"Wysokoprocentowy alkohol uszkadza układ odporności". Tłumaczy "Koronawirus Konkret24"

TVN24 | Polska

Autor:
akw,
momo,
mp,
akr//rzw
Źródło:
TVN24
"Czy picie alkoholu przed lub po przyjęciu szczepionki obniża jej skuteczność?"TVN24
wideo 2/22
TVN24"Czy picie alkoholu przed lub po przyjęciu szczepionki obniża jej skuteczność?"

Jeżeli ktoś myśli, że wypije pół litra wódki po szczepieniu i będzie się lepiej czuł i będzie to lepsza odporność, to się myli - tłumaczył w programie "Koronawirus Konkret24" w TVN24 doktor Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw walki z COVID-19. Koronawirusowe mity obalała także Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24.

W programie "Koronawirus Konkret24" eksperci rozwiewają wątpliwości związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, wpływem epidemii na nasze codzienne funkcjonowanie oraz szczepionkami przeciw COVID-19. Kwestie i tematy poruszane w programie przekazała redakcja Konkret24.

OGLĄDAJ "KORONAWIRUS KONKRET24" W INTERNECIE

W programie w sobotę 8 maja do pytań ustosunkował się doktor Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej do spraw walki z COVID-19. Mity związane z koronawirusem obalała Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24.

 "Czy szczepionki chronią przed nowymi mutacjami wirusa?"

Dr Paweł Grzesiowski: W tej chwili dostępne szczepionki, które stosujemy w Europie, a więc szczepionki mRNA czy też szczepionki wektorowe, wykazują aktywność wobec nowych wariantów. To nie jest taka sama aktywność jak wobec pierwotnego wariantu chińskiego czy brytyjskiego, ale jest to w dalszym ciągu wartość ochronna. Inaczej mówiąc, osoby, które są zaszczepione dwiema dawkami, mają bardzo wysoką ochronę i jeśli dojdzie do jej przełamania, to głównie u tych osób, które słabiej odpowiadają na szczepienia. Jeśli trzeba będzie uzupełnić odporność wobec tych nowych wariantów, to przygotowane będą kolejne dawki uzupełniające. Już trwają badania nad dodatkowymi dawkami, które miałyby zwiększyć naszą odporność przeciwko tym nowym wariantom. Ale dziś walczymy o to, żeby nie umierać i żeby nie chorować ciężko na covid. I te szczepionki nam to zapewniają.

 "Czy szczepionki chronią przed nowymi mutacjami wirusa?"TVN24

"Skąd wiadomo, że szczepienie nastolatków będzie bezpieczne?"

Dr Paweł Grzesiowski: W tej chwili trwają badania, które mają potwierdzić skuteczność i bezpieczeństwo szczepień w młodszych grupach wiekowych. Przypomnę, że pierwsze badania pierwszych szczepionek w grupie od 12. do 15. roku życia zostały ukończone i wyniki są doskonałe. Te szczepionki nie mają większych działań niepożądanych niż u dorosłych, jak również mają doskonałą skuteczność. To stało się zresztą powodem złożenia już oficjalnie w Europejskiej Agencji Leków (EMA) przez firmę Pfizer wniosku o o dopuszczenie do użycia szczepionki właśnie w grupie 12-15 lat. A pamiętamy, że już wcześniej była przebadana grupa 16-18 lat. Firmy idą dalej, już rozpoczęto badania nad podawaniem szczepionek między 6. a 11. rokiem życia . I spodziewam się, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy te badania zostaną ukończone, i będziemy mieli szansę uzyskać informację, jak te szczepionki działają u jeszcze młodszych dzieci.

"Czy picie alkoholu przed lub po przyjęciu szczepionki obniża jej skuteczność?"

Dr Paweł Grzesiowski: Kwestie alkoholu i medycyny zawsze się przeplatają w sposób trochę trudny do interpretacji. Mamy taką podstawową zasadę, że lekarze nie mogą zachęcać do spożywania alkoholu. Z drugiej zaś strony wiemy, że spożycie niewielkich ilości alkoholi niskoprocentowych typu piwo czy wino nie jest jednoznacznie szkodliwe dla zdrowia, wręcz uważa się, że może wywierać korzystne efekty. Cały problem polega na tym że alkohol alkoholowi nierówny. Jeżeli ktoś myśli, że wypije pół litra wódki po szczepieniu i będzie się lepiej czuł i będzie to lepsza odporność, to się myli. Wysokoprocentowy alkohol uszkadza układ odporności, uszkadza błony śluzowe i powoduje osłabienie naszego organizmu. Natomiast jeżeli ktoś po szczepieniu do kolacji wypije kieliszek wina, to nie będzie miało to absolutnie negatywnego wpływu na wynik szczepienia.

"Czy picie alkoholu przed lub po przyjęciu szczepionki obniża jej skuteczność?"TVN24

"Które kraje myślą nad wprowadzeniem własnych wersji paszportów covidowych?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: Nad takim rozwiązaniem myśli Unia Europejska. Dyskutuje nad uniwersalnym certyfikatem, który potwierdzałby fakt zaszczepienia danej osoby, która jest obywatelem Unii Europejskiej. Są także europejskie państwa, które postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i samemu już takie dokumenty wprowadzać.

CZYTAJ WIĘCEJ: Już wkrótce decyzja unijna w sprawie paszportów szczepień. Szefowa KE podała termin Na przykład we Francji pod koniec kwietnia aplikacja, która do tej pory służyła do informowania o kontakcie z osobami, które zostały zarażone koronawirusem, teraz posiada nowe informacje. Za jej pomocą można potwierdzić negatywny lub pozytywny wynik testu na COVID-19 oraz potwierdzić fakt zaszczepienia.

Hiszpania już teraz zapowiedziała, że w maju ruszą testy tak zwanych paszportów szczepionkowych dla turystów. Wtedy zagraniczni urlopowicze będą mogli wjechać do Hiszpanii na podstawie takiego dokumentu, wydawanego elektronicznie, który zawierałby informacje o zaszczepieniu, o przeprowadzonych testach oraz o tym, czy taka osoba przeszła COVD-19 i kiedy.

Mieszkańcy Estonii już teraz mogą uzyskać online cyfrowy certyfikat potwierdzający zaszczepienie przeciw COVID-19. Litwa wprowadziła specjalny kod QR o nazwie Freedom ID, który będzie dostępny dla każdego obywatela, który został zaszczepiony, jak i dla ozdrowieńców oraz osób z negatywnym wynikiem testu na koronawirusa. Mając taki kod, można na Litwie przebywać wewnątrz restauracji, czy uczestniczyć w dużych wydarzeniach sportowych.

W Wielkiej Brytanii rolę paszportu covidowego ma według zapowiedzi rządu spełniać aplikacja, która do tej pory służyła do rezerwacji wizyt lekarskich. Mają się w niej pojawiać także informacje o wynikach testu.

Jednym z pierwszych europejskich państw, które wprowadziły własny paszport covidowy jest Dania. Aby go uzyskać trzeba być zaszczepionym i mieć negatywny wynik testu na COVID-19, albo pokonać infekcję w ostatnich 180 dnia. Tak zwany corona pass w formie elektronicznej lub papierowej umożliwia korzystanie z barów i restauracji, a także wejście na stadiony.

"Które kraje myślą nad wprowadzeniem własnych wersji paszportów covidowych?"TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 1 maja:

"Czy można się zaszczepić przyjmując leki na sezonową alergię?"

Dr Paweł Grzesiowski: Nie ma tutaj konfliktu między alergią na pyłki czy pokarmy, a przyjęciem szczepienia. Jedyną sytuacją, która wymaga konsultacji lekarskiej jest przyjmowanie z powodu alergii sterydów, czyli leków, które mogą wpływać na obniżenie odporności. Taki pacjent może wymagać modyfikacji dawki, albo odroczenia terminu szczepienia. Tylko taka sytuacja mogłaby spowodować konieczność konsultacji. Wszystkie inne postacie alergii sezonowej, katar sienny, łzawienie oczu, czy kaszel, nie wymagają przestawiania terminu szczepienia. Pod warunkiem, że ta alergia jest pod kontrolą leków. Kogoś, kto ma duszność w dniu szczepienia nie zaszczepimy. W takiej sytuacji trzeba najpierw opanować zaostrzenie alergii, a dopiero potem zaszczepić.

"Czy można się zaszczepić przyjmując leki na sezonową alergię?"TVN24

"Dlaczego ozdrowieńcy muszą czekać 90 dni na przyjęcie szczepionki?"

Dr Paweł Grzesiowski: Powody są dwa. Pierwszy jest taki, że po chorobie mamy zwykle wysoki poziom odporności i w tym momencie przyjmowanie szczepionki jest kontrskuteczne. A drugi powód to ten okres od ośmiu do 12 tygodni po covidzie, kiedy mamy często powikłania pocovidowe. Bardzo byśmy nie chcieli, by nałożyły się one na szczepienie, bo wtedy mogą właśnie pojawić się problemy zatorowo-zakrzepowe, czy też zapalenia naczyń u dorosłych. Trzy miesiące można uznać za okres bezpiecznego dystansu między covidem a szczepieniem. Jest jedna sytuacja, która może ten okres skrócić. Mianowicie badanie krwi, które wykaże, że po przechorowaniu COVID-19 nie mamy w ogóle odporności. Z takim zaświadczeniem można zgłosić się do lekarza i uzyskać indywidualnie skierowanie wcześniej niż po upływie 90 dni.

"Dlaczego ozdrowieńcy muszą czekać 90 dni na przyjęcie szczepionki?"TVN24

"Czy przeziębienie się tuż po pierwszej dawce szczepionki może spowolnić wytwarzanie się przeciwciał?"

Dr Paweł Grzesiowski: Tu mam dobrą wiadomość. Jeżeli zostaliśmy zaszczepieni w poniedziałek, a w środę zaczyna nas drapać w gardle, czy mamy katar, to nie spowoduje osłabienia skutków szczepienia. Ale to jest powód, dla którego warto zgłosić się na test, bo może być to COVID-19. Niestety znamy takie przypadki, i to nie rzadko, kiedy między pierwszą a drugą dawką szczepionki ktoś zachorował. Jednak nawet, gdyby to był covid wydaje się, że nie wpływa to na obniżenie skuteczności szczepienia. Pojawia się jednak inny problem - kiedy zaszczepić osobę, która zachorowała na COVID-19 między pierwszą a drugą dawką? Czy znów będziemy czekać trzy miesiące, czy zaszczepimy wcześniej? Tutaj trzeba podjąć decyzję indywidualnie na podstawie badania krwi.

"Jak zachęcić do szczepienia się przeciw COVID-19?"

Dr Paweł Grzesiowski: Ja robię to od 30 lat. Zachęcam do szczepień wyłącznie poprzez wiarygodne informacje i próbę skierowania pacjenta, który ma wątpliwości, na istotne korzyści, jakie dają szczepienia. Pierwsza sprawa, to że ludzie zaszczepieni nie umierają na COVID-19. Należy uświadomić, że covid jest ciężką chorobą, przeciwko której warto się uodpornić. Po drugie - jeżeli my nie zachorujemy, to nie zarazimy naszego otoczenia. Więc często argumentem, żeby kogoś zaszczepić jest to, że na przykład w jego otoczeniu jest osoba, będąca w grupie ryzyka. Jeżeli uda się skierować uwagę na ten problem, że ja swoim szczepieniem ofiaruję życie lub zdrowie komuś, kto jest mi bliski, to też powoduje często zmianę decyzji. Trzecia sprawa, której moim zdaniem Polacy najbardziej się boją to niepożądane odczyny poszczepienne. Tutaj czas na statystykę. Trzeba pokazać, ile rzeczywiście osób miało ciężkie efekty uboczne, a ile osób szczepionka ochroniła. To, że te epizody zakrzepowo-zatorowe zdarzają się raz na pół miliona dawek, to pokazuje, jaka jest siła bezpieczeństwa tych szczepionek. To często przekonuje te osoby, które zastanawiają się, czy się szczepić czy nie. Niestety rzadko udaje się przekonać zadeklarowanych antyszczepionkowców, którzy uważają, że to jest jakiś spisek i te szczepionki są zupełnie niepotrzebne. Z takimi osobami, mimo wszystko, warto rozmawiać.  

"Jak zachęcić do szczepienia się przeciw COVID-19?"TVN24

"Czy można wykryć wirusa w wodzie z kranu?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: Wodę zawsze można dodać do testu, ale nie można tego nazwać "wykryciem koronawirusa w wodzie". Takie eksperymenty były utrwalane na nagraniach wideo, które stały się bardzo popularne w mediach społecznościowych. Mają one udowadniać, że testy antygenowe są niewiarygodne. Nie jest to pierwszy raz, kiedy internauci na własną rękę próbują takich eksperymentów z testami na COVID-19. Wcześniej testy antygenowe "wykrywały" wirusa w coca-coli lub soku owocowym. Takie eksperymenty są bezcelowe i niczego nie potwierdzają, ponieważ test został wykorzystany niezgodnie z jego przeznaczeniem. Na tych nagraniach widać, jak marnowane są dobre testy na COVID-19, które użyte właściwie mogły wykryć u kogoś chorobę. Test, który można zobaczyć na jednym z popularnych nagrań jest przeznaczony do użytku tylko przez specjalistów, czyli pracowników służby zdrowia i personelu medycznego. Samodzielna próba robienia testu przez osobę, która nie jest do tego wykwalifikowana wiąże się z ryzykiem popełnia błędów, które mogą wpływać na jego wynik.

"Czy można wykryć wirusa w wodzie z kranu?"TVN24

"Czy w Serbii upadł system szczepień?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: Takie stwierdzenie znalazło się w jednym z popularnych wpisów na Facebooku w połowie kwietnia. Internauta twierdził, że program w Serbii upadł i ogłoszono koniec pandemii. Tymczasem program w Serbii ma się całkiem nieźle, trochę lepiej niż w Polsce. W Serbii szczepi się czterema szczepionkami firm Pfizer, AstraZeneca, rosyjskim Sputinikiem V i chińską szczepionką Sinovac. Mimo sceptycyzmu w społeczeństwie, wiosną tego roku Serbia stała się jednym z europejskich liderów szczepień. Obecnie jedna piąta mieszkańców Serbii jest w pełni zaszczepiona, to znaczy przyjęła wszystkie wymagane dawki szczepionki przeciw COVID-19. To prawie dwa razy więcej niż w Polsce. U nas osób w pełni zaszczepionych jest około 7,6 procenta.

Władze w Serbii zapowiedziały również, że rozważają obowiązkowe szczepienia wśród pracowników ochrony zdrowia. Gdyby wprowadziły ten plan byłyby drugim krajem w Europie – po Włoszech – które takie wymagania ma wobec pracowników służby zdrowia. Co więcej, od drugiej połowy kwietnia szczepienia w Serbii są dostępne dla każdego dorosłego obywatela, bez potrzeby wcześniejszej rejestracji. Nie zniknęła również w Serbii pandemia. Nadal wykrywa się tam nowe przypadki zakażenia koronawirusem, choć warto zaznaczyć, że w Serbii trzecia fala pandemii już ustępuje. Podczas, gdy pod koniec marca wykrywano 4-5 tysiące przypadków dziennie, pod koniec kwietnia jest to już około 2 tysiące przypadków. Mimo że sytuacja pandemiczna i program szczepień nastrajają pozytywnie, Serbia nie zrezygnowała z obostrzeń, które mają ograniczyć transmisję wirusa w społeczeństwie.

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 24 kwietnia:

"O czym trzeba pamiętać przed i tuż po szczepieniu na COVID-19?"

Dr Paweł Grzesiowski: Szczepienia na COVID-19 są takim samym szczepieniem, jak wszystkie inne. Powinniśmy podsumować nasz aktualny stan zdrowia - czy jesteśmy w dobrej kondycji, czy nie mamy jakiejś ostrej infekcji – bo w takim przypadki nie powinniśmy zgłaszać się na szczepienie. Przed szczepieniem, jeżeli mamy jakąkolwiek chorobę przewlekłą, dobrze jest sprawdzić ostatnie wyniki badań czy leki, które przyjmujemy i te wszystkie informacje należy wpisać do kwestionariusza przed szczepieniem.

Jeżeli wybieramy się na wizytę przed szczepieniem, czyli na kwalifikację, warto od razu wypełnić drugą część kwestionariusza, która mówi o aktualnym stanie zdrowia, o przyjmowanych lekach i przebytych chorobach.

Jeżeli mamy jakiekolwiek pytania i wątpliwości, powinniśmy je sobie wcześniej gdzieś zapisać. Liczy się czas, jest dużo emocji, można o czymś zapomnieć. Powinniśmy być w dobrym stanie zdrowia, powinniśmy mieć nasze bieżące informacje medyczne ze sobą i przede wszystkim powinniśmy mieć zapisane dodatkowe pytania, żeby o nich nie zapomnieć.

"O czym trzeba pamiętać przed i tuż po szczepieniu na COVID-19"TVN24

"Czy kobiety w ciąży i karmiące piersią mogą się zaszczepić?"

Dr Paweł Grzesiowski: Zdecydowanie w tej chwili przeważa pogląd, że kobiety w ciąży i kobiety karmiące piersią mogą się szczepić, chociaż brakuje nam jednoznacznych badań klinicznych, bo nie były one prowadzone w okresie przed rejestracją szczepionek. Natomiast już po rejestracji szczepionkę dostały kobiety w ciąży i karmiące i mamy już podsumowane w publikacjach wyniki tych szczepień. Można stwierdzić, że są one bezpieczne i skuteczne.

Dodatkowo kobieta w ciąży, która się szczepi, przekazuje przeciwciała przez łożysko do płodu i ono rodzi się już z odpornością przeciw COVID, która będzie się utrzymywała przez kilka tygodni. Kobiety karmiące piersią, jak się okazało, przekazują w pokarmie te przeciwciała, także dziecko również jest w jakimś zakresie wspomagane odpornością odmatczyną.

Jak najbardziej zachęcamy kobiety w ciąży i kobiety karmiące do szczepienia.

"Czy kobiety w ciąży i karmiące piersią mogą się zaszczepić?"TVN24

"Na ile chroni pierwsza dawka szczepionki?"

Dr Paweł Grzesiowski: Pierwsza dawka szczepionki, jeżeli mówimy o szczepionkach dwudawkowych (Pfizer, Moderna i AstraZeneca) rozwija swoją pełną aktywność mniej więcej po trzech-czterech tygodniach jeżeli chodzi o szczepionki RNA (Pfizer i Moderna), a około sześciu-ośmiu tygodni jeżeli chodzi o szczepionkę AstraZeneki. To samo dotyczy jednodawkowej szczepionki Johnson & Johnson, tam też mówimy o odporności, która stopniowo pojawia się za sześć-osiem tygodni.

Po jednej dawce ta odporność dla szczepionek dwudawkowych wynosi około 70-80 procent, przy czym mówimy tu o ciężkich postaciach. Natomiast ochrona przed śmiertelną postacią COVID-u sięga nawet 90 procent dla szczepionek dwudawkowych.

Pierwsza dawka szczepionki ma wysoki stopień ochrony, ale nie stuprocentowy. Ta druga dawka daje mniej więcej 99-procentową ochronę przed ciężką, śmiertelną postacią COVID-19.

"Czy każdy może zaszczepić się w punkcie drive-thru?"

Dr Paweł Grzesiowski: Szczepienia w punkach drive-thru nie różnią się jeżeli chodzi o harmonogram od punktów szczepień stacjonarnych. Mamy tu tylko różnicę polegającą na tym, że oczekujemy w samochodzie i jesteśmy szczepieni bez wysiadania z samochodu, natomiast sama kolejność szczepienia i harmonogram dotyczy wszystkich punktów. Jeśli więc jesteśmy w odpowiednim roczniku, albo mamy szczepienia wynikające z uprawnień typu grupa "zero" czy grupa "jeden", to oczywiście też dostaniemy je w punkcie drive-thru.

Nie można natomiast liczyć na to, że bez zapisu, bez rejestracji, jeżeli pojawimy się w kolejce w punkcie drive-thru to będziemy mogli się zaszczepić. Musimy mieć skierowanie i musimy być zarejestrowani właśnie do tego punktu szczepień.

"Czy każdy może zaszczepić się w punkcie drive-thru?"TVN24

"Skoro szczepionka buduje przeciwciała w organizmie, to czy nie spowoduje pozytywnego wyniku testu na obecność COVID-19?"

Dr Paweł Grzesiowski: Mamy pewność, że szczepienie nie powoduje dodatnich wyników testów wirusologicznych. Jeżeli podajemy szczepionkę, która zawiera białko S, a test wykrywa białko N, to trudno jest spodziewać się, że po podaniu szczepionki ten test na wirusa będzie dodatni.

Jedyne testy, które po szczepieniu stają się dodatnie, to są testy z krwi, testy serologiczne wykrywające przeciwciała. Osoba zaszczepiona, jeżeli ma dodatni test PCR, czyli test antygenowy, to niestety świadczy o tym, że najprawdopodobniej uległa zakażeniu. Nie można mieć dodatniego testu wirusologicznego po samym szczepieniu.

"Skoro szczepionka buduje przeciwciała w organizmie, to czy nie spowoduje pozytywnego wyniku testu na obecność COVID-19?"TVN24

"W sprawie szczepionek dochodzi do dezinformacji. Kto i po co to robi?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: Na to pytanie próbowało odpowiedzieć dwóch naukowców z Akademii Leona Koźmińskiego, którzy przeanalizowali ponad 50 tysięcy anglojęzycznych tweetów z hasztagiem "AstraZeneca", czyli nazwą firmy, która jest producentem jednej ze szczepionek na COVID-19. Mimo że badanie na ten temat nie zostało jeszcze zrecenzowane, to pokazuje bardzo interesujące działania w sieci.

Okazuje się, że dezinformacja o szczepionce AstraZeneca jest rozpowszechniana nie tylko przez antyszczepionkowców, ale też przez media czy farmy botów. Użytkownicy Twittera posługujący się hasztagiem "AstraZeneca", najczęściej linkowali do materiałów RT, czyli stacji i portalu znanego wcześniej jako Russia Today. Jest to stacja i portal znany ze wspierania rosyjskich celów dyplomatycznych, często wykorzystywany jako narzędzie w wojnie informacyjnej.

CZYTAJ WIĘCEJ. Dezinformacja na Twitterze o szczepionce AstraZeneca. Głównym medialnym źródłem rosyjski portal >>>

Naukowcy podkreślają, że Rosja jest zainteresowana promowaniem własnej szczepionki Sputnik V, zarówno z powodów ekonomicznych, jak i politycznych. Negatywne publikacje dotyczące szczepionki AstraZeneki mogą być postrzegane jako część większej kampanii, która ma potencjalnie zdyskredytować szczepionki firm innych niż rosyjska.

Szczepionkowa dyplomacja online została dostrzeżona przez naukowców nie tylko jeżeli chodzi o rosyjską szczepionkę, ale mamy też do czynienia z akcjami, które starają się pozytywnie przedstawić AstraZenecę. Taka akcja skoordynowanych wpisów została odnotowana w Bangladeszu. W Bangladeszu powszechnie szczepi się szczepionką AstraZeneki, która jest produkowana w sąsiednich Indiach.

"W sprawie szczepionek dochodzi do dezinformacji. Kto i po co to robi?"TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 18 kwietnia:

"Czy stosowanie leków przeciwzakrzepowych przed przyjęciem szczepionki zmniejsza ryzyko wystąpienia zakrzepicy?" 

Dr Paweł Grzesiowski: Odpowiedź na to pytanie jest jeszcze nieznana. Na razie możemy powiedzieć, że szczepionki wektorowe, czyli firmy AstraZeneca czy też Johnson & Johnson, mogą być powiązane z niezmiernie rzadkim zjawiskiem, jakim jest zatorowość czy zakrzepica. Nie znamy jeszcze do końca mechanizmu tego zjawiska, ponieważ jest to tak rzadkie, że grupa, u której ujawniły się te objawy, nie pozwala na sformułowanie ostatecznych wniosków. Wydaje się, że to zjawisko ma charakter immunologiczny, czyli powstaje jakieś fałszywe, nieprawidłowe przeciwciało, które aktywuje układ odporności. W takim przypadku przyjmowanie leków przeciwzakrzepowych jako profilaktyka osłonowa przy szczepieniu nie bardzo miałoby sens, ponieważ te preparaty nie wpływają na układ odporności.

Moim zdaniem w tej chwili w przypadkach, w których nie ma wskazania do profilaktyki przeciwzakrzepowej niezależnie od szczepienia, nie powinniśmy włączać leków przeciwzakrzepowych tylko i wyłącznie z powodu samego szczepienia. 

"Czy stosowanie leków przeciwzakrzepowych przed przyjęciem szczepionki zmniejsza ryzyko wystąpienia zakrzepicy?" TVN24

"Kiedy ozdrowieńcy powinni się szczepić? Jaki poziom przeciwciał jest wskazaniem do szczepienia?"

Dr Paweł Grzesiowski: Większość ozdrowieńców utrzymuje odporność powyżej trzech, nawet sześciu miesięcy. Natomiast szczepienie ma być informacją przypominającą o istnieniu wirusa i takim bodźcem, który ma utrwalić odporność po przechorowaniu. Uważa się, że ozdrowieńcy powinni być szczepieni, ale termin szczepienia nie powinien być zbyt szybko po zachorowaniu. Dlatego, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy od przebycia COVID-19 po pierwsze aktywny układ odporności jest bardzo pobudzony, po drugie mamy ryzyko powikłań – bo w ciągu pierwszych ośmiu tygodni po Covidzie mamy największą częstość powikłań zatorowo-zakrzepowych, a więc nie chcielibyśmy nałożyć szczepienia na ten okres – i po trzecie nie ma sensu stymulacja kogoś, kto jest mocno pobudzony immunologicznie.

Dlatego ustalono, że najlepszym terminem na szczepienie ozdrowieńców pierwszą dawka to jest okres ponad trzech miesięcy od daty zachorowania. Natomiast poziom przeciwciał, który nas chroni przed ponownym zakażeniem, na razie jest nieznany. Dlatego kolejne dawki będą zawsze indywidualnie wyznaczane dla tych osób. Najlepiej, żeby zmierzyły sobie poziom przeciwciał po mniej więcej 6-8 tygodniach po pierwszej dawce.  

"Kiedy ozdrowieńcy powinni się szczepić? Jaki poziom przeciwciał jest wskazaniem do szczepienia?"TVN24

"Czy alergicy, którzy przyjmują leki (m. in. wziewne), są mniej podatni na zakażenie koronawirusem?" 

Dr Paweł Grzesiowski: Trudno powiedzieć, czy akurat alergicy mają jakąś korzyść z przyjmowanych leków przeciwalergicznych w okresie około szczepiennym. Natomiast ukazało się bardzo ciekawe badanie, które mówi o tym, że osoby, które przyjmują wziewne leki sterydowe, czyli takie, które zapobiegają przede wszystkim duszności, napadom astmy, te leki mogą łagodzić przebieg COVID-19. To jest bardzo świeże badanie, które pokazuje, że taka tendencja ma miejsce. Nie jest to jeszcze powód do tego, żeby wszystkim osobom zalecać profilaktycznie we wstępnej fazie Covidu przyjmowanie leków wziewnych sterydowych, ale jest to znaczący krok w kierunku takich wytycznych. Na pewno tymi lekami nie szkodzimy osobom, które mają alergię, które biorą takie leki na stałe i mogą te osoby mieć łagodniejszy przebieg COVID-19.

Czy alergicy, którzy przyjmują leki (m. in. wziewne), są mniej podatni na zakażenie koronawirusem? TVN24

"Czy koronawirusa mogą przenosić komary i kleszcze?"

Dr Paweł Grzesiowski: Dobra wiadomość jest taka, że nie przenoszą koronawirusa. Robiono w tym zakresie badania w różnych klimatach, z różnymi gatunkami komarów czy kleszczy i okazje się, że koronawirus nie jest w stanie rozmnażać się w organizmach tych owadów. Jeżeli komar ukąsi osobę, która jest chora na COVID-19 i w jej krwi będzie wirus, to komar nie będzie w stanie przenieść tej choroby na inną osobę. To jest dobra wiadomość, nie musimy się obawiać, że komary przenoszą COVID-19. Nie przenoszą tej choroby również meszki i kleszcze. 

Belgijski wirusolog przekonuje w popularnym internetowym wywiadzie, że globalne szczepienia nie zapewnią ochrony przed COVID-19 i tylko pogorszą sytuację. Eksperci przestrzegają, że nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie jego tez i tłumaczą, dlaczego szczepienia są potrzebne. Historia pokazała, że masowe szczepienia są skuteczne w ograniczaniu epidemii. Tę sprawę zweryfikowała i opisała redakcja Konkret24.

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: Twierdzenia belgijskiego wirusologa niestety wypadają dosyć słabo, wręcz przegrywają z faktami i dowodami naukowymi, które mamy obecnie na temat szczepionek. Mimo, że twierdzenia belgijskiego wirusologa brzmią naukowo, to są spekulatywne, naukowo błędne, logicznie niespójne i zaprzeczające dostępnym, naukowym dowodom.

Nie ma dowodów na to, że szczepienia przeciw COVID-19 doprowadzą do powstania groźniejszych wariantów koronawirusa. Historia pokazuje też, że masowe szczepienia są skuteczne w ograniczaniu epidemii. Co więcej, nowe badania nad skutecznością szczepionki przeciw COVID-19 wskazują, że ta zapewnia nam ochronę przed różnymi mutacjami koronawirusa. 

Gabriela Sieczkowska z Konkret24 o wywiadzie z belgijskim wirusologiem na temat akcji szczepień na COVID-19TVN24

"Ruchome organizmy na powierzchni maseczek", "morgellony w maskach", "robaki w maskach" - wpisy tego typu zalewają ostatnio internet. Komentowane są filmiki, na których na maseczkach oraz na patyczkach do wymazów widać - przy mikroskopowym zbliżeniu - dziwne ciemne nitki. Eksperci tłumaczą: nie są to żadne żyjące organizmy, to zwykłe włókna tkanin; "substancje, którymi oddychamy każdego dnia". Pisał o tym więcej Konkret24.

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: Wiele osób dostrzegało ciemne nitki, które wyraźnie odznaczały się na powierzchni maseczek. Właśnie te ciemne nitki, jak niektórzy twierdzą, są tymi morgellonami albo robakami. Niektórzy twierdzą, że są to nawet nanocząsteczki. Jest wiele teorii na ten temat, ale wszystkie są nieprawdziwe. Nagraniom przyjrzało się kilku zagranicznych naukowców, ekspertów. My też jako Konkret24 zapytaliśmy jednego z ekspertów materiałoznawstwa, jak sytuacja wygląda naprawdę.

Uspokajają oni i tłumaczą, że te niteczki z nagrań nie są żadnymi żywymi organizmami, nie są to morgellony, nie są to robaki. Są to zwykłe włókna tkanin, którymi, jak się okazuje, oddychamy na co dzień. Skąd się wzięły te niteczki? Prawdopodobnie z ubrań, które miały na sobie osoby przeprowadzające eksperyment albo z zakurzonych zasłon lub dywanu. 

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 10 kwietnia:

"Skoro koronawirus mutuje, to czy objawy choroby też mogą się zmieniać?"

Dr Paweł Grzesiowski: To jest prawdziwe twierdzenie. Już w tej chwili widzimy nieco inny przebieg choroby u części pacjentów. Nie występuje u nich na przykład utrata węchu i smaku, co było głównym objawem w pierwszej fali pandemicznej. Dzisiaj dominuje obraz wydłużonej gorączki, kaszlu, bólu gardła i głowy. Ta zmiana jest prawdopodobnie związana także z tym, że mamy nowy dominujący wariant - brytyjski. On może właśnie odpowiadać za tę inną nieco stronę objawową. Niestety, u pacjentów, którzy chorują ciężko objawy zapalenia płuc są takie same jak przy wcześniejszych zachorowaniach, czyli nie możemy mówić o złagodzeniu choroby. Co gorsza w tym "drugim rozdaniu" mamy więcej osób młodych chorujących na zapalenie płuc.

"Skoro koronawirus się mutuje, to czy objawy choroby też mogą się zmieniać?"TVN24

"Czy trzeba przesunąć zaszczepienie się drugą dawką w przypadku infekcji?"

Dr Paweł Grzesiowski: Jeżeli pomiędzy pierwszą a drugą dawką szczepionki przeciwko COVID-19 ktoś zachorował, wówczas przesuwamy drugą dawkę szczepienia o indywidualnie ustalony czas. Termin podania drugiej dawki zależy od tego, jak ciężki był przebieg choroby, czy pacjent był w szpitalu, czy miał podawane osocze ozdrowieńców - to ma ogromne znaczenie. Nie mogę więc podać konkretnego terminu, ale zwykle to przesunięcie wynosi od jednego do trzech miesięcy od momentu zachorowania.

"Czy trzeba przesunąć zaszczepienie się drugą dawką w przypadku infekcji?"

"Do czego potrzebny jest pulsoksymetr i jak z niego korzystać?"

Dr Paweł Grzesiowski: To jest bardzo ważne, dosyć proste urządzenie, które mierzy ilość tlenu przenoszonego przez krew. To jest badanie mówiące o tym, jak pracują nasze płuca oraz jak funkcjonuje nasz układ krążenia. Wykonujemy je w bardzo wielu sytuacjach, nie tylko podczas pandemii COVID-19. Te urządzenia były kiedyś raczej rzadko dostępne poza szpitalami. W tej chwili pulsoksymetry zostały rozpowszechnione i są stosowane przez pacjentów w domach po to, aby móc wcześnie wykryć nieprawidłowe stężenie tlenu we krwi, które może zwiastować ciężkie zapalenie płuc. Zostały one rozpropagowane, by pacjenci trafiali do szpitala wcześniej. Pomiar jest prosty, powinniśmy na rozgrzany palec założyć urządzenie, które ma kształt klipsa, i uruchomić odczyt. Po około 30 sekundach ten odczyt się stabilizuje i pokazuje nam w procentach, ile jest tlenu we krwi oraz pokazuje tętno. Jeśli saturacja spada poniżej 92 procent, a wcześniej wynosiła 96-99 procent, to może być pierwszy zwiastun pogorszenia funkcji płuc.

"Do czego potrzebny jest pulsoksymetr i jak z niego korzystać?"

"Na co zwracać szczególną uwagę, jak już się zachoruje?"

Dr Paweł Grzesiowski: COVID-19 jest chorobą podstępną. Początek może być bardzo łagodny, może być kompletnie niezwiązany z uszkodzeniem płuc czy serca, może przebiegać wyłącznie pod postacią bólu gardła, gorączki czy bólu mięśni. Kluczowym momentem w tej chorobie jest mniej więcej piąta, szósta, siódma doba, kiedy powinniśmy już zdrowieć. Jeśli dalej mamy nasilone objawy choroby, powinniśmy być bardzo czujni, ponieważ to może być ten moment, kiedy dochodzi do uszkodzenia płuc.. COVID-19 to nie jest tak naprawdę choroba układu oddechowego, jest to wirus, atakujący układ odpornościowy i układ naczyniowy. Najgroźniejszym powikłaniem COVID-19 jest wykrzepianie krwi w małych naczyniach płuc, serca, nerek czy mózgu. To powoduje bardzo konkretne objawy uszkodzenia tych narządów. Zaburzenia świadomości i koncentracji, problemy z pamięcią, bóle głowy, kołatania serca oraz duszność - to są te objawy, przy których powinniśmy niezwłocznie wezwać zespół ratownictwa medycznego.

"Na co zwracać szczególną uwagę jak już się zachoruje?"

"O co chodzi z fałszywymi filmami o pandemii?"

CZYTAJ WIĘCEJ: "Gdzie są ci ludzie?", "nie ma karetek", "tu nie ma chorych" - kolejne filmy ze szpitali. Dyrektorzy tłumaczą

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: To nagranie było bardzo popularne nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach europejskich. Wielu internautów na całym świecie zastanawiało się, co może ono przedstawiać. Widzimy na nim coś, co przypomina i szpital, i plan zdjęciowy, dlatego też wielu internautów sugerowało, że to nagranie jest dowodem na to, że produkuje się fałszywe filmy o pandemii. Na nagraniu słychać rozmowy po hebrajsku oraz widać napisy w tym języku, a pomieszczenie przypomina nie tylko szpitalną salę, ale również podziemny garaż. Francuscy i holenderscy dziennikarze, zajmujący się fact-checkingiem poszli za tymi wskazówkami i skontaktowali się z kilkoma szpitalami w Izraelu. Udało im się zlokalizować placówkę, w której wykonano nagranie. Znajduje się ona w dystrykcie centralnym w Izraelu, a samo wideo powstało 3 lub 4 marca, kilka tygodni po uruchomieniu nowego kompleksu na terenie szpitala. Szpital przygotował profesjonalny film, by pokazać, jak można przekształcić parking w placówkę ratownictwa medycznego.

"O co chodzi z fałszywymi filmami o pandemii?"TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 3 kwietnia:

"Czy można podać dwie dawki szczepionek dwóch innych firm?"

Dr Paweł Grzesiowski: Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, dlatego że nie ma żadnych badań klinicznych, które by potwierdzały skuteczność i bezpieczeństwo takiego mieszanego schematu szczepień. Takie sytuacje nie powinny się zatem zdarzać planowo. Jeżeli ktoś przychodzi na szczepienie drugą dawką, powinniśmy zawsze upewnić się, jaką szczepioną był szczepiony za pierwszym razem, i przyjąć tę samą szczepionkę. Natomiast jeżeli podano inną szczepionkę niż za pierwszym razem, to przy drugim podaniu nie wymaga to szczepienia od nowa, czyli podawania kolejnej, trzeciej dawki szczepionki. Natomiast warto w takich sytuacjach w okresie od sześciu do ośmiu tygodni po podaniu tej drugiej dawki zbadać poziom przeciwciał. To będzie wtedy ostateczne potwierdzenie, czy ten schemat mieszany zadziałał. 

"Czy można podać dwie dawki szczepionek dwóch innych firm?" Odpowiada dr GrzesiowskiTVN24

"Jeśli po zaszczepieniu mamy gorączkę i ból głowy, to absolutnie nie wolno nam brać leków na bazie paracetamolu i ibuprofenu"

Dr Paweł Grzesiowski: To kompletny fake news, to jest całkowicie nieprawdziwa informacja. Zarówno paracetamol, jak i leki oparte na innych lekach przeciwzapalnych typu ibuprofen czy inne leki bez recepty, mogą być stosowane. Wręcz są zalecane w sytuacji, kiedy po szczepieniu mamy objawy typu gorączka, bóle mięśniowe, bóle głowy czy ogólne rozbicie.

"Jeśli po zaszczepieniu mamy gorączkę i ból głowy, to nie wolno nam brać leków na bazie paracetamolu i ibuprofenu"? Odpowiada dr GrzesiowskiTVN24

"Czy szczepionka jest bezpieczna, jeśli bierzemy środki antykoncepcyjne? Według badań antykoncepcja hormonalna zwiększa ryzyko powstania zakrzepów"

Dr Paweł Grzesiowski: Przyjmowanie doustnych leków antykoncepcyjnych jest czynnikiem ryzyka choroby zatorowo-zakrzepowej. Natomiast szczepionki nie są w tej chwili powiązane z takim ryzykiem w istotny sposób. W związku z tym, koincydencja przyjmowania, czyli wspólne występowanie tych dwóch substancji w naszym organizmie, nie powinna doprowadzić do jakichś działań niepożądanych.

"Czy szczepionka jest bezpieczna, jeśli bierzemy środki antykoncepcyjne?" Odpowiada dr GrzesiowskiTVN24

"Podobno na fiolkach ze szczepionką jest data produkcji: 2008 rok. Czy to prawda?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: W ostatnim czasie internauci często udostępniają w mediach społecznościowych grafikę, która ma być dowodem, że jedna ze szczepionek - szczepionka wyprodukowana przez firmę AstraZeneca - została już wyprodukowana w 2008 roku. Na podstawie tej grafiki część internautów stwierdziła, że pandemia została zaplanowana. Jak sprawdziliśmy, na grafice, która przedstawia kadr z programu niemieckiej telewizji ARD, pokazano zdjęcie fiolek faktycznie szczepionki AstraZeneca. Na fiolkach widoczne są trzy numeryczne oznaczenia. Jedno z nich zakończone jest cyframi 2008. To zakreślono na grafice czerwonym kółkiem. Internauci uważają, że jest to data i oznacza rok 2008.

Jak sprawdziła redakcja Konkret24, na fiolkach tej szczepionki nie ma daty produkcji. Jest za to data ważności preparatu. O tym, że taka informacja o dacie ważności powinna się znaleźć na fiolce, mówi nam charakterystyka produktu leczniczego (…). Co oznacza więc ten ciąg cyfr zakończony cyframi 2008? Firma AstraZecena wyjaśniła to słowackim fact-checkerom, którzy także przyjrzeli się grafice. Okazuje się, że jest to kod komponentu i jest używany do wewnętrznych celów produkcyjnych. Nie wskazuje na datę produkcji lub datę ważności. Producent wyjaśnia, że zakończenie, cztery ostatnie cyfry 2008, są w tym przypadku po prostu czystym przypadkiem. Na fiolce, która jest widoczna na tej popularnej grafice, widać datę ważności - jest to maj 2021 roku. 

CZYTAJ NA KONKRET24: "Następny dowód, że wszystko zaplanowali"? Nie, szczepionka na COVID-19 nie powstała w 2008 roku

"Podobno na fiolkach ze szczepionką jest data produkcji: 2008 rok. Czy to prawda?" Odpowiada Sieczkowska z Konkret 24TVN24

"Po co nosić maseczki, skoro amerykańska CDC twierdzi, że nie mają one wpływu na liczbę zakażeń?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret24: CDC, czyli amerykańskie Centra Kontroli i Zapobiegania Chorób, to bardzo ważna organizacja, której rekomendacje, analizy są obecnie kluczowe dla strategii walki z pandemią w Stanach Zjednoczonych i na świecie. Tutaj dezinformacją jest to, że raport CDC ma stwierdzać, że maseczki nie wpływają na zmniejszenie liczby zakażeń. Jak sprawdził Konkret24 i inne redakcje fact-checkingowe, jest to nieprawdziwa informacja. Jej źródłem była amerykańska stacja telewizyjna One America News Network. (...) W przeszłości na antenie tego kanału pojawiała się rosyjska dezinformacja. Kanał na YouTube należący do One America News Network został jesienią ubiegłego roku tymczasowo zawieszony, ponieważ promował nieprawdziwe informacje na temat rzekomego leku na COVID-19.

Oryginalny artykuł na temat noszenia maseczek już nie jest dostępny, ale informacja poszła świat i trafiła między innymi do Polski. Sprawdziliśmy, co mówi o maseczkach raport CDC, który został opublikowany na początku marca tego roku - bo do tego raportu odnosi się ten fake news. Naukowcy zadali sobie tam pytanie, czy istnieje zależność między nakazami noszenia maseczek i zezwoleniem na spożywanie posiłków na miejscu w restauracjach, a wzrostem liczby przypadków i zgonów spowodowanych COVID-19. Ich raport wykazał, że nakaz noszenia maseczek wiązał się ze spadkiem zakażeń koronawirusem już po 20 dniach od wprowadzenia takiego zakazu. Jednak gdy ograniczenia dotyczące spożywania posiłków na miejscu w restauracjach zostały poluzowane, w analizowanych miejscach agencja widziała, że w okresie od 40 do 100 dni od takiego poluzowania rośnie dzienna liczba przypadków i zgonów spowodowanych COVID-19. Można powiedzieć, że CDC stwierdza, że nakaz noszenia maseczek i ograniczanie spożywania posiłków w restauracjach działa i pomaga w ograniczeniu przenoszenia koronawirusa. Te ograniczenia powinny być, według zaleceń CDC, połączone z innymi działaniami, czyli: trzymaniem dystansu społecznego, higieną rąk, dobrą wentylacją pomieszczeń, a także rezygnacją z niepotrzebnych podróży.

"Po co nosić maseczki?" Odpowiada Sieczkowska z Konkret24TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 27 marca:

"Czy otyłość ma wpływ na przebieg choroby COVID-19?"

Dr Paweł Grzesiowski: Otyłość jest bardzo ważnym czynnikiem ryzyka powikłań tej choroby. Otyłość jest uznawana za chorobę układu odporności. To nie jest tylko nadmiar tkanki tłuszczowej. Wiemy że tkanka tłuszczowa produkuje substancje, które obniżają odporność, które nasilają stan zapalny w naszym organizmie i niestety to wykorzystuje wirus. Bezwzględnie osoby, które mają tak zwany wskaźnik BMI powyżej 30 są obarczone wyższym ryzykiem powikłań i zgonu z powodu COVID-19. Te osoby też trudniej się leczy, ponieważ znaczna otyłość powoduje utrudnione ruchy przepony, powoduje utrudnienie układania tych pacjentów na brzuchu, co jak wiemy poprawia efekty leczenia.

konkret 1TVN24

"Co z alergikami i osobami chorymi na astmę? Czy one mogą się szczepić?"

Dr Paweł Grzesiowski: Alergia i astma nie stanowią przeciwskazania do szczepienia przeciw COVID-19. Wyjątek stanowiłaby alergia na którykolwiek ze składników szczepionki. Jest to jednak zjawisko bardzo rzadkie, ponieważ szczepionki, które w tej chwili mamy dostępne są bardzo ubogie w składniki, więc nie odnotowuje się właściwie uczulenia na konkretny składnik szczepionki. Bywają sytuacje, gdzie po pierwszej dawce ktoś ulega anafilaksji, czyli nagłej, bardzo ciężkiej reakcji uczuleniowej. Dla takich osób podanie drugiej dawki jest przeciwskazane. Wszystkie inne postacie alergii - wziewna, pokarmowa, czy skórna - nie stanowią przeciwskazania do szczepienia przeciw COVID-19, podobnie jak astma. Jedyną sytuacją, kiedy astmatyk nie powinien zgłaszać się na szczepienie jest zaostrzenie astmy. Nie powinniśmy szczepić takich osób, które są w danym momencie w ciężkim stanie, kiedy przyjmują duże dawki leków, w takim przypadku należałoby szczepienie przesunąć.

"Co z alergikami i osobami chorymi na astmę? Czy one mogą się szczepić?"TVN24

"Dlaczego dzieci przechodzą COVID-19 łagodniej niż dorośli?"

Dr Paweł Grzesiowski: Dzieci stanowią nierozwiązaną zagadkę, ponieważ do końca nie wiemy, dlaczego chorują lżej. Początkowo wydawało się, że dzieci chorują rzadziej. Okazało się jednak, że ta choroba również dotyczy tej grupy wiekowej. Faktem jest, że poniżej 10. roku życia większość dzieci przechodzi COVID-19 łagodnie - bezobjawowo albo skąpoobjawowo. Dlaczego tak się dzieje na sto procent w tej chwili nie możemy odpowiedzieć. Są trzy hipotezy, które to tłumaczą. Po pierwsze dzieci mają mniej dojrzały układ odporności, więc mniej reagują na wirusa i nie są podatne na ten ciężki stan zapalny i zakrzepicę, którą ten wirus wywołuje. Po drugie dzieci często chorują i mają ten układ odpornościowy nieswoisty pobudzony, co może powodować, że dużo łatwiej jest im pokonać koronawirusa we wstępnej fazie. Trzecia koncepcja jest taka, że wśród dzieci często krążą inne koronawirusy, tak zwane przeziębieniowe. Być może istnieje krzyżowa odporność między tymi koronawirusami, a tym, który wywołuje COVID-19. Dziś nie umiem odpowiedzieć na to pytanie ze stuprocentową pewnością, ale któraś z tych hipotez zapewne zostanie potwierdzona i wytłumaczy, dlaczego dzieci chorują na COVID-19 łagodniej niż dorośli.

"Kto twierdzi, że szczepionki są niepotrzebne? I czy warto w to wierzyć?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret 24: Od trzech miesięcy w internecie rozpowszechniany jest tekst informujący o tym, że były szef firmy Pfizer twierdzi, iż szczepionka na COVID-19 nie jest potrzebna. Jednak ani nie jest to były szef Pfizera, ani jego twierdzenia nie są aktualne. Osobą przedstawianą jako rzekomy szef koncernu jest Michael Yeadon. On nigdy nie był szefem Pfizera. Był za to jednym z wicedyrektorów jednego działów tej firmy. Drugą kwestią jest to, kiedy Yeadon wygłosił opinię, że szczepienia na COVID-19 są niepotrzebne. Był to październik zeszłego roku. Wtedy naukowiec argumentował, że najbardziej dotkliwy etap pandemii już się zakończył. W kolejnych tygodniach okazało się, że nie miał racji. Jednak faktu, że od czasu, gdy Yeadon opublikował swój tekst sytuacja pandemiczna się zmieniła w zmanipulowanych przekazach się nie podaje. Obecnie jedyną nadzieją na to, by opanować pandemię są właśnie szczepienia.

CZYTAJ WIĘCEJ NA KONKRET 24: Były szef Pfizera twierdzi, że szczepionki na COVID-19 są niepotrzebne? Manipulacja na dwóch poziomach

"Kto twierdzi, że szczepionki są niepotrzebne? I czy warto w to wierzyć?"TVN24

"Dym z maski to sposób, by wyjaśnić, czy maseczki nas chronią?"

Gabriela Sieczkowska, Konkret 24: Kłęby dymu wydobywające się spod maseczki na twarzy - pokazujący to film na YouTube i nagrania udostępniane w mediach społecznościowych mają rzekomo udowadniać, że maski nie chronią przed rozprzestrzenianiem się wirusa. Ten eksperyment, czy też pokaz powtarzało wielu internautów. Takie nagrania krążą od jesieni zeszłego roku również w polskich mediach społecznościowych. Jak tłumaczą eksperci, pokaz ten wprowadzał w błąd, ponieważ nie można stawiać znaku równości między sposobem rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2, który rozprzestrzenia się w aerozolach, w małych cząsteczkach, które wydychamy, a ruchem cząstek gazowych, które również wydostają się z naszych ust. W ocenie ekspertów ten film z wydychanym dymem przez maseczki nie oddaje sposobu, w jaki maska chroni nas przed zakażeniem koronawirusem i jaką zapewnia ochronę nie tylko noszącemu, ale i osobom w jego otoczeniu.

CZYTAJ WIĘCEJ NA KONKRET 24: Maska i dym. To nie jest dowód, że maseczki nie chronią przed COVID-19

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 20 marca:

"W maseczkach są ciężkie metale, mikroplastik i rakotwórczy formaldehyd. Ten 'ultrazdrowy koktajl' dostaje się do krwioobiegu"

Dr Paweł Grzesiowski: To niestety bardzo szkodliwy konglomerat nieprawdziwych informacji. Maseczki muszą przejść określone procedury jako wyroby przeznaczone dla człowieka. Zawartość takich związków chemicznych jest niedopuszczalna. Gdyby rzeczywiście w maseczkach były takie składniki, nie powinny one być dopuszczone do użycia. Inna sprawa, jakimi drogami miałyby te chemikalia przejść do krwi? To już jest zupełnie szalony pomysł. Bo my maseczką w żaden sposób nie ingerujemy w układ krążenia. Maseczka jest po to, aby wychwytywać zanieczyszczenia z powietrza wydychanego i wdychanego. Zatrzymuje zanieczyszczenia, ale nie ma nic wspólnego z ich poznikaniem do krwi.

"Maseczki muszą przejść określone procedury jako wyroby przeznaczone dla człowieka"TVN24

"Test na przeciwciała informuje nas, czy mamy koronawirusa"

Dr Paweł Grzesiowski: To jest tylko częściowa prawda. Liczyliśmy na to, że diagnostyka serologiczna, czyli właśnie pobieranie krwi i analizowanie, czy mamy przeciwciała, mogłoby nam pomóc w ocenie, czy ktoś jest aktywnie chory, czy nie. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana. Testy wykrywające wczesne przeciwciała są bardzo często słabo swoiste, czyli nie są do końca miarodajne. Na dzień dzisiejszy niestety testy z krwi nie pozwalają na ocenę aktywnej infekcji. Pozwalają za to na potwierdzenie, czy ktoś przechorował COVID-19 i czy jest ozdrowieńcem, który uzyskał odporność poinfekcyjną. Również te testy mogą nam powiedzieć, czy ktoś odpowiedział na szczepionkę. Ale wtedy musimy używać już bardzo konkretnych dedykowanych testów serologicznych właśnie do tego celu.

"Podczas testowania na COVID-19 wirus opryszczki też daje pozytywny wynik"

Dr Paweł Grzesiowski: Nie potwierdzam tego zarzutu. Oczywiście zawsze jest możliwość, że jakiś aktywny proces zapalny będzie krzyżowo reagował z testami. Znamy takie zjawiska z innych wirusów. W przypadku jednak koronawirusa jego struktura jest tak odległa od struktury wirusa opryszczki, że krzyżowa reakcja jest bardzo mało prawdopodobna.

"Szczepionka przeciw COVID-19 powoduje krzepliwość krwi i zgony na całym świecie"

Dr Paweł Grzesiowski: Na dzień dzisiejszy nie posiadamy absolutnie żadnych informacji mówiących o szkodliwości szczepionek przeciw COVID-19. Zgłoszono około 35 różnego rodzaju epizodów związanych z krzepliwością krwi, czy to z powstawaniem zatorów, czy też z obniżeniem liczby płytek, powiązanych czasowo z podaniem szczepionek, w szczególności w ostatnim czasie szczepionki AstraZeneki. Te epizody są bardzo rzadkie w porównaniu z liczbą podanych szczepionek. Przypomnijmy, że to jest niecałe 40 odczynów na ponad 15 milionów dawek. To oznacza, że częstość tego zjawiska nie jest większa niż w populacji ogólnej. Wyliczono, że dziennie takich przypadków jest kilka lub kilkanaście bez szczepionek. Jeżeli więc powszechnie szczepimy, może dojść do tak zwanego nałożenia czasowego, czyli koincydencji dwóch zjawisk, które ze sobą nie mają związku przyczynowo-skutkowego. Jesteśmy w toku badań, które mają wyjaśnić ten ewentualny związek, natomiast na dziś absolutnie nie ma przesłanek do tego, aby wstrzymywać szczepienia lub rezygnować ze szczepień tą konkretną szczepionką. Należy jednak pamiętać, że szczepionka AstraZeneki może dawać przy pierwszej dawce odczyny poszczepienne, takie jak gorączka, dreszcze, czy ogólne złe samopoczucie.

Czy szczepionka przeciw COVID-19 powoduje krzepliwość krwi i zgony na całym świecie? Dr Grzesiowski odpowiadaTVN24

"Po zaszczepieniu nie musimy nosić maseczek, bo nie zarażamy"

Gabriela Sieczkowska z Konkret 24: Eksperci zwracają uwagę, że u osób zaszczepionych na SARS-CoV-2 wirus ten może namnażać się w górnych drogach oddechowych. Przez to nawet osoby zaszczepione mogą być roznosicielami wirusa. Ryzyko zakażenia przez te osoby jest co prawda bardzo niskie, ale nadal istnieje, co potwierdzają badania. Szczepienie przeciw COVID-19 w dużym stopniu chroni nas przed zakażeniem, ale może nie do końca chronić nas przed transmisją wirusa. Dlatego zaszczepieni powinni dalej nosić maski, żeby nie narażać siebie i innych niezaszczepionych osób z grup ryzyka.

CZYTAJ WIĘCEJ NA KORONAWIRUS KONRET >>>

"Maski materiałowe chronią jak każde inne"

Gabriela Sieczkowska z Konkret 24: Nie jest tak. Ochrona, którą dają maseczki materiałowe jest bardzo ograniczona. Materiał, z którego jest zazwyczaj wykonana taka maseczka, czyli na przykład bawełna, nie zatrzymuje skutecznie zanieczyszczeń. Chroni jedynie przed dużymi kroplami aerozoli zawieszonych w powietrzu. Jeżeli mamy maseczkę materiałową trójwarstwową, gdzie ta środkowa warstwa jest wykonana z syntetycznej oddychającej włókniny, ona pełni wówczas rolę dodatkowego filtra, więc ta ochrona jest nieco wyższa. Zaletą maseczek materiałowych jest to, że są wielorazowe, można je samemu uszyć, są także łatwo dostępne w sprzedaży. Jeżeli jednak mamy wybór, to lepszą i pewniejszą ochronę zapewnią nam bardziej profesjonalne maski, wykorzystywane w medycynie, na przykład maski chirurgiczne.

Czy po zaszczepieniu przeciw COVID-19 musimy dalej nosić maseczki?TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 6 marca:

"Domowe badanie pulsoksymetrem jest niebezpieczne, bo wprowadza nas w błąd i trafimy pod respirator"

Dr Paweł Grzesiowski: To absolutna bzdura i to szkodliwa. Pulsoksymetr to urządzenie, które pozwala nam zorientować się, jaki jest procent utlenowania krwi i to oznacza, jaki jest stan naszych płuc i układu krążenia. Jeżeli odczyty z pulsoksymetru są nieprawidłowe, powinniśmy natychmiast wzywać zespół ratownictwa medycznego. Pulsoksymetr to urządzenie, które przyspiesza decyzję o przyjęciu do szpitala i może zapobiec wręcz intubacji, bo jeżeli wcześnie rozpoczniemy leczenie, możemy zapobiec powikłaniom COVID-u.

Czy domowe badanie pulsoksymetrem jest niebezpieczne? TVN24

"Maseczki typu FFP3 i N99 nic nie dają, bo nie mają zaworu"

Dr Paweł Grzesiowski: To znów kompletna bzdura. Zawór jest uzupełnieniem maseczki, które ma ułatwić nam wydychanie. Jest skonstruowany po to, żeby mniej dwutlenku węgla gromadziło się wewnątrz maski. Taka maseczka jest przewidziana dla osób, które nie mają w swoim otoczeniu kogoś, kto jest podatny na zakażenie i same są zdrowe. Taka maseczka ma jedną zasadniczą wadę - nie filtruje powietrza. Czyli ktoś, kto jest obok nas, nie jest chroniony, mimo że mamy maseczkę na twarzy. Ona chroni osobę, która ją nosi, ale nie chroni otoczenia. Takich maseczek zwykle używamy w laboratoriach lub w salach operacyjnych. To nie są maseczki do użycia powszechnego, chyba że jesteśmy w środowisku osób zaszczepionych albo ozdrowieńców.

Maseczki typu FFP3 i N99 nic nie dają, bo nie mają zaworu? Dr Grzesiowski odpowiada TVN24

"Przerwa między dawkami szczepionki mRNA nie może być dłuższa niż 14 dni. Inaczej szczepienie nie ma sensu"

Dr Paweł Grzesiowski: Kolejna zupełnie nieprawdziwa i szkodliwa informacja. Nawet w najbardziej skróconym cyklu szczepień uważa się, że szczepionka nie powinna zostać podana po krótszym odstępie niż po 21 dniach. Natomiast najnowsze badania dowodzą, że jeżeli ten odstęp wydłużymy do czterech czy pięciu tygodni, nie będzie to miało szkodliwego wpływu na skutki szczepienia, a wręcz przeciwnie. Ta szczepionka działa w ten sposób, że nasze komórki przenoszą informację o białku wirusa i one długo żyją, nawet do miesiąca. Tak więc podawanie tej szczepionki dużo wcześniej, na przykład po dwóch tygodniach, byłoby błędem, byłoby szkodliwe.

Przerwa między dawkami szczepionki mRNA nie może być dłuższa niż 14 dni? Dr Grzesiowski: to nieprawdziwa i szkodliwa informacjaTVN24

"Jest nowa amerykańska rekomendacja wydłużenia odstępu między szczepieniami"

Gabriela Sieczkowska z Konkret 24: W Polsce od 6 marca zgodnie z rekomendacją ministra zdrowia odstęp między pierwszą i drugą dawką szczepienia został wydłużony do około 42 dni. Po wprowadzeniu tych zaleceń minister zdrowia Adam Niedzielski wskazał, że amerykańska agencja Centrum Kontroli i Prewencji Chorób - według niego trzy dni wcześniej - również dopuściła możliwość szczepienia szczepionkami mRNA w odstępie właśnie 42 dni. To są aktualne zalecenia, ale jak słusznie zauważył lekarz i specjalista w dziedzinie reumatologii Bartosz Fiałek w facebookowym wpisie, zalecenia te nie pojawiły się wcale trzy dni wcześniej. Jak ustaliła redakcja Konkret 24, pojawiły się one na stronie CDC już pod koniec stycznia.

CZYTAJ WIĘCEJ: Dłuższy czas między podaniem obu dawek szczepionki: kiedy zarekomendowała to amerykańska agencja?

"Ministerstwo Zdrowia zakazało aptekom sprzedaży testów na COVID-19"

Gabriela Sieczkowska: Zapytaliśmy o to resort. Jak przekazano nam w odpowiedzi, Ministerstwo Zdrowia nie wydawało takich zakazów. Zakaz sprzedaży profesjonalnych testów na COVID-19 osobom bez przygotowania medycznego wynika z ustawy o wyrobach medycznych, ponieważ taki profesjonalny test jest zaliczany do wyrobów medycznych. Zakaz ten nie dotyczy certyfikowanych testów do samokontroli, które mogą być sprzedawane nieprofesjonalnym użytkownikom. Takie testy do samokontroli będzie można w ciągu najbliższych kilku dni zobaczyć na sklepowych półkach jednego z popularnych dyskontów w Polsce.

CZYTAJ WIĘCEJ: Ministerstwo Zdrowia zakazało aptekom sprzedaży testów na COVID-19? Sprawdziliśmy

Gabriela Sieczkowska: testy na COVID-19 do samokontroli mogą być sprzedawane nieprofesjonalnym użytkownikomTVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 6 marca:

"Co chwilę pojawia się jakaś nowa szczepionka. Każda robiona inną metodą. To niemożliwe, żeby działały"

Dr Paweł Grzesiowski: Im dłużej będziemy żyć wirusem, tym szczepionek będzie jeszcze więcej. W tej chwili około 20 szczepionek oczekuje na zakończenie badań trzeciej fazy. Mamy w tej chwili 12 szczepionek używanych na świecie, z czego trzy w Europie, cztery w Chinach, dwie w Indiach, dwie w Rosji, także tych szczepionek będzie coraz więcej. Główne technologie, którymi się posługujemy to technologie mRNA lub szczepionki wektorowe, ale pojawiają się także szczepionki białkowe, czyli zawierające jeden składnik białko S, albo tak, jak chińskie, szczepionki pełno komórkowe. To nie jest zaskoczenie, że różni producenci, różni naukowcy, pracują nad różnymi technologiami szczepionek. To raczej korzyść, a nie problem.

Dr Grzesiowski: Im dłużej będziemy żyć wirusem, tym szczepionek będzie jeszcze więcej. To raczej korzyść, a nie problemTVN24

"Skoro większość nauczycieli w Polsce jest zaszczepiona, to dzieci są już bezpieczne"

Dr Paweł Grzesiowski: Niestety, to jest myślenie życzeniowe. Nie mamy większości nauczycieli zaszczepionych. Dopiero część nauczycieli dostała pierwszą dawkę. Rzeczywiście im więcej będzie zaszczepionych osób dorosłych, którzy pracują z dziećmi i młodzieżą, tym będzie w szkołach bezpieczniej. Musimy pamiętać, że dziecko również może być zakażone, przynieść wirusa do szkoły i zakazić swoich kolegów i koleżanki, czyli oprócz szczepień wśród nauczycieli potrzebujemy jeszcze bardzo sprawnie działającego systemu zapobiegania transmisji wirusa w szkołach, a czystości, wietrzenia, wentylacji, organizacji zajęć tak, żeby nie było tłoku, żeby nie było mieszania się dzieci z różnych klas - to jest cały skomplikowany system, nad którym warto się pochylić, zanim szkoły zostaną otwarte.

"Noszenie maski to zwrotna podaż dwutlenku węgla. Powoduje kwasicę i zmienia pH organizmu"

Dr Paweł Grzesiowski: To fake news. Oczywiście można sobie wyobrazić ekstremalną sytuację, gdy ktoś używa przez całą dobę wadliwej konstrukcji maski. Wtedy można sobie wyobrazić, że taka wadliwa maska blokuje wydech, czyli zatrzymuje dwutlenek węgla. Natomiast prawidłowo noszona maska, kiedy używamy jej zgodnie z instrukcją producenta, nie powoduje podwyższenia dwutlenku węgla we krwi ani w naszym organizmie. Stwierdzono to i zbadano to ponad wszelką wątpliwość. Wiemy, że przecież są zawody, które permanentnie pracują w maskach, chociażby chirurg na sali operacyjnej przez kilka godzin pracuje w maseczce. Gdyby był jakiś problem z dostarczaniem tlenu, czy zatruciem dwutlenkiem węgla, to po prostu mielibyśmy omdlenia na salach operacyjnych, a przecież tego nie ma. To jest fake news, nie należy w to absolutnie wierzyć. Proszę pamiętajcie, maska chroni przed zakażeniem, a więc przed śmiercią.

Dr Grzesiowski: prawidłowo noszona maska nie powoduje podwyższenia dwutlenku węgla we krwi TVN24

"Litwa znosi nakaz chodzenia w masce"

Gabriela Sieczkowska: Ta informacja wywołała krytykę wielu internautów, szczególnie pod adresem polskiego rządu, ponieważ Polska zdecydowała się na to, żeby maseczki były obowiązkowym elementem naszego życia. Już nie można nosić przyłbic ani zasłaniać ust i nosa fragmentami odzieży. Chodzi tutaj o popularną grafikę, która była szeroko komentowana na Facebooku. Na niej czytamy, że Litwa znosi nakaz chodzenia w masce. Grafice towarzyszy wpis, który precyzuje, że Litwa znosi nakaz chodzenia w masce na zewnątrz. Jednak ciągle brakuje tutaj bardzo ważnej informacji. Od 25 lutego na Litwie można poruszać się na zewnątrz bez maski, ale pod warunkiem, że w promieniu dwóch metrów nie ma innych osób. Wyjątkiem jest tutaj najbliższa rodzina, czyli dzieci i małżonkowie. W miejscach na zewnątrz, gdzie takiego dystansu nie da się utrzymać, ciągle należy nosić maski. Maski należy też ciągle nosić w pomieszczeniach. Wpis także odnosi się do najnowszych polskich przepisów dotyczących noszenia masek. Twierdzi, że w Polsce obowiązuje nakaz noszenia wyłącznie masek chirurgicznych, co nie jest prawdą. W Polsce obowiązuje rozporządzenie Rady Ministrów, które wprowadza na terenie całej Polski obowiązek zasłaniania ust i nosa wyłącznie maseczką, jednak nie precyzuje jakiego rodzaju jest to maseczka.

Litwa znosi zakaz chodzenia w masce? To nie do końca prawda. Wyjaśnia Gabriela Sieczkowska z Konkret24 TVN24

"Wirus SARS-CoV-2 może być bronią biologiczną"

Gabriela Sieczkowska: Ta pani nazywa się doktor Lee Merrit, jest to chirurg ortopedyczny z Nebraski. Jest też właścicielką kliniki, która zajmuje się między innymi usuwaniem tatuaży. Nie jest specjalistką od wirusologii, ale mimo to przekonuje w tym wywiadzie - nie podając żadnych dowodów na swoje twierdzenie - że wirus SARS-CoV-2 może być bronią biologiczną. Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia uznają, że najbardziej prawdopodobnym jest, że wirus przeszedł na ludzi z rezerwuary naturalnego poprzez zwierzęcego nosiciela pośredniego.

Amerykańska doktor uważa, że "wirus SARS-CoV-2 może być bronią biologiczną". Gabriela Sieczkowska wyjaśniaTVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 27 lutego:

"Maseczkę chirurgiczną można wyprać i ponownie nosić"

Dr Paweł Grzesiowski: Maseczek chirurgicznych, jeżeli mówimy o maseczkach jednorazowego użycia z troczkami, wykonanych ze specjalistycznego materiału filtrującego, możemy używać tylko od dwóch do czterech godzin bez przerwy, a następnie należy je wyrzucić. Maseczki tego typu nie nadają się do powtórnego użycia z prostej przyczyny: są wykonane z takiego tworzywa, które podczas prania czy innej formy odzysku ulegają uszkodzeniu, a wiec przestają filtrować. Maseczka nie będzie więc spełniać swojego zadania, czyli nie będzie chronić przed wirusem. Dlatego nie wolno utylizować, czyli powtórnie używać maseczek, które zostały oznakowane jako jednorazowego użytku..

"Maseczki chirurgiczne możemy używać tylko od dwóch do czterech godzin bez przerwy, następnie trzeba je wyrzucić" TVN24

"Maseczki FFP2 i FFP3 nie przepuszczają wystarczającej ilości tlenu i powodują niedotlenienie organizmu"

Dr Paweł Grzesiowski: Maseczki filtrujące są w trakcie procesu produkcji testowane pod kątem przepuszczalności powietrza. Byłoby zupełnie niedorzeczne, gdybyśmy tworzyli filtry, które duszą ludzi. Oczywiście, kiedy zakładamy taką maseczkę, ona przylega do twarzy i daje nam wrażenie, że jest nam trudniej oddychać. Ale takie odczucie ma charakter psychologiczny. Cokolwiek dotyka naszej twarzy i w jakimś sensie krępuje ruchy mięśni twarzy, daje nam wrażenie dyskomfortu. Ten dyskomfort nie ma nic wspólnego z niedotlenieniem.

"Złe samopoczucie po przyjęciu szczepionki oznacza, że organizm nie wytworzył przeciwciał"

Dr Paweł Grzesiowski: Nie ma to absolutnie związku. Można wręcz powiedzieć, że odwrotnie. Wiele osób, które mają silne objawy poszczepienne - ból i zaczerwienienie w miejscu wkłucia, obrzęk, gorączka, złe samopoczucie czy dreszcze - te wszystkie objawy świadczą o tym, że nasz układ odpornościowy rozpoznał wroga i się przeciwko niemu zaktywizował. Jedynym wiarygodnym dowodem na to, czy ktoś odpowiedział na szczepienie, jest badanie poziomu przeciwciał we krwi.

"Jedynym dowodem na to, czy ktoś odpowiedział na szczepienie jest badanie poziomu przeciwciał we krwi"TVN24

"Według 'The Lancet' noszenie maseczek nie chroni przed COVID-19"

Gabriela Sieczkowska: Nie jest to prawdziwa teza. Taka informacja pojawiła się na jednej ze stron internetowych. Jako dowód podano cytat z artykułu, który rzeczywiście pojawił się w tym prestiżowym naukowym czasopiśmie. Tekst ten ukazał się 19 stycznia. Jednak z jego wniosków wcale nie wynika, że noszenie maseczek nie chroni przed COVID-19. Wręcz przeciwnie. Autorzy ustalili, że wzrost o 10 procent liczby osób, które w danej społeczności noszą maseczki, wiązał się z ponadtrzykrotnym wzrostem szans na opanowanie transmisji COVID-19.

Czy według "The Lancet" noszenie maseczek nie chroni przed COVID-19?TVN24

"Koronawirus został sztucznie stworzony w Chinach - twierdzi japoński noblista"

Gabriela Sieczkowska: Ten cytat nie jest prawdziwy. Japoński noblista w dziedzinie fizjologii i medycyny, profesor immunolog Tasuku Honjo - bo o nim mowa - nigdy nie powiedział, że SARS-CoV-2 jest nienaturalny, że "Chiny go zrobiły" - to cytat dosłowny z tego krążącego w sieci postu. Przypisywane laureatowi Nobla słowa nawiązują do krążącej wiosną zeszłego roku popularnej teorii spiskowej, która przekonuje, że koronawirus powstał w laboratorium jako broń biologiczna. Sam noblista w oświadczeniu wyraził ubolewanie, że jego nazwisko i uniwersytet, w którym pracuje, zostały wykorzystane do siania dezinformacji.

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 20 lutego:

"Niektóre kraje zaostrzają przepisy dotyczące maseczek, czyli te zwykłe straciły przydatność? A może nigdy nic nie dawały"

Dr Paweł Grzesiowski: Rzeczywiście w tej informacji jest sporo prawdy. Mamy nową sytuację epidemiczną. Pojawiły się nowe warianty wirusa, które są bardziej zakaźne, niż te pierwotne, a to oznacza, że mniej cząstek wirusa potrzeba w powietrzu, żeby nas zarazić. Dlatego musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki. Dlatego w tej chwili należałoby zrezygnować z szalików, przyłbic, czy maseczek z jednej warstwy bawełny, ponieważ to nas może nie uchronić przed zakażeniem. W tej chwili rzeczywiście w niektórych krajach wprowadzane są regulacje, tak jak też jest spodziewane w Polsce, że przynajmniej w pomieszczeniach zamkniętych będzie wymóg noszenia maseczek profesjonalnych, maska chirurgiczna, czy maska typu FFP2, która wychwytuje 95 procent cząstek zakaźnych z powietrza.

Dr Grzesiowski: musimy zwiększyć ochronę nosa, ust i oczu poprzez profesjonalne maseczki TVN24

"Koronawirus to zwykłe zapalenie płuc, a umiera się na inne poważne choroby współistniejące"

Dr Paweł Grzesiowski: Ta wiadomość jest całkowicie fałszywa. Koronawirus wywołuje zupełnie inne schorzenie niż grypa. Wynika to z tego, że wirus grypy ma swój punkt uchwytu w oskrzelach, w płucach. Natomiast koronawirus ma punkt uchwytu przez białko AC2 właściwie w całym naszym organizmie. To, co widzimy przy COVID-19, to jest ogromne pobudzenie układu naczyniowego. Mamy zapalenie naczyń w płucach, w sercu, w nerkach. Mamy również aktywację układu krzepnięcia, co powoduje powstawanie mikrozakrzepów i one powodują często nieodwracalne zniszczenie płuc, uszkodzenie mózgu czy uszkodzenie serca. Na pewno nie możemy dzisiaj już powiedzieć, że grypa i COVID-19 to są bardzo podobne choroby. Takich powikłań po grypie absolutnie nie obserwujemy.

Dr Grzesiowski: koronawirus wywołuje zupełnie inne schorzenie, niż grypaTVN24

"Producent szczepionki nie bierze za nią odpowiedzialności. To dowód, że szczepienie jest niebezpieczne"

Dr Paweł Grzesiowski: Ten fake news towarzyszy szczepionkom chyba od momentu, kiedy w ogóle zaczęliśmy mówić o szczepieniach przeciwko COVID-19. Były takie rejestracje w Stanach Zjednoczonych, tak zwane rejestracje pandemiczne, które były z założenia rejestracjami niepełnymi. Natomiast w Europie wszystkie dopuszczone szczepionki mają pełną rejestrację, co oznacza, że firmy ponoszą pełną odpowiedzialność za produkty. Natomiast warunek tej rejestracji był taki, że firmy przez następne dwa lata mają dostarczać regularne wyniki kolejnych badań klinicznych nad tymi szczepionkami. Jest to całkowita nieprawda. Firmy w Europie odpowiadają za produkt, za jego jakość, za jego stan techniczny, farmaceutyczny. Ale trzeba pamiętać, że szczepionka to nie tylko produkt, to jest później kwestia jej podania, magazynowania, przechowywania i za to ponosi odpowiedzialność już na każdym etapie inny człowiek. Absolutnie dementuję, to jest nieprawda. Firmy ponoszą pełną odpowiedzialność za jakość produktów.

Dr Grzesiowski: w Europie wszystkie szczepionki mają pełną rejestrację, co oznacza, że firmy ponoszą pełną odpowiedzialność za produkty

"Pojawia się tajemniczy wirus, a po roku mamy już szczepionkę. Nie może być skuteczna"

Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24: Wątpliwości co do skuteczności szczepionki przeciwko COVID-19 z powodu tego jak szybko ona powstała, towarzyszą nam już od kilku miesięcy i są powielane wielokrotnie w mediach społecznościowych. Szybkie tempo prac nad potencjalnymi szczepionkami przeciw COVID-19 wynikało z wyjątkowych okoliczności. Pandemia wywołana przez SARS-CoV-2 stanowiła i nadal stanowi zagrożenie dla zdrowia publicznego na całym świecie. Czekaliśmy i liczyliśmy na szybkie powstanie szczepionki, która ma szanse zahamować pandemię. Dlatego też naukowcom już na samym początku, gdy dowiedzieliśmy się o pandemii i jakie stanowi zagrożenie, udało się zgromadzić wiarygodne dane z badań nad szczepionkami. Co więcej, naukowcy, którzy opracowywali szczepionki otrzymali większe środki finansowe, napotykając przy tym mniej biurokratycznych przeszkód przy pozyskiwaniu środków finansowych niż w przypadku pracy nad innymi szczepionkami. Mogli więc pracować w znacznie szybszym tempie. Naukowcy nie zaczynali od zera, gdy dowiedzieli się o nowym rodzaju koronawirusa w 2020 roku. Wirusy z tej rodziny już dwukrotnie w ciągu ostatnich 20 lat przenosiły się ze zwierząt na ludzi. W 2002 roku był to wirus SARS, w 2012 – wirus MERS. Znaliśmy zatem biologię nowego korowirusa oraz jego słaby punkt, czyli kolec białka. Ten kolec białka wykorzystywany jest w szczepionkach mRNA do wytworzenia odpowiedzi immunologicznej przeciw COVID-19. Skuteczność dopuszczonych szczepionek potwierdzają również liczne badania kliniczne, a także analizy przeprowadzone przez krajowych regulatorów leków. Wiemy, że szczepionka firmy Moderna ma 94 procent skuteczności, analizy szczepionki Pfizera wykazały 95-procentową skuteczność. Najnowsze badania, opublikowane na początku lutego, pokazały, że podanie pierwszej dawki szczepionki AstraZeneca i potem odczekanie 12 tygodni i podanie drugiej dawki, daje ponad 82-procentową skuteczność przeciw zachorowaniu na COVID-19.

Gabriela Sieczkowska z Konkret24 obala mit związany ze szczepionkamiTVN24

"Pfizer zrezygnował ze szczepień w Indiach, bo te zażądały badań bezpieczeństwa. Weryfikowaliście tę informację?"

Gabriela Sieczkowska: Tak, weryfikowaliśmy tę informację i jak się okazuje jest to nieprawdziwa pogłoska i koncern Pfizer nie wycofał się ze starań o dopuszczeniu swojej szczepionki do użytku w Indiach. W rzeczywistości 5 lutego tego roku Pfizer poinformował o wycofaniu wniosku o dopuszczenie do użytku w nagłych wypadkach swojej szczepionki w Indiach. Firma jednocześnie zapowiedziała, że złoży go ponownie. Dlaczego tak się stało? Przyczyną wycofania pierwszego wniosku był fakt, iż producent szczepionki nie spełnił wszystkich żądań przedstawionych przez indyjskiego regulatora rynku leków. Jest to centralna organizacja kontroli standardów leków w Indiach. Ta instytucja oczekuje od producentów szczepionek przeciwko COVID-19 przeprowadzenia badań szczepionki na terenie Indii, na obywatelach tego kraju. W styczniu tego roku Indie zatwierdziły do użycia na terenie swojego kraju dwie inne szczepionki przeciwko COVID-19 wyprodukowane przez AstręZenecę i opracowaną w Indiach Bharat Biotech. Testy obu szczepionek zostały przeprowadzone w Indiach. Ze strony Pfizera padła już deklaracja o kontynuowaniu współpracy z indyjskim regulatorem. Firma zapowiada też, że przedłoży swój wniosek o zatwierdzenie z dodatkowymi informacjami, gdy te staną się dostępne.

Gabriela Sieczkowska z Konkret24 o mitach związanych ze szczepionkami TVN24

"Koronawirus Konkret24" obala mity. Zobacz wcześniejsze wydania programu

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 13 lutego:

W programie w sobotę 13 lutego do części z pytań ustosunkowali się kierowniczka Zakładu Biologii Molekularnej Wirusów Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk oraz dziennikarka portalu Konkret24 Gabriela Sieczkowska.

"Każda szczepionka ma inny poziom skuteczności, czyli pewnie żadna nie działa"

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk: Szczepienia to edukacja, nauczenie naszego organizmu, jak sobie radzić z nieproszonymi gośćmi, z różnymi mikroorganizmami, zarazkami, które próbują wnikać do naszego organizmu. Jak w każdym procesie edukacyjnym efekt nauczania zależy zarówno od nauczyciela, jak i od ucznia. Nauczycielem w tym momencie są szczepionki i one mogą być różne. Uczniem jest nasz układ immunologiczny.

Skuteczność szczepionki zależy od tego, jak ten preparat jest zrobiony, jak wnika do naszego organizmu i jak skutecznie nasz układ immunologiczny na tę metodę nauczania odpowie. Rzeczywiście może być ta skuteczność różna w zależności od tego, jaki jest to preparat szczepionkowy.

Dawniej szczepionki przeciwwirusowe to były po prostu wirusy, tak zmienione, żeby już nie powodowały choroby. (…) Nowoczesne szczepionki działają trochę inaczej. To jest podanie organizmowi przepisu, informacji genetycznej, jak sobie zrobić taki preparat szczepionkowy.

"Każda szczepionka ma inny poziom skuteczności, czyli pewnie żadna nie dział"TVN24

"Niezaszczepieni stwarzają zagrożenie dla zaszczepionych. To jakim cudem szczepionka jest skuteczna?"

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk: Niezaszczepieni nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla szczepionych. Od tego jest szczepionka, żeby nas chronić.

Jest pewne zagrożenie, że osoba zaszczepiona po kontakcie z osobą chorą, która dużo wirusa wydala, może stać się biernym przenośnikiem wirusa, jeżeli w błonach śluzowych nosa może się niewielka ilość tego wirusa namnożyć. Wtedy ta osoba zaszczepiona mogłaby teoretycznie, samemu nie chorując, przekazać tego wirusa komuś, kto jest niezaszczepiony.

"Po szczepieniu na COVID-19 można stracić węch i smak, bo to jeden z niepożądanych odczynów poszczepiennych"

Profesor Krystyna Bieńkowska-Szewczyk: To jest absolutnie nieprawda. Utrata węchu i smaku wciąż stanowi pewną tajemnicę, ale z całą pewnością jest wynikiem namnażania się wirusa. Namnażanie się wirusa [po szczepieniu - przyp. red.] jest niemożliwe, ponieważ nasz organizm otrzymał jego malusieńką cząsteczkę. W tym wypadku jest całkowicie niemożliwe, żeby namnożył się wirus. Te szczepionki, które teraz otrzymujemy, to są szczepionki, które zawierają materiał genetyczny do zbudowania sobie w naszym organizmie jednego jedynego białka tego wirusa.

Jeżeli są osoby, które po szczepieniu będą miały taki objaw, to moim zdaniem najprostsze wyjaśnienie jest takie, że już w trakcie szczepienia albo tuż po nim, były zakażone w nieznacznym stopniu tym wirusem.

"Po szczepieniu na COVID-19 można stracić węch i smak, bo to jeden z niepożądanych odczynów poszczepiennych."TVN24

"Szczepienia są sfingowane. Zdjęcia z Japonii są na to dowodem"

Gabriela Sieczkowska z portalu Konkret24: Chodzi o popularne stopklatki, które przedstawiają osoby, którym wykonywane jest szczepienie, ale osoba ta jest w bardzo grubej, puchowej kurtce. To wzbudziło największe wątpliwości internautów i miało być według nich dowodem, że te szczepienia są nieprawdziwe.

"Szczepienie w kurtce to jest hit". Wyjaśniamy, co się działo w szkole pielęgniarskiej w Japonii >>>

Jak sprawdziliśmy, te stopklatki to fragmenty materiału o ćwiczeniach przygotowujących do szczepień, przeprowadzone pod koniec stycznia tego roku. Jest to materiał pochodzący z agencji Reutera, nagrany 27 stycznia w japońskim Kawasaki. Tego dnia w sali gimnastycznej lokalnej szkoły pielęgniarskiej odbywały się szczepienia próbne, gdzie lekarze i pielęgniarki ćwiczyli proces szczepienia na osobach odgrywających role pacjentów. Próby te relacjonowały media.

"Szczepienia są sfingowane. Zdjęcia z Japonii są na to dowodem."TVN24

"Nakaz zakrywania ust i nosa nie został wznowiony"

Gabriela Sieczkowska: W Polsce nadal obowiązuje nakaz noszenia maseczek. Niektórzy internauci twierdzili, że ten nakaz nie został wznowiony. Jedna internautka w popularnym wpisie na Facebooku napisała, że rozporządzenie Rady Ministrów, które mówi o nakazie noszenia maseczek, nie zostało przedłużone i wygasło w styczniu.

Nakaz zakrywania ust i nosa "nie został wznowiony"? To fake news >>>

Internautka nie ma racji, ponieważ to rozporządzenie zostało kilkakrotnie zmienione. W momencie, w którym rozmawiamy rozporządzeń zmieniających jest już siedem. Cały czas są wśród nich dwa, które zmieniły datę nakazu noszenia maseczek przez obywateli.

"Nakaz zakrywania ust i nosa nie został wznowiony."TVN24

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 6 lutego:

"Nie ma dowodu epidemiologicznego, że szczepionki działają"

Doktor Paweł Grzesiowski: Mamy liczne dowody na to, że odporność poszczepienna chroni przed zachorowaniem. To najpierw badania eksperymentalne, a więc wykonywane na tkankach i komórkach, a później z użyciem zwierząt, a następnie badania pierwszej, drugiej i trzeciej fazy wykonywane u ludzi. Naszym miernikiem odporności poszczepiennej jest liczba osób, która została zaszczepiona i zachorowała na COVID-19. W ramach badań klinicznych szczepionek obecnie dopuszczonych do Polski - czyli firmy Pfizer i firmy Moderna - wykazano, że 95 procent osób, które zostały zaszczepione, jest chronione przed zachorowaniem przez okres co najmniej półroczny. Takie mamy na razie wyniki i dalej te grupy są obserwowane, bo oczywiście badania się nie zakończyły. Ostateczny czas utrzymywania się odporności poszczepiennej zostanie ustalony dopiero po dwóch latach badań.

Czy jest dowód na to, że szczepionki działają? Dr Grzesiowski odpowiadaTVN24

"Z jednej fiolki robią nie 5 a 6 dawek. To obniża skuteczność szczepionki"

Dr Grzesiowski: Nic podobnego nie dzieje się w przypadku szczepionki Pfizer. W jednej fiolce jest potencjalnie nawet siedem dawek szczepionki, natomiast podczas nabierania może dojść do drobnych strat substancji, która jest wewnątrz, w związku z tym jedna czy dwie kropelki tego płynu mogą zostać uronione w trakcie nabierania. Dlatego właśnie jest pewien zapas w każdej fiolce, który wynosi aż dwie dawki. Okazuje się, że przy starannym nabieraniu nie ma najmniejszego problemu, by uzyskać sześć dawek z jednej fiolki. Można powiedzieć, że bezpiecznie i skutecznie można zaszczepić sześć osób materiałem z jednej fiolki. Natomiast oprócz tego istnieje bardzo ścisła instrukcja, że gdyby z jakichś powodów nie udało się tej szóstej dawki w pełni uzyskać, na przykład byłaby ona mniejsza o jakąś niewielką ilość, to należy ją wyrzucić. Czyli nie wolno nikogo zaszczepić niepełną dawką szczepionki.

"Jaki ma sens szczepionka, skoro dalej zakażamy innych?"

Dr Grzesiowski: Sprawa tego, czy możemy, czy nie możemy zakażać po szczepieniu, jest otwarta. Przeciwko takiej hipotezie raczej przemawiają obserwacje osób zaszczepionych już w ramach badań klinicznych. W rodzinach tych osób, w najbliższym ich otoczeniu, nie stwierdzano zakażeń. To by jednak dawało do myślenia, że osoby, które są zaszczepione, nawet jeśli przez jakiś krótki czas mogą mieć wirusa na swoich błonach śluzowych lub skórze, to jednak nie zakażają tak, jak gdyby były niezaszczepione i chore. Po drugie nie zaobserwowano - poza tymi osobami, które zachorowały, bo nie wytworzyły odporności poszczepiennej - objawowych zakażeń u tych, którzy byli zaszczepieni. A przecież wiadomo, że osoby objawowe znacznie silniej przenoszą wirusa. Na ten moment możemy powiedzieć więc, że rzeczywiście nie mamy jednoznacznych, ścisłych dowodów na to, że osoba zaszczepiona nie będzie przenosić wirusa, ale jest to zjawisko marginalne, rzadkie i należy je brać pod uwagę na zasadzie teoretycznej. Dlatego uważam, że każda osoba zaszczepiona, mimo wszystko powinna nosić maseczkę, zachowywać dystans i przestrzegać dezynfekcji. Nie mamy pewności, dlatego te podstawowe zasady ochrony pozostają aktualne. 

"Liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych w Polsce jest wysoka"

Jan Kunert z portalu Konkret 24: Przypadki występowania niepożądanych odczynów poszczepiennych to jest to, co skupia uwagę środowisk antyszczepionkowych, które chcą, aby takie przypadki były jak najbardziej nagłaśniane. Oczywiście po przyjęciu każdej szczepionki - o czym informują producenci - mogą wystąpić skutki uboczne. Ale jak wygląda rzeczywistość, jeżeli chodzi o szczepienia przeciw COVID-19 w Polsce? Na ten moment mamy około 0,05 procent niepożądanych odczynów poszczepiennych. Tak więc odsetek osób, które mają jakieś komplikacje po przyjęciu szczepionki jest na prawdę bardzo mały. Eksperci mówią, że to właśnie świadczy o tym, że szczepionka jest bezpieczna. A jakie są ewentualne komplikacje? To są głównie krótkotrwałe bolesności w okolicy wkłucia, krótkotrwałe zaczerwienienie. Te osoby generalnie nie trafiają do szpitali, tylko przechodzą to łagodnie w domu. Rzeczywiście kilka dni temu miała miejsce śmierć mężczyzny, który wcześniej przyjął szczepionkę przeciw COVID-19. Jest jednak zbyt wcześnie, by mówić, że to właśnie przez przyjęcie preparatu ten mężczyzna stracił życie. 

"Liczba niepożądanych odczynów poszczepiennych w Polsce jest wysoka". Nieprawda TVN24

"Szczepionka powoduje zespół pocovidowy"

Jan Kunert: Nasi eksperci, lekarze z którymi rozmawiamy nie mają żadnych wątpliwości. Mówią wprost, że jest to kompletna bzdura. Żeby zachorować na zespół pocovidowy trzeba najpierw złapać koronawirusa. Nie można więc, nie chorując na COVID-19, tylko przyjmując szczepionkę, mieć kłopotów z zespołem pocovidowym. A co to jest za zespół? To jest ogólny stan zapalny różnych części organizmu, on się pojawił mniej więcej w kwietniu 2020 roku u dzieci w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Objawy to były bole mięśni i stawów, biegunki, wymioty. Teraz wiemy już, że ten zespół występuje także u dorosłych. A jak się przed nim ustrzec? Dokładnie tak samo, jak przed samym koronawirusem - czyli dystans społeczny, maseczki i częste mycie rąk.

