Lekarz: Do niewydolności oddechowej czasem dochodzi nagle. To może być kwestia kilkunastu minut

TVN24 | Polska

Autor:
akw/kg
Źródło:
TVN24
Profesor Sieroń: widząc, jak ta choroba się zmienia, czasami zastanawiamy się, co będzie dalejTVN24
wideo 2/35
TVN24Profesor Sieroń: widząc, jak ta choroba się zmienia, czasami zastanawiamy się, co będzie dalej

Widząc, jak ta choroba się zmienia czasami zastanawiamy się, co będzie dalej, bo fale epidemii, które były wcześniej, są kompletnie inne od tej, którą mamy teraz - powiedziała profesor Karolina Sieroń, specjalista chorób wewnętrznych. W TVN24 pytana była między innymi o przypadki nagłego pogorszenia stanu zdrowia u chorych na COVID-19.

W najnowszym dobowym raporcie resortu zdrowia poinformowano o 682 zmarłych, którzy byli zakażeni koronawirusem. W środę informowano o 803 zgonach, we wtorek o 644. Do tych tragicznych bilansów odniosła się na antenie TVN24 profesor Karolina Sieroń, specjalista chorób wewnętrznych, która sama ciężko przeszła COVID-19.

CZYTAJ WIĘCEJ: Leczyła zakażonych, teraz sama leży nieprzytomna pod respiratorem. "Bohaterka czasu próby"

- Przykro to powiedzieć, ale nie ma określonej granicy wieku - powiedziała pytana o to, jakie osoby najczęściej umierają z powodu zakażenia koronawirusem. - Umierają nam młodzi, trzydziestoleci ludzie, umierają osoby w wieku średnim, w wieku od 50 do 60 lat, umierają też starsi. Każda ta osoba to ważny członek rodziny dla kogoś, osoba bardzo bliska i bardzo potrzebna - zaznaczyła Sieroń.

Zauważyła, że w tym wypadku "choroba nie wybiera wieku". - Nie wybiera tego, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. To osoby zarówno z chorobami towarzyszącymi, o których ciągle mówimy, ale to też osoby młode, dotychczas zdrowe, które trafiają w ciężkim stanie do szpitala, od razu są intubowane, podłączane do respiratora. Często niestety przegrywają walkę z covidem - wymieniła.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

Lekarz: Pacjent robi się stabilny. Nagle okazuje się, że dochodzi do załamania

Lekarz pytana o powody nagłego pogorszenia się stanu zdrowia i przypadków zgonów u chorych na COVID-19, przyznała, że trudno takie sytuacje wytłumaczyć rodzinom takich pacjentów. - Dla nas też są to czasem sytuacje trudne do zrozumienia - powiedziała.

- Pacjent jest hospitalizowany, jest w stanie poprawiającym się, robi się nam stabilny i powoli myślimy o tym, żeby takiego pacjenta wypuścić do domu i puścić do rodziny. Nagle okazuje się, że dochodzi do załamania, zatrzymania akcji serca i oddechu. Niestety zdarza się, że chorego nie uda nam się uratować - wytłumaczyła.

Lekarz zwróciła uwagę, że pomimo stosowanej profilaktyki przeciwzakrzepowej może u takich pacjentów "dochodzić do powikłań zakrzepowo-zatorowych", których lekarze nie są w stanie przewidzieć.

CZYTAJ WIĘCEJ: Zgony w Polsce w pierwszym kwartale: wzrost o 28 procent rok do roku. W marcu wzrost o 38 procent

Kiedy zatem należy zgłosić się do lekarza, aby uniknąć poważnych komplikacji zdrowotnych? - Trudno dojść do tego, który moment jest momentem idealnym. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Mamy pacjenta, który jest w domu, jest stabilny, dobrze oddycha i nic nie zapowiada tego, że coś się wydarzy. Trudno powiedzieć, czy taki pacjent powinien być hospitalizowany, dlatego że jest dodatni, ale bezobjawowy lub ma temperaturę, czy powinien być już w szpitalu - mówiła.

- Czasami jest tak, że nagle, i nie jest to kwestia kilkunastu a kilku godzin, czasami kilkunastu minut, dochodzi do ostrej niewydolności oddechowej - wspomniała, zwracając uwagę, że w takiej sytuacji ważą się szanse na to, aby chory "otrzymał odpowiednią pomoc w odpowiednim czasie".

>> "Niestety musimy się liczyć w następnych dniach z kolejną konsekwencją fali zachorowań"

- Jeśli pacjent czuje w domu, że słabnie, że pogarsza mu się tolerancja wysiłku, czyli trudno jest mu przejść dystans, który wcześniej przechodził dobrze, to jest moment, kiedy należy szukać pomocy i to pilnie - poleciła.

"Zastanawiamy się, co będzie dalej"

Mówiąc o swojej pracy, Sieroń zauważyła, że lekarze nie mogą powiedzieć "dość". - Nie możemy odejść od łóżek chorych. Mamy świadomość, że bez nas ci ludzie po prostu zginą. To nasz obowiązek, tak deklarowaliśmy - oświadczyła.

- Widząc, jak ta choroba się zmienia, czasami zastanawiamy się, co będzie dalej, jak to dalej będzie wyglądało, bo te fale, które były wcześniej, są kompletnie inne od tej, którą mamy teraz - powiedziała. - (Aktualna fala epidemii) jest dużo bardziej przebiegła i podstępna - dodała.

Autor:akw/kg

Źródło: TVN24

Tagi:
Raporty: