Polska

1,5 godziny snu na dobę dyżuru. "Dzieci pytają, czemu idę do pracy, skoro przed chwilą wróciłem"

Polska

Rezydenci z Leszna mówią wprost: to błędne koło
Rezydenci z Leszna mówią wprost: to błędne kołotvn24
wideo 2/21

Setki godzin pracy miesięcznie, ciągłe dyżury, brak snu i odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów. Tak wygląda codzienność rezydentów. Kamera "Czarno na białym" odwiedziła lekarzy z powiatowego szpitala w Lesznie. Mówią o zmęczeniu, frustracji, ale też o tym, dlaczego jeszcze nie rezygnują z klauzuli pozwalającej im pracować więcej niż pozwala Kodeks pracy.

Godz. 7:30. Szpital Powiatowy w Lesznie. Łukasz Nowaczyk, 32-letni lekarz medycyny ratunkowej zaczyna właśnie kolejny dobowy dyżur.

- Od 4,5 roku, czyli od kiedy tu pracuję, ciągle mam całodobowe dyżury. Kosztem tego, że na drugi dzień jestem nieprzytomny - dodaje. Ale kiedy skończy 24-godzinną pracę w szpitalnym oddziałem ratunkowym, wcale nie narzeka na brak zajęć.

Pracuje również w przychodni jako lekarz rodzinny oraz ma dyżury w kartce pogotowia. - Gdyby się znaleźli lekarze chętni do pracy, to bym się podzielił dyżurami - zapewnia Łukasz Nowaczyk.

W rezydentach rośnie frustracja

W 120-tysięcznym Lesznie to jedyny szpital w powiecie. Na ponad 200 pracujących w nim lekarzy 30 z nich to rezydenci. Podobnie jak ich koledzy w całym kraju starający się o zdobycie pełnej specjalizacji, pracują po 300 godzin miesięcznie, choć Kodeks pracy pozwala im tylko na 192 godziny. Mogą przekraczać ten limit dzięki tak zwanej klauzuli opt-out. Rezydenci z Leszna nie zdecydowali się jeszcze na ich wypowiedzenie.

- Ileż tak można, jak bardzo można wykorzystywać swój organizm i umysł, jak bardzo można być przeciążonym? - pyta 30-letni Grzegorz Antkowski, urolog ze szpitala w Lesznie. I po chwili dodaje: - Z bylejakości i głębokich zaniedbań tego systemu narosła frustracja w młodych lekarzach nowego pokolenia.

W weekend nie odpoczywał. Miał dwa trudne dyżury, gdzie musiał pomagać pacjentom z trudnymi przypadkami.

- Pacjentów przyjeżdża bardzo dużo i to z trzech województw. Chorych jest znaczna ilość, a w tym rejonie nie ma więcej lekarzy - zaznacza Antkowski. Przyznaje, że między kolejnym dyżurami ma dwie, czasem trzy godziny, które spędza z 7-miesięczną córeczką. - Chciałbym uczestniczyć czynnie w jej wychowaniu - dodaje.

Dyżury? Tylko w teorii dobrowolne

Na brak czasu na zajmowanie się dwojgiem dzieci uskarża się również Mateusz Sobczak, 31-letni urolog z Leszna. - Dzieci pytają, czemu znowu idę do pracy, skoro przed chwilą z pracy wróciłem - przyznaje.

Z powodu braku lekarzy podejmuje również dyżury lekarza internisty. - Polacy mają do wyboru albo brak lekarza, albo zmęczonego lekarza - podkreśla Sobczak.

Dodatkowe dyżury oznaczają dla lekarzy dodatkowe pieniądze. Za 8 godzin pracy dziennie na pełnym etacie rezydenci mogą liczyć na 2,5 tysiąca złotych miesięcznie. A więcej dyżurów tylko w teorii jest dobrowolnych.

Jak tłumaczy Sobczak, odmawiając nadplanowych godzin pracy, nigdy się nie wie, czy w następnym miesiącu też otrzyma propozycje dyżurów. - To błędne koło - podkreśla.

Z trudnej sytuacji zdaje sobie również sprawę kierownictwo szpitala w Lesznie. - Właśnie dziś rozmawiałem z jednym ze starszych lekarzy i mówił, że już ma dość. Jeśli nie byłoby tych młodych, to prawdopodobnie stanęlibyśmy przed sytuacją zawieszenia części dyżurów i funkcjonowania niektórych oddziałów - przyznaje Tadeusz Kamiński, dyrektor Szpitala Powiatowego w Lesznie.

Lekarzy napędza satysfakcja

Doskonale zdaje sobie sprawę z presji ordynatorów i kierowników, którzy proszą rezydentów o dodatkowe dyżury. - Sam niejednokrotnie zwracam się: panie doktorze może by pan jeszcze dodatkowo zabezpieczył SOR. Choć wiem, że miał pan już osiem dyżurów - przyznaje dyrektor.

W ciągu dobowego dyżuru na oddziale ratunkowym Łukasz Nowaczyk przyjął 27 pacjentów. W tym czasie miał tylko 1,5 godziny snu. Mówi, że nie jest w stanie zrezygnować z dodatkowych dyżurów.

- Jeśli nie wezmę parę godzin w przychodni, to ktoś inny może mieć problemy. Też w pogotowiu ktoś będzie musiał wziąć piąty czy szósty dyżur w tygodniu - tłumaczy.

Mimo nawału pracy nadal lubi zawód lekarza. - Zwłaszcza, jak kogoś naprawdę uda się uratować albo zapobiec poważnym następstwom chorób - zapewnia Nowaczyk. Ma obawy, kiedy po dobowym dyżurze musi wsiadać do samochodu. Kiedy wróci do domu, czeka go krótki odpoczynek i znów kolejny, dobowy dyżur.

Autor: PTD / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24

Raporty:
Pozostałe wiadomości