"Łańcuszek szczęścia", czyli jak zarobić na tragedii

Polska

Aktualizacja:
TVN24"Łańcuszek szczęścia", czyli żerowanie na tragedii poparzonej Oli

Ola ma sześć lat. W wieku 14 miesięcy została poparzona. Teraz na jej historii żeruje oszust, który przez internet zachęca do rozsyłania tzw. łańcuszka szczęścia. Policja ostrzega: to sposób na wyłudzenie danych, a to jest już przestępstwem.

Ola poparzona została pięć lat temu. W kominie zapaliła się sadza, która przez wadliwą instalacje została zassana do środka. Tuż obok w łóżeczku leżała mała dziewczynka. Doszło do tragedii.

- Bardzo dużo się działo z naszą córeczką. Była w bardzo ciężkim stanie. Miała poparzoną całą główkę, szyję dłoń - opowiada ojciec Oli, Piotr Kuczma.

Leczenie było długie i bolesne. Dziewczynka jednak wyzdrowiała.

"Pomóż, prześlij dalej"

Teraz tragiczna historię dziewczynki próbuje ktoś wykorzystać i za pomocą internetu rozsyła tzw. łańcuszek szczęścia.

To jego fragment: "14-sto miesięczna dziewczynka ma spaloną skórę, uszkodzone kości czaszki na skutek wysokiej temperatury, nie ma połowy twarzy. Czekają ją kolejne operacje i długa rehabilitacja, na którą potrzebne są pieniądze. (...) Nie zmieniaj treści tego maila tylko po prostu prześlij go dalej. Ciebie kosztuje to tylko kliknięcie, a rodzice dostają 3 grosze za każdego maila przesłanego w tej formie".

Okazuje się jednak, że ten e-mail to kłamstwo - z wiadomością nie ma związku ani rodzina Oli, ani szpital, w którym była leczona. Co więcej, nie ma nawet technicznej możliwości, żeby za sprawą e-maila zbierać pieniądze.

Cel: zdobyć adres i zarobić

O co więc chodzi?

- Osoba, która rozsyła ten mail chce zarobić na sprzedaży adresów mailowych - tłumaczy podkom. Paweł Międlar, rzecznik KWP w Rzeszowie. - Przedsiębiorca zajmujący się marketingiem potrzebuje danych, żeby rozsyłać już prawdziwe informacje marketingowe i gotów jest za jeden adres płacić określona kwotę - dodaje prawnik dr Justyn Piskorski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Znalezienie autora takiego nieprawdziwego e-maila jest niezwykle trudne. Rzeszowskim policjantom się nie udało.

Jedyny sposób na wygraną z "łańcuszkiem" jest jego przerwanie. - To tylko złudne poczucie, że komuś pomagamy. Jeżeli chcemy pomóc, to warto skontaktować się z osobami, które wiedzą coś na ten temat - mówi podkom. Międlar.

Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24