KE: Litwa nie może wprowadzić embarga na polski drób

Polska

Aktualizacja:
TVN24Co miesiąc na Litwę trafia 1000 ton drobiu z Polski

Komisja Europejska nie zgadza się na wprowadzenie przez Litwę całkowitego zakazu importu z Polski drobiu i ptactwa domowego w związku z ogniskami ptasiej grypy w Polsce. Argument jest prosty: Polska i Litwa są członkami UE, a w UE obowiązuje zakaz importu z zakażonych stref.

- Kraje członkowskie UE nie mogą podejmować jednostronnych kroków w odniesieniu do handlu wewnątrzwspólnotowego - tak rzeczniczka KE odpowiadająca za sprawy zdrowia Nina Papadulaki odpowiedziała na prośbę Litwy, która chciała wprowadzić całkowity zakaz importu drobiu z Polski. - KE została powiadomiona (o zamiarach litewskich władz) i jest z nimi w kontakcie, zwracając się o zniesienie embarga - dodała. Zdaniem KE, dotychczasowe przedsięwzięte przez Polskę kroki, w związku z potwierdzeniem ognisk ptasiej grypy, są wystarczające, by zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa ptasiej grypy do innych krajów.

Obecnie, zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej, obowiązuje zakaz importu drobiu z Polski tylko ze stref objętych zakażeniem, ale Litwa zwróciła się do KE o zgodę na wprowadzenie całkowitego zakazu. - Sytuacja jest bardzo poważna, a wwóz żywego ptactwa i drobiu jest niebezpieczny - tłumaczy szef litewskiej Państwowej Służby Żywności i Weterynarii Kazimieras Lukauskas. Od środy na polsko-litewskiej granicy wprowadzono wzmożone kontrole. Mieszkańców obowiązuje zakaz wypuszczania z pomieszczeń ptactwa domowego.

Dlaczego się boją?

Każdego tygodnia na Litwę trafia z Polski ponad 300 tys. jednodniowych kurczaków, a każdego miesiąca ok. 1 tys. ton drobiu i produktów drobiowych. Niepokój litewskich władz jest tym większy, że oba kraje mają siedem wspólnych przedsiębiorstw, w których hodowany jest drób.

Sytuacja pogorszyła się jeszcze we wtorek, kiedy wykryto piąte już ognisko ptasiej grypy w Polsce. Wirusa stwierdzono u trzech dzikich ptaków w leśniczówce Taftowo w sołectwie Krzykały k. Ornety (woj. warmińsko-mazurskie). Bocian i dwa myszołowy, które padły z powodu choroby, przebywały w ośrodku rehabilitacji ptaków w Krzykałch. Obecność wirusa H5N1 potwierdziły badania przeprowadzone w Państwowym Instytucie Weterynarii w Puławach. W ośrodku zostało jeszcze kilka innych dzikich ptaków m.in. dwa żurawie, bocian biały i łabędź niemy. Ponieważ gatunki te objęte są ścisłą ochroną, w środę Wojewódzka Konserwator Przyrody Maria Mellin ma rozmawiać z ministrem środowiska o dalszym postępowaniu.

Niebezpieczny sygnał Dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie Janusz Dzisko poinformował zaś, że obecnie trwa ustalanie osób, które miały kontakt z ptakami. Podkreśliła, nie ma powodów do paniki ponieważ zakończyły się wędrówki dzikich ptaków - podkreśliła Mellin. Wokół ogniska choroby wyznaczono 3-km strefę zapowietrzoną oraz 10-km strefą zagrożenia. W obrębie strefy zagrożenia znajduje się kilka ferm drobiu, na których jest ok. 45 tys. ptaków. Najbliższa hodowla znajduje się 700 m od miejsca gdzie padły dzikie ptaki. Ognisko choroby w warmińsko-mazurskim to bardzo niepokojący sygnał, bo dotychczasowe przypadki dotyczyły tylko ptactwa hodowlanego i nie wykraczały poza Mazowsze.

Źródło: PAP, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24