"Staramy się pacjentów w lepszym stanie przenosić, żeby ta osoba nie musiała tam być, na to patrzeć"

TVN24 | Polska

Źródło:
TVN24
Trudna praca medyków w czasie pandemiiTVN24
wideo 2/35
TVN24Trudna praca medyków w czasie pandemii

Lekarz pogotowia ratunkowego w Zielonej Górze i pielęgniarz z tamtejszego Szpitala Uniwersyteckiego zgodzili się opowiedzieć, jak wygląda ich praca w środku pandemii. Mówią o niepokojącym trendzie. Wiele młodych osób z podejrzeniem koronawirusa nie chce pójść na test. Chcą uniknąć izolacji, jak mówią. Nie chcą też robić problemów w pracy. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Marcin Krawczyk, pielęgniarz Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze i Robert Górski, lekarz pogotowia ratunkowego - obaj są na pierwszej linii frontu, pracują z pacjentami z koronawirusem. - W tej chwili traktujemy wszystkich naszych pacjentów jako osoby, które mogą mieć koronawirusa – relacjonuje Robert Górski.

Nie ma znaczenia, czy zespół jedzie do wypadku czy do zawału, zawsze w kombinezonie. Nie zawsze jednak tak szybko jakby chciał. - Szpitale są przepełnione i czas oczekiwania pod SOR-ami trwa w naszym mieście dwie, trzy a nawet cztery godziny – wskazuje lekarz pogotowia ratunkowego. Przyznaje, że coraz częściej zdarzają się sytuacje, kiedy brakuje karetek, gdy trzeba jechać do osoby z zawałem.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE

Medycy opowiadają o codziennej pracyTVN24

"Staramy się tych pacjentów w lepszym stanie przenosić"

Gdy brakuje karetek, dyspozytorzy wysyłają zespoły ratunkowe z innych miast. - Między innymi wczoraj pacjentka z silną dusznością w Sulechowie nie mogła uzyskać pomocy od tamtejszych zespołów ratownictwa medycznego, ponieważ one w tym czasie przekazywały pacjentów do szpitala w Zielonej Górze – opowiada Robert Górski.

Z pacjentami z oddziału zakaźnego pracuje Marcin Krawczyk. Jest pielęgniarzem, dziś też słuchaczem. Z pacjentami rozmawia o pogodzie, sytuacji w kraju czy leczeniu. - Jest wiele osób, które się boją. Próbują to jakoś zamaskować, ale to po prostu widać w rozmowie w zachowaniu, to jest widocznie – podkreśla.

Marcin Krawczyk wspomina dyżur, gdy jednej nocy zmarły trzy osoby. - Staramy się tych pacjentów w lepszym stanie przenosić, zmieniać im sale, żeby w sytuacji, gdy spodziewamy się, że pacjent niestety jest już na etapie przed zgonem, to żeby ta osoba zdrowa nie musiała tam być, nie musiała na to patrzeć – mówi.

Chorzy nie chcą się badać

Robert Górski mówi o niepokojącym trendzie. Wiele młodych osób z podejrzeniem koronawirusa nie chce pójść na test. Chcą uniknąć izolacji, jak mówią. Nie chcą też robić problemów w pracy. Lekarz zna wiele takich sytuacji.

- Miał zaburzenie węchu, źle się czuł, kaszlał, a mimo tego nie zgłosił się do swojego lekarza rodzinnego, żeby uzyskać skierowanie na test. No i taka osoba chodziła, pozarażała wszystkich dookoła, potem musieliśmy my przyjechać i tą starszą, duszącą się osobę zabrać do szpitala – mówi.

W tym trudnym czasie dla medyków, są też optymistyczne momenty. Te, które dają siłę na kolejny czas. Marcin Krawczyk wspomina pacjenta, który miał omamy. Chciał opuścić izolatkę. – Koleżanki dostały kartkę od rodziny, że w imieniu taty, który prosił o przekazanie tej kartki, przepraszają i dziękują za wyrozumiałość, bo wiedzą w jaki sposób się zachowywał – zwraca uwagę. Słowo "dziękuję" słychać coraz częściej.

Łukasz Wieczorek

Źródło: TVN24

Tagi:
Raporty: