Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz została zapytana w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24, czy spotkała się wreszcie z premierem Donaldem Tuskiem.
- W ważnej sprawie, pewnie już ponad trzy miesiące temu poprosiłam o spotkanie i od trzech miesięcy tego spotkania nie ma - powiedziała.
- Uważam, że naprawdę trzeba rozmawiać. Jeżeli zobowiązaliśmy się do koalicji, to największy koalicjant decyduje o tym, jak ta koalicja wewnętrznie wygląda - dodała.
Na początku grudnia zeszłego roku Pełczyńska-Nałęcz mówiła w "Faktach po Faktach" w TVN24, że poprosiła Tuska o spotkanie i "czeka sześć tygodni".
Ministra funduszy i polityki regionalnej przekonywała wtedy, że "są ustalenia koalicyjne", na mocy których Polska 2050 zrzekła się funkcji marszałka Sejmu na rzecz Lewicy i Włodzimierza Czarzastego. - Była rozmowa rekonstrukcyjna, po tej rozmowie (...) zostało ustalone, że wicepremiera będzie miała każda partia koalicyjna - dodała.
Pełczyńska-Nałęcz: moje DNA jest takie, że wybory demokratyczne się szanuje
Ministra w "Rozmowie Piaseckiego" odniosła się także do wyborów na szefa Polski 2050. Rada Krajowa Polski 2050 zdecydowała, że druga tura wewnętrznych wyborów zostanie powtórzona. Odbędzie się do 31 stycznia. W drugiej turze zmierzą się Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i Paulina Hennig-Kloska. Wcześniej druga tura została unieważniona ze względu na problemy techniczne.
Pełczyńska-Nałęcz powiedziała, że "nastąpił atak hakerski". Mówiła, że ponowna druga tura zostanie przeprowadzona także online, ale - jak dodała - "zabezpieczymy się jeszcze mocniej".
Ministra została zapytana, czy pozostanie w partii i rządzie, jeżeli przegra wybory w Polsce 2050.
- Jestem przede wszystkim teraz nastawiona na to, żeby przekonywać ludzi Polski 2050, żeby zagłosowali na mnie - oznajmiła. - Natomiast moje DNA generalnie jest takie, że wybory demokratyczne się szanuje - zaznaczyła.
Pełczyńska-Nałęcz odniosła się do listu skierowanego, jak ustalił dziennikarz TVN24+ Patryk Michalski, w niedzielę do członków Polski 2050, w którym proponowała Paulinie Hennig-Klosce, by obie były równoprawnymi współprzewodniczącymi partii.
- Mam przekonanie, że jako ta kandydatka, która dostała najwięcej głosów w pierwszej turze, dwa razy więcej niż kolejna osoba, mam największą odpowiedzialność za naszą organizację i przyszłość i uważałam, wiedząc zresztą, że najpewniej to się nie uda, ale kto nie spróbuje, ten nigdy nie sprawdzi, że to jest dobre rozwiązanie, które gwarantuje naszej organizacji pokój i włączenie wszystkich - mówiła.
Dodała, że jej propozycja nie została przyjęta.
Pełczyńska-Nałęcz o Radzie Pokoju: kontrowersyjne
Ministra funduszy i polityki regionalnej odniosła się także do zaproszenia dla prezydenta Karola Nawrockiego do tworzonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju. W ostatnich dniach prezydent USA skierował do szeregu światowych przywódców takie zaproszenie.
Pełczyńska-Nałęcz została zapytana, czy rząd przekaże prezydentowi jakąś rekomendację w tej sprawie.
- Rząd na pewno uważa, że są konkretne ramy prawne, w ramach których podpisywane są w Polsce umowy międzynarodowe i te ramy prawne wymagają ratyfikacji przez parlament - powiedziała.
Zaznaczyła, że "umowy międzynarodowe takiej wagi trzeba przeanalizować". - Na pewno nie jest tak, że dzisiaj propozycja (uczestnictwa w Radzie Pokoju - red.), a jutro podpisanie -.wyjaśniła.
- Teraz mówię w imieniu własnym. Dla Polski przynależność do tak raptownie tworzonej organizacji międzynarodowej, wraz z Łukaszenką i Putinem, i nazwanie tego Radą Pokoju, jest wysoce kontrowersyjne - oceniła.
Autorka/Autor: js/lulu
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24