Nadbrygadier Wojciech Kruczek, Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej, będzie w czwartek gościem "Faktów po Faktach" w TVN24.
Minister spraw wewnętrznych i administracji mówił przed godziną 8, że cały obszar pożaru jest pod kontrolą.
- Mamy przynajmniej kilka dobrych, optymistycznych informacji. Jedna, to że zaczął padać deszcz, to będzie ułatwiało akcję gaśniczą, druga i to jest chyba najlepsza wiadomość, jeżeli chodzi o kwestie zagrożeń dla budynków mieszkalnych, na dzisiaj jakikolwiek ryzyko znacząco spadło. Wczorajsze ustawienie linii obrony przez strażaków i służby lasów państwowych okazało się skuteczne i wydaje się, że dziś to zagrożenie jest naprawdę na minimalnym poziomie, choć cały czas podkreślam, że ta sytuacja może być dynamiczna - mówił Marcin Kierwiński.
Dodawał, że obszar pożaru jest opanowany. - Ze wstępnych ustaleń i celów strategicznych na ten dzień, to jest kwestia zabezpieczenia rozprzestrzeniania się ewentualnego pożaru na wschód, po przekroczeniu drogi technicznej nr 5, ale całą noc strażacy pracowali, aby to ryzyko było jak najmniejsze. Straż pożarna na bieżąco monitoruje też jakość powietrza, wprowadzone zostały też pojazdy wojskowe, jeżeli chodzi o kwestie czyszczenia pasów drogi, tak aby łatwiej strażacy mogli dojechać do miejsc - poinformował. - Po tej nocy, ciężkiej nocy, jesteśmy takimi umiarkowanymi optymistami, choć ten okres zgodnie z prognozami między godziną 12 a 18 gdzie spodziewany jest silniejszy wiatr, to jest coś, co będzie bardzo mocno wymagało monitorowania i będziemy się temu bardzo mocno przyglądać - podsumował szef MSWiA.
Jak trudna jest sytuacja, pokazali strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Soli. Opublikowali film, który opatrzyli opisem: na pierwszej linii.
Zrzuconych 600 ton wody
Komendant Główny PSP nadbrygadier Wojciech Kruczek poinformował, że przez dwa dni akcji gaśniczej w Puszczy Solskiej wykonano około 500 zrzutów - ponad 600 ton wody. W akcji ponownie wezmą udział śmigłowce i samoloty gaśnicze. Obszar pogorzeliska oceniany jest na około 300 ha.
Na porannym briefingu poinformował, że w nocy ze środy na czwartek w dogaszanie pożaru zaangażowanych było łącznie 600 osób, w tym 440 strażaków z całej Polski.
Od rana w czwartek do dyspozycji są także dwa śmigłowce Black Hawk, siedem śmigłowców Lasów Państwowych, cztery Dromadery.
Z informacji komendanta głównego PSP wynika, że obszar pogorzeliska oceniany jest wstępnie na ok. 300 ha. - Optymistycznie patrzymy na kolejne godziny właśnie ze względu na atmosferę, na padający deszcz, ale to nie znaczy, że zwalniamy tempo - zaznaczył.
Podkreślił, że przy użyciu specjalistycznego sprzętu np. dronów, FlyEye, strażacy dokładnie monitorują miejsca, gdzie są wysokie temperatury, aby w wyniku ewentualnego wiatru, pożar nie rozprzestrzeniał się np. wierzchołkami drzew.
Komendant przekazał również, że przez pierwszy tydzień maja strażacy odnotowali w całej Polsce ponad tysiąc zdarzeń w lasach, na polach, łąkach, nieużytkach
"Czuć zapach spalenizny"
Na miejscu pożaru jest cały czas reporter TVN24 Paweł Łukasik, który przekazywał przed godziną 7, że sytuacja "wygląda lepiej, niż wczoraj w ciągu dnia i lepiej niż wieczorem, kiedy strażacy walczyli, żeby nie dopuścić ognia w rejon, który mógłby być zagrożeniem dla Józefowa, gdzie jest linia obrony". Łukasik pokazywał też łączony wąż strażacki o długości nawet kilku kilometrów, którym gdy jest potrzeba, doprowadzana jest woda w okolice pożaru. Do tego na miejscu są cysterny z wodą, śmigłowce i dromadery. Informował też, że rano w miejscu pożaru padał deszcz. - To nie był deszcz, który miałby cokolwiek tutaj zmienić, to było tak naprawdę kilka kropel, nawet na asfalcie widać wilgoć, ale ona nie zmieni nic w walce z tym żywiołem i z tą suszą i to jest zwiastun, bo nocą, wieczorem spodziewane są opady deszczu i to będzie ewentualnie game changer w tej walce - relacjonował Paweł Łukasik. Dodawał, że w całej okolicy czuć zapach spalenizny i wszyscy czekają na rozwój sytuacji w ciągu dnia.
Sytuacja opanowana, ale może się pogorszyć
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji powiedział rano na antenie RMF, że "po nocnych działaniach, które były bardzo intensywnie prowadzone, mamy sytuację opanowaną. Nie oznacza to, że się nie pogorszy" - mówił Wiesław Leśniakiewicz.
Zwracał uwagę, że prognozowany jest porywisty wiatr, który może doprowadzić do rozprzestrzeniania się pożaru. Pytany o siły zaangażowane w gaszenie pożaru Leśniakiewicz wspomniał o ponad 600 zaangażowanych osobach - wśród nich jest ponad 300 zawodowych strażaków i prawie 140 ochotników.
Pożar objął ponad 500 ha lasu
"To jeszcze nie koniec walki z żywiołem. Przed strażakami kolejna długa noc" - napisała w środę wieczorem na platformie X Państwowa Straż Pożarna.
Strażacy kolejną dobę walczą z ogniem trawiącym Puszczę Solską. Niektórzy bez chwili snu, aby mieć siły, zmieniają jedynie stanowiska. Chwilami pilnują tankowania i lądowania śmigłowców, zaraz sami idą w ogień. Pożar objął około 500 hektarów lasów.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Gigantyczny pożar na Lubelszczyźnie. Setki strażaków w akcji
- Wycofywaliśmy się kilka razy. Wygnał nas ogień na ulicę - opowiedział jeden ze strażaków ochotniczej straży pożarnej. - Zostawialiśmy węże i uciekaliśmy - dodał inny.
Ochotnicza straż działa ramię w ramię ze strażą państwową i żołnierzami obrony terytorialnej. Już wydawało się, że górą są ludzie, ale ogień - podsycany gwałtownym wiatrem - znów okazał się silniejszy.
Warunki pogodowe utrudniają akcję gaśniczą
Zastępca dyrektora dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie Mariusz Kiczyński zwrócił uwagę, że strażacy "wiedzą, co robić, ale nie wiedzą, jak wjechać, bo te samochody nie mają możliwości zawrócenia na wąskich drogach". Dlatego stale wspiera ich kilkudziesięciu leśników, którzy te lasy znają najlepiej.
Do tego działa służba drogowa. - To idzie jak trąba powietrzna w górę - opisał Dariusz Król, majster obwodu drogowego w Józefowie. - Mówią, że spalone części kory było widać w odległości 15 kilometrów od pożaru - dodał.
- Koledzy trzymali linie gaśnicze we dwóch, trzech nawet i bardzo silny wiatr powodował, że praktycznie byli przewracani - przekazał bryg. Rafał Goliszek ze straży pożarnej w Lublinie.
Płonie Puszcza Solska. Rosną obawy
Strażaków na ziemi wspierają piloci, zrzucając na lasy setki ton wody. Działają śmigłowce policyjne i współpracujące z Lasami Państwowymi. - Mamy około siedmiu śmigłowców, plus trzy Dromadery. Mamy ciągłość, jesteśmy koordynowani z ziemi - mówił jeden z pilotów podczas przerwy na tankowanie.
Wtedy też lokalni mieszkańcy przynoszą im jedzenie i wodę. Wszyscy pomagają: ochotnicy, koła gospodyń wiejskich i miejscowi przedsiębiorcy. I tak jak ogromne jest wsparcie, wielki jest też strach o to, jak wiele zwierząt i roślin ucierpi i czy ogień uda się zatrzymać.
Strażaczka ochotniczej straży pożarnej przyznała, że wiele osób próbuje się dowiedzieć, czy jest zagrożenie (dla ludzi - red.). Takich płomieni, trawiących kolejne hektary lasów mieszkańcy Lubelszczyzny i okolic jeszcze nie widzieli. Walczą i liczą, że w walce, pomoże też pogoda.
Autorka/Autor: Karolina Bałuc, Piotr Krysztofiak
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: sekc. Arkadiusz Sosnowski/Państwowa Straż Pożarna/PAP