Woda ze zdroju, szczury w piwnicy, ognisko pod drzwiami

Dramatyczna sytuacja mieszkańców lokali komunalnych w Łodzi
Życie bez toalety we własnym domu
Źródło zdj. gł.: tvn24.pl
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Córka Joanny Pawelec, mieszkającej w kamienicy przy Pomorskiej w Łodzi, została zaatakowana przez jednego z wielu szczurów biegających po klatce. Jej sąsiad pokazuje nadpalone miejsce po ognisku, które ktoś z zewnątrz rozpalił na klatce. - Stan budynków jest tragiczny, ceny ciągle rosną, a sytuacja od lat tylko się pogarsza - słyszymy od przedstawicieli Łódzkiego Stowarzyszenia Lokatorów. 
Artykuł dostępny w subskrypcji

Kamienica przy Pomorskiej 43 ustawiona jest szczytem do ulicy. Za nieco zardzewiałą bramą jest sporo przestrzeni i kilka drzew. Latem dają sporo cienia. - Ci, co kupili sobie mieszkania w nowym bloku po sąsiedzku, mogą o takim skwerku tylko pomarzyć - mówi pan Kazimierz, który mieszka tu od dwóch dekad. Po chwili markotnieje. - Oni nam zazdroszczą drzew, a my im domofonu. No i tego, że u nich nie wstyd przechodzić przez klatkę - opowiada.

Przed drzwiami wejściowymi domofon co prawda jest, ale od dawna nie działa. - My, lokatorzy, się na niego składaliśmy. No, ale ktoś go później rozwalił, podobnie jak drewniane drzwi, które ktoś kopnął i wyłamał do środka - dodaje żona pana Kazimierza.

Stare drzwi zostały zastąpione przez inne, masywniejsze. Tyle że są one cały czas otwarte. - Pijaczki tu się do nas schodzą i nocują. Jeden rozpalił kiedyś ognisko pod drzwiami sąsiadki z dołu. Jakby się na czas nie zorientowała, to nikt by nie miał drogi ucieczki - dodaje Kazimierz.

Nie do śmiechu

Para rozmawia ze mną na progu swojego domu. Klatka jest popękana i dwukolorowa - górna część bladożółta, dolna w kolorze zaschniętego betonu. Obie strony pokryte są plamami. - Ta klatka jest dowodem na to, jak zarządzane są miejskie budynki. Paręnaście razy prosiliśmy o pomalowanie klatki, efekt taki sam jak w przypadku kilkunastu prób o naprawę domofonu. W końcu stwierdziliśmy, że sami to pomalujemy, ale miasto się nie zgodziło. Usłyszeliśmy, że nie mamy do tego uprawnień - śmieje się żona pana Kazimierza.

Mieszkającej piętro wyżej Joannie nie jest do śmiechu. - Zejście do piwnicy przypomina safari, tylko zamiast lwów są szczury. Niby pułapki z trutką są porozkładane, ale nic to nie daje - opowiada. Wcześniej, jak mówi, gryzonie starały się ukrywać, słychać było tylko charakterystyczne popiskiwania. Teraz - kiedy ich liczba się zwiększyła - potrafią konfrontować się z ludźmi.

- Ostatnio córka chciała coś wyciągnąć z piwnicy i szczur pobiegł w jej stronę. Sytuacja stała się na tyle poważna, że nagranie ich nie jest żadnym wyczynem - opowiada i pokazuje film zarejestrowany telefonem komórkowym. W kadrze widać szczura wspinającego się po ścianie. Kiedy zwierzę dostrzega człowieka, zaczyna biec w jego stronę. Nagranie urywa się, kiedy autorka krzyczy z przerażenia. 

Klatka kluczowa-108440
Nagranie szczurów w kamienicy przy Pomorskiej nie jest dużym wyzwaniem
Źródło: archiwum prywatne

Nie do życia

Raptem kilkadziesiąt metrów dalej od kamienicy, w której szaleją szczury, jest inna kamienica z lokalami komunalnymi. W środku spotykamy Łukasza, który co prawda nie narzeka na gryzonie czające się w piwnicy i na klatce, ale nie ma własnej toalety. 

Pozostało 76% artykułu
Czytaj także: