Kilometrówki senatorów i wykorzystane limity. "Im to w wielu wypadkach naprawdę nie przeszkadza"
Kilka miesięcy temu dziennikarze "Czarno na białym" prześwietlili wydatki posłów w cyklu reportaży "Drogie posłanki, drodzy posłowie". Teraz sprawdzili, jak ze swoich wydatków rozliczają się senatorowie, członkowie izby wyższej polskiego parlamentu - często nazywanej izbą refleksji.
- Refleksja nie nadchodziła w momencie, w którym wypełniali swoje dokumenty, ale nie nadchodziła też, kiedy żeśmy do tych senatorów podchodzili i zadawali im bardzo konkretne pytania o te wydatki. Nie potrafili nam bardzo często konkretnie odpowiedzieć, na co to poszło, dlaczego tak dużo wydali - powiedział Kajetan Kowalik.
- Przecież oni całą tę serię oglądali po dwa razy. Wszyscy w Sejmie, w Senacie, oglądali nasze reportaże i byliśmy naprawdę zdziwieni, że tam żadna refleksja nie przyszła, że przecież wiedzieli, że ich może spotkać to samo - mówił Rafał Stangreciak.
ZOBACZ CAŁY REPORTAŻ "CZARNO NA BIAŁYM": DRODZY SENATOROWIE. KILOMETRÓWKI >>>
Nowe zasady, stare przyzwyczajenia
Po emisji naszych poprzednich reportaży zmieniono zasady rozliczania kilometrówek zarówno w Sejmie, jak i w Senacie. Jednak ostatnio senatorowie zwrócili się do marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z uwagami w tej sprawie.
Jak przybliżył Stangreciak, najnowszy materiał pokazuje, jak senatorowie przekonują, że są uczciwi i tych zmian nie potrzebują - i są w tym wyjątkowo jednomyślni. - Jedna wielka koalicja ponad podziałami, to trzeba zobaczyć w naszym reportażu, bo tego się na co dzień nie widzi - opisał.
- Tu nawet też nie chodzi tylko o wyjaśnienie tego, dlaczego tak te pieniądze były wydawane, ale ważniejsze chyba nawet jest to, że im to w wielu wypadkach naprawdę nie przeszkadza. Spotkaliśmy się też, co widzowie zobaczą w materiale, z odpowiedzią: "no ale przecież nie przekroczyłem limitu". I okej, limit nie został przekroczony, ale to nie znaczy, że jeżeli jest pewna pula do wydania, to koniecznie trzeba ją wydawać - zaznaczył Kowalik.
Każdy senator może wydać w ciągu roku maksymalnie 279 720 złotych. Wliczają się to koszty prowadzenia biura senatorskiego i tak zwane kilometrówki, czyli przejazdy służbowe. Na te ostatnie można przeznaczyć maksymalnie 48 300 złotych. W ciągu całej 4-letniej kadencji łączny koszt dla podatników może sięgnąć 112 milionów złotych.
Ponadto senatorowie w swoich rozliczeniach mogą - w przeciwieństwie do posłów, jak tłumaczył Kowalik - wpisywać wydatki do kategorii "Pozostałe". - I tam po prostu jest wpisana suma, zdarza się, że kilkudziesięciu tysięcy złotych. Ale na co poszły te pieniądze, my nie wiemy, nie możemy wywnioskować tego z tych dokumentów, a co więcej, często nie wiedzą tego ani w biurze senatorskim, ani senatorowie tym bardziej - powiedział.