Poniżej pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 23 stycznia:

"Nie można się szczepić, jeśli ma się choroby przewlekłe, reumatyczne lub autoimmunologiczne"

Doktor Paweł Grzesiowski: Nie jest to informacja prawdziwa. Mamy w tym zakresie jednoznaczne rekomendacje. Osoby, które mają choroby przewlekłe powinny przed szczepieniem upewnić się, czy okres choroby, w jakim w tej chwili się znajdują, dopuszcza szczepienie. To może być rozmowa z lekarzem prowadzącym lub kwalifikującym. Sama choroba autoimmunologiczna nie stanowi przeciwskazania do szczepienia. Mogłoby być przeciwskazaniem przyjmowanie leków, które hamują układ odporności, tak zwanych leków immunosupresyjnych. Należy skonsultować się z lekarzem.

Dr Grzesiowski o tym, czy można się szczepić mając choroby przewlekłe, reumatyczne lub autoimmunologiczneTVN24

"Po szczepionce ujawniają się inne wirusy. Na przykład pojawia się opryszczka"

Dr Grzesiowski: Nie jest możliwe, aby podanie szczepionki uaktywniło jakieś inne przewlekłe choroby wirusowe. To jest z całą pewnością fake news. Natomiast może tak się zdarzyć, że po szczepieniu, dlatego że byliśmy w stresie, wyskoczy nam świeży wykwit opryszczkowy. Osoby, które cierpią na nawracającą opryszczkę wiedzą, że wystarczy większy stres, niewyspanie, zmęczenie, aby ten wirus ponownie zaatakował. Ale nie wynika to w czystej postaci z podania szczepionki. To raczej wynika z psychologicznego nastawienia albo gorszego snu, bo niektóre osoby po szczepieniu narzekają, że pierwsze dwie noce są słabsze pod względem snu. Natomiast sama szczepionka nie powoduje upośledzenia naszej odporności, co dawałoby szansę przewlekłym wirusom nas zaatakować.

Dr Grzesiowski o tym, czy szczepionka może powodować opryszczkę TVN24

"Szczepionki oparte o mRNA nie były wcześniej dopuszczane na rynku, a więc ich długoletnie skutki uboczne nie są znane"

Dr Grzesiowski: To jest bardzo znane ostrzeżenie generowane przez antyszczepionkowców. Ono jest przede wszystkim nastawione na wzbudzenie w nas lęku i niepokoju. Żadna szczepionka, którą znamy do dziś, nie ma jakichś wieloletnich skutków ubocznych. Pamiętajmy, że materiał zawarty w szczepionce ulega inaktywacji i usunięcia z naszego organizmu w ciągu dosłownie kilku dni. Więc jaki miałby być mechanizm przewlekłych, odległych skutków? No nie ma takiego mechanizmu. My po przyjęciu szczepionki wytwarzamy określone białka odpornościowe, które później zamieniają się w pamięć immunologiczną, i to jest zakończenie działania szczepionki. Nie można więc absolutnie obarczać szczepionek odpowiedzialnością za pojawiające się u osób zaszczepionych po latach nowotwory, choroby autoimmunologiczne czy alergie. Takich badań, które by udowadniały taki związek, absolutnie nie ma.

Dr Grzesiowski: żadna szczepionka, którą znamy do dziś nie ma wieloletnich skutków ubocznychTVN24

"87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chce przyjąć szczepionki"

Gabriela Sieczkowska: Potwierdzenia takiej informacji po prostu nie ma. Nie znaleźliśmy go my jako Konkret24, nie znalazły go także inne portale fact-checkingowe, które odnosiły się do tej tezy. Słowa o tym, że ponad 87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chce się zaszczepić, pojawiły się w jednym z popularnych filmików w mediach społecznościowych. Jak udało nam się ustalić, zgodnie ze statystykami holenderskiego ministerstwa zdrowia w tym kraju pracuje ponad 203 tysiące pielęgniarek, to dane na grudzień zeszłego roku. Wiemy z badań ankietowych o nastawieniu holenderskich pielęgniarek wobec szczepionki przeciw COVID-19. Te badania przeprowadzono we wrześniu ubiegłego roku. Wzięło w nich udział ponad 12 tysięcy holenderskich pielęgniarek, które zostały zapytane między innymi, czy planują przyjąć szczepionkę, jeśli ta zostanie pomyślnie przetestowana. W tamtym czasie 37 procent z nich stwierdziło, że przyjmie taką szczepionkę, 37 procent stwierdziło, że jeszcze nie wie, a 27 procent zadeklarowało, że nie poddałoby się szczepieniom. Są to jedyne dostępne dane na temat nastawienia holenderskich pielęgniarek wobec szczepień na koronawirusa, do których udało nam się dotrzeć. Te dane nie potwierdzają informacji, że ponad 87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chciałoby się zaszczepić. 

Konkret24: nie ma danych potwierdzających informację, że ponad 87 tysięcy pielęgniarek w Holandii nie chciałoby się zaszczepić przeciw COVID-19TVN24

"Zmarła młoda pielęgniarka w USA, która zemdlała po szczepionce"

Sieczkowska: To bardzo popularna historia, która zaczęła żyć własnym życiem natychmiast po tym, jak trafiła do sieci. Chodzi o Tiffany Dover. To pielęgniarka pracująca w jednym ze szpitali w stanie Tennessee. Dover została zaszczepiona przeciw COVID-19 w połowie grudnia jako jedna z pierwszych w tym szpitalu. Szczepienia odbyły się przed kamerami. Kobieta kilka minut po otrzymaniu szczepionki podczas rozmowy z dziennikarzami omdlała, jednak szybko doszła do siebie. Jak później tłumaczyła, cierpi na chorobę, która powoduje, że gdy poczuje ból, mdleje. Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention, CDC - red.) wyjaśniają, że dostają raporty o omdleniach po różnego rodzaju szczepionkach. Naukowcy podejrzewają, że omdlenia są wynikiem procesu szczepienia, a nie samych szczepionek i tego, co zawierają. O omdleniu pielęgniarki informowały media na całym świecie, w tym w Polsce. Nagranie z samego szczepienia, bo to zdarzenie zarejestrowały kamery, było bardzo popularne w mediach społecznościowych. Niektórzy internauci sugerowali, że kobieta wkrótce po omdleniu zmarła. Są to informacje nieprawdziwe. Po incydencie i fali dezinformacji wokół tego wydarzenia do plotek odniósł się sam szpital, którego pracowniczką jest Tiffany Dover. Potwierdził, że kobieta ma się dobrze i przebywa we własnym domu i prosi o uszanowanie swojej prywatności. Kilka dni później szpital opublikował w serwisie YouTube krótkie nagranie, które przedstawia Tiffany Dover w otoczeniu współpracowników, którzy również zostali zaszczepieni przeciw COVID-19.

Amerykańska pielęgniarka zmarła po szczepieniu przeciw COVID-19? Konkret24: to fake news TVN24

To pytania, które padły w programie "Koronawirus Konkret24" 16 stycznia:

"Igła, którą robi się zastrzyk, jest za krótka i nie dociera do mięśnia. Dlatego szczepionka nie zadziała"

Doktor Paweł Grzesiowski: W tej informacji jest ziarno prawdy. Jeśli igła będzie zbyt krótka, nie będzie sięgać do tkanki mięśniowej, to oczywiście jest to kwestia indywidualnych proporcji. Osoba szczupła ma tkankę tłuszczową rozmieszczoną w niewielkiej ilości w okolicy ramienia. W związku z tym igła o długości 2-2,5 centymetra sięgnie bez problemu do mięśnia ramienia. Natomiast jeśli mamy do czynienia z osobą, która ma obfitą tkankę podskórną, to igły powinny mieć co najmniej 3 centymetry, abyśmy wstrzyknęli szczepionkę domięśniowo. Podanie szczepionki zbyt płytko może opóźnić lub osłabić jej działanie. Sprawa wyboru igły jest oczywista dla pracowników ochrony zdrowia.

Dr Grzesiowski o faktach na temat długości igły przy szczepieniuTVN24

"Skoro szczepionka jest tak skuteczna, to czemu w Izraelu po pierwszej dawce zachorowało na koronawirusa kilkaset osób?"

Doktor Paweł Grzesiowski: Sprawa choroby COVID-19 po podaniu pierwszej dawki szczepionki nie jest absolutnie tylko problemem w Izraelu. Osobiście odebrałem kilkadziesiąt sygnałów o takiej sytuacji, że osoba, która otrzymała szczepionkę, w drugiej czy trzeciej dobie po szczepieniu rozwinęła objawy COVID-19. To się dzieje, to fakt, natomiast nie ma to nic wspólnego ze szczepieniem, bo jest to zakażenie, które było w okresie wylęgania, gdy szczepionka była podana. To niestety skutek świąt (Bożego Narodzenia), nowego roku, gdy intensywnie się ze sobą komunikowaliśmy. Szczepionka została podana w momencie, gdy byliśmy zakażeni.

Nie można zakazić się od szczepionki, bo w niej nie ma żywego wirusa. To przykry zbieg okoliczności, ale również bardzo ważna informacja dla osób oczekujących na szczepienia: jeśli jesteście państwo w tym momencie na kwarantannie albo byliście na spotkaniu kilka dni przed szczepieniem, warto się zastanowić, czy nie poczekać około tygodnia i dać się rozwinąć chorobie, gdyby była aktywna, niż zaszczepić się w czasie inkubacji. Szczepienie, gdy wirus rozmnaża się w naszym organizmie, nie jest sytuacją bardziej niebezpieczną, ale szczepienie jest wtedy mało skuteczne.

Dr Grzesiowski o przypadkach zachorowań na COVID-19 po pierwszej dawce szczepionkiTVN24

"Po zaszczepieniu trzeba zostać w domu co najmniej tydzień, bo się rozsiewa wirusa"

Doktor Paweł Grzesiowski: Ja pierwszą dawkę otrzymałem dziesięć dni temu i chciałem podkreślić, że nie zmieniło to absolutnie mojego stosunku do maseczki, dezynfekcji czy dystansu. Pamiętajmy, że aby uzyskać pełną odporność po szczepieniu, musimy mieć podane dwie dawki i poczekać co najmniej siedem dni. Po pierwszej dawce, mniej więcej po dwóch tygodniach, pojawiają się już przeciwciała, ale są one niedojrzałe i dają odporność mniej więcej w pięćdziesięciu procentach.

Po szczepieniu nie rozsiewamy wirusa, ponieważ w szczepionce nie ma żywego wirusa. Jeżeli chodzi o zachowanie po szczepieniu, nie wymaga pozostania w domu, izolowania się. Powinniśmy się zachować tak, jak przed szczepieniem: zachowując dystans, nosząc maseczkę i unikać niepotrzebnych spotkań z osobami, które z nami nie mieszkają.

Warto pamiętać, że część osób może zakażać się w oczekiwaniu na szczepienie, w poczekalni. Poczekalnia to nie jest miejsce, gdzie bez dystansu powinniśmy rozmawiać ze sobą.

>> Więcej o faktach i mitach na temat epidemii na Konkret24

Doktor Paweł Grzesiowski zaszczepionyTwitter/@grzesiowski_p

"Ludzie, którzy mają wiedzę, odradzają szczepienie"

Jan Kunert z portalu Konkret 24: Ci ludzie, którzy "mają wiedzę", w bardzo popularnym w sieci wideo odradzają szczepienia, uważają, że cała pandemia to największe oszustwo w historii, które zostało umyślnie stworzone tylko po to, aby zrobić akcję szczepień. Ci ludzie, którzy mają mieć tę wiedzę, są przedstawieni w filmie jako naukowcy, lekarze, farmaceuci. Wygłaszają tam różnego rodzaju tezy. Oni nam, na Konkret 24, są od dłuższego czasu znani, bo widzieliśmy już filmy, gdzie przedstawiali oni fałszywe informacje i teorie spiskowe wokół pandemii. Na filmie pojawia się była brytyjska lekarka, która została zawieszona dlatego, że rozpowszechniała nieprawdziwe informacje.

CZYTAJ WIĘCEJ: "Ludzie, którzy mają wiedzę" o pandemii i szczepionkach. Uwaga na film pełen fałszywych twierdzeń

"Pielęgniarka po zaszczepieniu ma sparaliżowaną twarz"

Jan Kunert: Takie wideo pojawiło się pod koniec grudnia ubiegłego roku w anglojęzycznym internecie. Do Polski trafiło na początku stycznia. Na nagraniu widzimy kobietę, która przedstawia się z imienia i nazwiska (Khalila Mitchell), mówi, że jest zarejestrowaną pielęgniarką w Nashville, w amerykańskim stanie Tennessee. W dramatycznym wideo wyznaje, że przyjęła szczepionkę przeciw COVID-19 i parę dni później doznała paraliżu twarzy. Płacze, apeluje do ludzi, aby szczepionki nie przyjmować.

Sprawdzaliśmy to wideo i próbowaliśmy sprawdzić, kim jest ta kobieta. Zajmowały się tym też amerykańskie portale fack-checkingowe. Do tej pory nie udało się dotrzeć nikomu do tej informacji, mimo że kobieta przedstawiona jest z imienia i nazwiska, z podaniem miejscowości i stanu. Jednak osoba o takim nazwisku nie jest zarejestrowana ani w ogólnopaństwowym rejestrze, ani w żadnym rejestru w poszczególnych stanach.

CZYTAJ WIĘCEJ: Pielęgniarka z paraliżem twarzy po szczepionce na COVID-19? Nie ma dowodów

Jan Kunert z Konkret24 o mitach na temat szczepieńTVN24

Autor:akw, momo, mp, akr//rzw

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24

Tagi:
Raporty: