Polska

"Komorowski odpowiada za śmierć co najmniej trzech osób"

Polska

Aktualizacja:

- Gdyby nie małostkowość obecnego prezydenta, kilka osób by nadal żyło - mówi w wywiadzie dla onet.pl Jarosław Kaczyński. Jak podkreśla, przed katastrofą smoleńską PiS poprosiło marszałka Komorowskiego, żeby nie skracał posiedzenia Sejmu, tylko żeby przeniósł głosowanie na wieczór dnia poprzedniego. - Tak by pewna grupa naszych posłów mogła pojechać na uroczystości do Katynia pociągiem - tłumaczył prezes PiS. Kaczyński mówił też m.in. roli niedoszłej koalicji PO-PiS w katastrofie smoleńskiej, o "numerze 2" w PiS i ewentualnej obecności Marty Kaczyńskiej i jej męża na wyborczych listach.

- Nie dał żadnej odpowiedzi i głosowanie się odbyło. W związku z tym trzy osoby poleciały samolotem do Smoleńska i dzisiaj nie żyją. Gdyby marszałek Komorowski nie był taki małostkowy - bo marszałkowanie Komorowskiego było strasznie małostkowe, w czym Schetyna szczęśliwie jest od niego dużo lepszy - to te trzy osoby by dzisiaj żyły. Co najmniej trzy - mówi Jarosław Kaczyński i wymienia nazwiska Grażyny Gęsickiej, Aleksandry Natalli-Świat i Stanisława Zająca.

"Chorobliwie wrogie zachowanie prezydenta względem PiS"

Nie twierdzę, że Komorowski działał intencjonalnie, ale jego małostkowość i chorobliwie wrogie zachowanie względem PiS skończyło się w ten sposób. Mogłem w trakcie kampanii o tym mówić, bo mamy na to dowody, dokumenty, ale nie zrobiłem tego. Jarosław Kaczyński

- Nie twierdzę, że Komorowski działał intencjonalnie, ale jego małostkowość i chorobliwie wrogie zachowanie względem PiS skończyło się w ten sposób. Mogłem w trakcie kampanii o tym mówić, bo mamy na to dowody, dokumenty, ale nie zrobiłem tego. Nie robiłem też tego po kampanii, a odniosłem się do tej sprawy teraz, żeby pokazać, że dla PO skraca się posiedzenie Sejmu, a dla uczczenia 70. rocznicy mordu katyńskiego nie. Nie wiem, czy to by coś zmieniło, czy to by polepszyło wynik wyborów - pewnie to by pogorszyło mój wynik, ale społeczeństwo powinno wiedzieć, kogo wybiera na prezydenta. O takim człowieku powinno się mieć pełną wiedzę. Demokracja to system, w którym każdy ma pełną, taką samą wiedzę, by najlepiej wybrać. Donald Tusk dwa tygodnie przed wyborami znał zapisy z wieży na lotnisku w Smoleńsku, ale nie pokazał ich Polakom, bo chciał wygrać wybory prezydenckie - dodaje były premier.

Pytany, czy gdyby w kampanii prezydenckiej był w lepszej kondycji, powiedziałby więcej o Komorowskim, odpowiada krótko: Na pewno tak, ale nie chcę już tego kontynuować.

Były premier pytany czy gabinet Donalda Tuska powinien podać się do dymisji natychmiast po katastrofie, odpowiada: Nie natychmiast, ale po załatwieniu kilku niezbędnych rzeczy, jego własna partia powinna zmusić rząd Tuska do dymisji.

Na pytanie, czy po 10 kwietnia 2010 r. powinny były zostać rozpisane nowe wybory? Kaczyński odpowiada, że "choć tego nie mówi, to ekipa Tuska powinna zostać wymieniona, a jego koledzy z PO powinni mu powiedzieć: "Przepraszamy cię bardzo, ale jesteś obciążeniem i powinieneś odejść".

Natomiast na pytanie, dlaczego po 10 kwietnia lub w trakcie wyborów prezydenckich PiS nie wzywał rządu do ustąpienia i dlaczego wtedy nie pojawiały się słowa o zdradzie, hańbie, zaprzaństwie, Kaczyński twierdzi: Wtedy nie wszystko wiedzieliśmy. Ja po 10 kwietnia byłem w takim stanie, że nie myślałem o tym. Przyznaje też, że w miesiącach po katastrofie grupa polityków, których już nie ma w PiS, a która wtedy przejęła sztab w partii, uznała, że tego nie należy robić i ja się do tego błędu przychyliłem.

"Polacy nie mieli pełni wiedzy"

Prezes PiS w wywiadzie odnosi się także do swojej wypowiedzi o tym, że Bronisław Komorowski został wybrany prezydentem przez nieporozumienie. - Powiedziałem tylko tyle, że Komorowski jest przedstawicielem skrajnie lewego skrzydła PO i wiele osób o tym nie wiedziało, więc te osoby, które wybierały go z pozycji konserwatywnej, były w błędzie. Polacy nie mieli pełni wiedzy, a to podstawa demokracji. Z tego jasno wynika, że Komorowski został przez osoby o poglądach konserwatywnych wybrany przez nieporozumienie. Tylko to miałem na myśli. (…) Nie rozumiem, dlaczego moja wypowiedź ma być uważana za skandaliczną. Z nas dwóch politykiem bardziej konserwatywnym jestem ja, a nie on. - Żałuję, że w kampanii nie eksponowałem sprawy Smoleńska - dodaje.

"Błędem było słuchanie moich doradców"

Zapytany o kampanię w tegorocznych wyborach prezydenckich i o radykalną zmianę wizerunku po kampanii prezydenckiej, Jarosław Kaczyński odpowiada: W kampanii wyborczej mówiłem dokładnie to samo, co mówię dzisiaj, tylko teraz zwracam więcej uwagi na sprawę smoleńską. Dziś uważam, że błędem było posłuchanie moich ówczesnych doradców, których nie ma już w moim otoczeniu, że w kampanii nie należy eksponować sprawy tragedii smoleńskiej. Dzisiaj tego bardzo żałuję. Wszyscy, którzy byli wtedy w moim otoczeniu, słyszeli, jak mówiłem, że niezależnie od wyniku wyborów prezydenckich 4 lipca wieczorem już tę sprawę poruszę, bo sprawa smoleńska jest bardzo ważna dla mnie osobiście i bardzo ważna dla Polski - dla jej statusu i godności. Trudno było nam utrzymać pokój, gdy PO rozpoczęła wojnę. W momencie przełomowym PiS prosił PO, żeby przerwać tę wyniszczającą wojnę polsko-polską, ale nasza propozycja została odrzucona.

Szef PiS podkreśla też, że nie ma zasadniczej różnicy między nim z czasów kampanii prezydenckiej a dzisiaj. - Mówiłem to samo. Przecież ja już w kampanii mówiłem o chłopcach, którzy bawili się zapałkami i podpalili dom, mając oczywiście na myśli Tuska i jego towarzystwo. Wtedy nie dopowiadałem, a po kampanii dopowiedziałem do końca - zauważa.

"To całkowita nieprawda"

Za niesprawiedliwe uważa jednak stwierdzenie, że PiS jest partią jednego tematu: Jest całkowitą nieprawdą mówienie, że PiS jest zafiksowane tylko na jednej sprawie. W ciągu tego czasu złożyliśmy 65 ustaw dotyczących całego spektrum spraw - od gospodarczych przez służbę zdrowia do spraw społecznych. Sprawa smoleńska jest niezwykle ważna i należy się nią zajmować, bo dotyczy także diagnozy stanu państwa, ale nie jest to jedyna sprawa, którą się zajmujemy. Domaganie się ode mnie, żebym nie uczestniczył w comiesięcznych spotkaniach pod Pałacem Prezydenckim jest co najmniej niestosowne. Przecież zginął mój brat bliźniak. Wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej to także kwestia lojalności względem moich bliskich. Ci, którzy żądają, żebym nie zajmował się tym tematem, nie brał udziału w comiesięcznych spotkaniach i zarzucają mi, że zajmuję się tylko sprawą smoleńską, są z jakiegoś odległego plemienia - stwierdza Kaczyński.

Za mojego rządzenia w PiS nepotyzmu w partii nie będzie. To, że jest się krewnym, czy powinowatym nie jest powodem, żeby dostać miejsce na listach PiS. Jarosław Kaczyński

"Natężenie gaf i beznadziejne projekty"

- Natężenie gaf i angażowanie się w beznadzieje projekty jak ocieplenie stosunków z Rosją - które w obecnym wydaniu jest beznadziejne i szkodliwe dla Polski - składa się na ocenę wyraźnie negatywną - ocenia prezydenturę Bronisława Komorowskiego prezes PiS.

Podkreśla też, że nie zamierza więcej uczestniczyć w pracach Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Po uczestnictwie w spotkaniach RBN organizowanych przez Komorowskiego zobaczyłem, jak mało z tych spotkań wynika. Generał Wojciech Jaruzelski jako doradca ds. stosunków polsko-rosyjskich to nie mój pomysł na politykę - dodaje.

"Gdyby powstała koalicja PO-PiS, nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej"

Mówiąc o relacji polsko-rosyjskich i winy Moskwy w katastrofie smoleńskiej Kaczyński przyznał, że jest ona "ewidentna". - Polska powinna być cierpliwa i nie dążyć do napięć, ale (…) do chłodnej poprawności. Każdy pozytywny krok w stronę Rosji będzie przez nią wykorzystywany przeciwko Polsce – dodał.

Kaczyński stwierdził również, że gdyby powstała koalicja PO-PiS, to nie doszłoby do katastrofy smoleńskiej i tej strasznej zbrodni w Łodzi. Zaznaczył on, także, iż "wszyscy wiedzą, że nie doszło do tej koalicji z winy PO".

- Polityka Palikotów, Niesiołowskich, Tusków, Halickich, Kutzów i wielu innych – była polityką zbrodniczą. Oni niszczyli tkankę demokracji. PO wprowadziła degradację życia politycznego, która jest zbrodnią wobec własnego społeczeństwa, demokracji i własnego narodu.

Nr 2 w PiS: Adam Lipiński

Na pytanie czy to Zbigniew Ziobro jest numerem dwa w PiS Kaczyński odpowiedział: - Adam Lipiński jest nr 2 w PiS.

Równie krótko odpowiedział na pytanie, czy gdyby Marta Kaczyńska i Marcin Dubieniecki chcieli stratować z list PiS do parlamentu lub europarlamentu, to dostaliby miejsca na listach PiS: - Za mojego rządzenia w PiS nepotyzmu w partii nie będzie. To, że jest się krewnym, czy powinowatym nie jest powodem, żeby dostać miejsce na listach PiS.

Źródło: Onet.pl

Pozostałe wiadomości