłem sprawdzany w związku z zajmowaniem różnych stanowisk, to nie jest tak skomplikowana sprawa. Nie jestem najlepszego zdania o sprawności krajowych służb PiS-u, ale na tyle to one są sprawne - mówił.

- Moim zdaniem prezes Kaczyński poszedł na rympał, to znaczy przeszedł do porządku dziennego nad tym sprawdzeniem i powiedział "mianujemy Mariana, to jest nasz zaufany człowiek" - dodał.

Sprawa szefa NIK

W wyemitowanym 21 września reportażu dziennikarz "Superwizjera" Bertold Kittel przyjrzał się kamienicy w krakowskim Podgórzu, którą do oświadczeń majątkowych wpisywał Marian Banaś. Trafił na prowadzony tam hotel na godziny i spotkał przestępcę skazanego prawomocnym wyrokiem.

ZOBACZ REPORTAŻ "SUPERWIZJERA" >

Wspomniany przestępca odbył przy dziennikarzu rozmowę telefoniczną, twierdząc, że rozmawia z Banasiem. Po publikacji reportażu prezes NIK tłumaczył, że wynajął kamienicę synowi tego mężczyzny. - To nie jest mój żaden dobry znajomy, ja nie utrzymuję żadnych bliższych kontaktów z tamtym środowiskiem. Ten, którego pokazano w "Superwizjerze", to jest ojciec młodego człowieka, który wynajął mój dom pod działalność hotelarską - odpowiedział Banaś.

W tym samym wywiadzie Banaś tłumaczył, dlaczego zdecydował się wynająć kamienicę za 5 tysięcy złotych miesięcznie. - Ta niższa cena wzięła się stąd, że ta kamienica miała być kupiona na podstawie umowy przestępnej. W finale później, już przy rozliczeniu, ta cena miała być wyrównana - przekonywał w telewizji państwowej Banaś.

Centralne Biuro Antykorupcyjne zakończyło w środę 16 października trwającą pół roku kontrolę oświadczeń majątkowych prezesa NIK. Biuro poinformowało w komunikacie, że szef Najwyższej Izby Kontroli ma siedem dni na zgłoszenie uwag do "zastrzeżeń" CBA.

Banaś miał się podać do dymisji?

Posłowie klubu Platformy Obywatelskiej - Koalicji Obywatelskiej informowali we wtorek, iż "weszli w posiadanie informacji, że na biurko marszałek Sejmu Elżbiety Witek trafiła rezygnacja pana prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia". Niedługo później marszałek Witek zaprzeczyła tym doniesieniom. W środę dementi w sprawie dymisji wydała też NIK.

Według ustaleń "Rzeczpospolitej" zgodnie z decyzją władz PiS Marian Banaś miał złożyć we wtorek, do godziny 12 dymisję. Sprawa miała być "przesądzona i ostateczna", ale zdaniem rozmówców "Rzeczpospolitej" szef NIK miał się sprzeciwić. Jak napisał dziennik, miał oznajmić, że nie odejdzie ze stanowiska, bo nie ma sobie nic do zarzucenia.

Marian Banaś od 27 września do czwartku, 17 października przebywał na bezpłatnym urlopie.

Autor: KB/adso / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty: