"Każda sztuka się liczy". Krakowski szpital "potrzebuje wszystkiego"

TVN24 | Polska

Autor:
Szymon Jadczak
Źródło:
tvn24.pl
Lekarze i pielęgniarki wśród zakażonych koronawirusemTVN24
wideo 2/36
TVN24Lekarze i pielęgniarki wśród zakażonych koronawirusem

Szpital Uniwersytecki w Krakowie potrzebuje - i to bardzo - białych kombinezonów barierowych, również gogli, przyłbic, masek z filtrem oraz rękawiczek jednorazowych - apeluje rzeczniczka krakowskiego Szpitala Uniwersyteckiego. W tej chwili jest tam 12 chorych na COVID-19. A środki zabezpieczające są zużywane w setkach dziennie.

Krakowski Szpital Uniwersytecki jest jednym z 19 szpitali w całej Polsce wyznaczonych przez resort zdrowia do zajmowania się pacjentami zakażonymi koronawirusem. Każdy chory z województwa małopolskiego ma trafić właśnie do tej jednostki. Oprócz tego w szpitalu leżą jeszcze pacjenci po ciężkich operacjach, w trakcie terapii onkologicznych i inni, których ze względu na stan zdrowia nie dało się przenieść do innych placówek.

Szpital Uniwersytecki w Krakowie
Łukasz Gągulski/PAP

Tymczasem w Szpitalu Uniwersyteckim może zabraknąć środków ochronnych niezbędnych dla personelu. Dlatego w sobotę po południu rzecznik szpitala Maria Włodkowska zamieściła na Facebooku apel o pomoc. "Drodzy, Szpital Uniwersytecki w Krakowie potrzebuje - i to bardzo - białych kombinezonów barierowych. Jednorazowych, ochronnych, najlepiej Tyvek IsoClean. Również gogli, przyłbic, masek z filtrem hepa z zabezpieczeniem Ffp2 i Ffp3 oraz rękawiczek jednorazowych, w tym długich. Rzeczy można zostawiać na ul. Jakubowskiego 2, wejście nr 3 lub na ul. Kopernika 36. Potrzebujemy tego wszystkiego w bardzo dużej ilości, dlatego liczy się każda sztuka".

Włodkowska tłumaczy we wpisie, skąd ten apel: "Jesteśmy teraz szpitalem jednoprofilowym, to u nas przebywają i będą przebywać WSZYSCY chorzy na COVID-19. W tej chwili jest to już 12 osób, a będzie więcej. Dlatego tak ważne jest żeby to NASZ personel był zabezpieczony. To nie jest „widzimisię” czy robienie zapasów na bliżej nieokreślone scenariusze. U nas walka z SARS-CoV-2 to teraźniejszość. To się już dzieje! Ci ludzie - nasi lekarze, pielęgniarki, diagności laboratoryjni i reszta zespołu - już teraz codziennie stoją na pierwszej linii frontu. Już teraz zużywają te setki rękawic, gogli, przyłbic i jednorazowych kombinezonów. DZIENNIE. I nie dlatego, że 'zabezpieczają się na przyszłość', tylko dlatego, że WASZA PRZYSZŁOŚĆ DZIEJE SIĘ DLA NAS JUŻ DZIŚ! Stąd moja ogromna prośba: zabezpieczajcie Szpital Uniwersytecki w Krakowie. On już walczy!".

"To tak, jakbyśmy poprosili o profesjonalnie wyposażoną karetkę, a dostali poloneza"

Z rozmów dziennikarza tvn24.pl z pracownikami Szpitala Uniwersyteckiego wynika, że jednostka dostała jakiś czas temu zapas kombinezonów z rezerw rządowych, ale nie nadają się one do długotrwałej pracy. - Lekarz lub pielęgniarka po założeniu kombinezonu, gogli i maski musi przebywać w takim ubraniu nawet cztery godziny. W tym czasie nie może jeść, pić ani załatwiać potrzeb fizjologicznych. W tych pomarańczowych kombinezonach, które dostaliśmy, już po 10 minutach człowiek jest cały mokry od potu i nie jest w stanie wytrzymać jednej zmiany. To tak, jakbyśmy poprosili o profesjonalnie wyposażoną karetkę, a dostali poloneza - mówi jeden z lekarzy ze Szpitala Uniwersyteckiego.

Dlaczego szpital potrzebuje takich ilości sprzętu ochronnego? - Jeśli pacjent z koronawirusem jest w dobrym stanie, wymaga odwiedzin przez lekarzy, pielęgniarki i salowe przynajmniej kilka razy dziennie. Za każdym razem jedna osoba zużywa komplet odzieży ochronnej. Jeśli stan pacjenta jest gorszy, tych odwiedzin jest odpowiednio więcej, większy jest też zespół ludzi, którzy go wizytują. Stąd ilości zużywanego sprzętu, które idą w setki, a niedługo być może i tysiące - tłumaczy Maria Włodkowska.

W normalnych warunkach szpital na bieżąco uzupełniał braki w magazynach. Ale obecnie ciężko nadążać z zakupami. Po pierwsze niektórych produktów zaczyna brakować na rynku i dostawcy nie są w stanie wywiązać się z dostaw. Po drugie część firm zaczęła podnosić ceny, co ma rujnujący wpływ na budżet szpitali. Rękawiczki, które jeszcze kilka tygodni temu kosztowały 50 groszy, dziś są oferowane po 4,30 zł za parę.

Szymon Jadczak

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Łukasz Gągulski/PAP