"Służby łaskawym okiem patrzą na poszczególnych polityków PiS"

TVN24

Podwójne standardy w sprawie kar za błędy w oświadczeniach majątkowych polityków. Materiał magazynu "Czarno na białym" w TVN24tvn24
wideo 2/6

Gdy minister Sławomir Nowak z PO nie wpisał do swojego oświadczenia majątkowego luksusowego zegarka, politycy PiS nawoływali do pilnego śledztwa i dymisji. Teraz, gdy są wątpliwości do oświadczeń szefa NIK Mariana Banasia i Michała Dworczyka, szefa kancelarii premiera, CBA wciąż sprawdza informacje w tej sprawie, a o dymisjach nie ma mowy. Jak podkreśla publicysta Sylwester Ruszkiewicz, który pisał o sprawie zegarka Nowaka, "służby bardzo łaskawym okiem patrzą na poszczególnych polityków Prawa i Sprawiedliwości". Materiał magazynu "Czarno na białym" w TVN24.

ZOBACZ CAŁY MAGAZYN "CZARNO NA BIAŁYM" NA TVN24 GO >

Sławomir Nowak 15 listopada 2013 roku złożył dymisję z funkcji ministra transportu budownictwa i gospodarki morskiej w związku z niewpisaniem do oświadczenia majątkowego drogiego zegarka. - Wszystkim nam się wydawało, że jednak sprawa jest dosyć błaha - powiedział. Przypomniał, że wcześniej Janusz Palikot nie wpisał samolotu do oświadczenia majątkowego.

Prawnik Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju podkreślił, że przepisy są jasne i wskazują, że "za podanie nieprawdy grozi odpowiedzialność dyscyplinarna albo odpowiedzialność karna".

Dla Sławomira Nowaka cena za, jak powiedział, "błąd i niewiedzę" była wysoka - oznaczała polityczny upadek i proces sądowy.

"Wokół zegarka narosło wiele legend"

Sylwester Ruszkiewicz z Wirtualnej Polski opowiedział o okolicznościach, w jakich dotarł do sprawy zegarka Sławomira Nowaka.

- Zaczęliśmy porównywać oświadczenia majątkowe ministra ze zdjęciami z konferencji. Okazało się, że chwalił się zegarkiem, którego wartość przekraczała wówczas, naszym zdaniem, dziesięć tysięcy złotych - wspomniał dziennikarz, który wówczas pracował w "Super Expressie". W oświadczeniu majątkowym informacji o zegarku nie było.

Dopiero artykuł w tygodniku "Wprost" sprawił, że niewpisanie zegarka stało się gorącym politycznym tematem. Politycy Prawa i Sprawiedliwości w mocnych słowach komentowali wówczas tę sprawę.

W 2013 roku Andrzej Duda, który był rzecznikiem prasowym PiS, stwierdził, że "minister Nowak jest posłem od dziesięciu lat i doskonale wie, jakie są jego obowiązki". - Bulwersująca sprawa - oceniał dzisiejszy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. - Mamy do czynienia z władzą, która ma olbrzymie kłopoty korupcyjne - komentował z kolei Mariusz Błaszczak, ówczesny szef klubu parlamentarnego PiS. Andrzej Dera oceniał, że to "jawne matactwo i oszustwo".

Andrzej Stankiewicz z Onetu zauważył, że "obiektywnie to nie był wielki kłopot". - Ale jeżeli ktoś lawiruje i nie wiadomo, dlaczego zegarka nie wpisuje, chociaż wie, że powinien to zrobić, to rodzą się domysły: a może to jest element łapówki. Dlatego wokół tego zegarka narosło wiele legend - dodał.

Tematem zegarka Nowaka szybko zainteresowały się służby i prokuratura.

Po miesiącu od publikacji artykułu na ten temat prokuratura, na czele której stał wówczas niezależny od polityków prokurator generalny Andrzej Seremet, wszczęła w tej sprawie śledztwo, a do Sejmu został skierowany wniosek o uchylenie immunitetu posła PO.

Sławomir Nowak zrzekł się mandatu poselskiego, a sąd w pierwszej instancji skazał go na karę grzywny. Po odwołaniu od wyroku Sąd Okręgowy w Warszawie warunkowo umorzył postępowanie.

"Służby łaskawym okiem patrzą na polityków PiS"

- Z punktu widzenia dzisiejszych standardów i tego, w jaki sposób dzisiaj obchodzą się ze swoimi oświadczeniami majątkowymi, było to niestandardowe - ocenił Nowak.

- CBA było rządowe, ale na pewno mniej niż dzisiaj, i była prokuratura, która nie była rządowa. Proszę zobaczyć, jak się dziś służby zachowują - zwrócił uwagę Stankiewicz.

Ruszkiewicz stwierdził, że od czasu, kiedy PiS objął władzę, a koordynatorem służb specjalnych jest Mariusz Kamiński, "mieliśmy kilka spraw, w których służby bardzo łaskawym okiem patrzyły na poszczególnych polityków Prawa i Sprawiedliwości".

Problemy polityków PiS z oświadczeniami majątkowymi

Problemy z oświadczeniem majątkowym miał również Jacek Sasin, obecnie wicepremier w rządzie PiS - między 2011 a 2015 rokiem śledczy doszukali się nieprawidłowości w jego dokumentach. Nie wpisał do oświadczenia polisy na życie, kredytu z banku czy pożyczki z sejmowego funduszu. Wszczęte w połowie 2016 roku śledztwo półtora roku później umorzono.

"Analizując zgromadzony materiał dowodowy, należy dojść do przekonania, że oświadczenia majątkowe, mimo że nierzetelne, zostały złożone bez zamiaru podania nieprawdy lub zatajenia prawdy" - oświadczyła prokuratura w sprawie oświadczenia majątkowego Sasina.

- Pozostaje tylko wzdychać na to, jak działa prokuratura w takich sprawach politycznych. Tu wychodzą te podwójne standardy - ocenił prawnik Patryk Wachowiec.

Publicysta Andrzej Stankiewicz zwrócił uwagę, że CBA nie zajmuje się dzisiaj pewnymi politykami z obozu władzy. - To jest ta różnica, że system państwowy nie był wprost podporządkowany interesom partii, a dzisiaj partia po prostu go kontroluje - ocenił.

Nieprawidłowości z oświadczeniami majątkowymi dotyczą także Michała Dworczyka, obecnego szefa kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego. Polityk nie wpisał w swoich zeznaniach udziałów w spółce oraz nieruchomościach.

Teraz politycy PiS brak wpisów w oświadczeniu tłumaczą, że "to zwykła ludzka pomyłka", że "każdy ma prawo popełniać błędy", a Dworczyk to przecież "bardzo uczciwy człowiek".

CBA bada sprawy Dworczyka i Banasia

CBA sprawę Michała Dworczyka bada od czterech miesięcy. Szef kancelarii premiera, chociaż sam ma kłopoty, przekonuje o uczciwości innego polityka Prawa i Sprawiedliwości - Mariana Banasia, wybranego na nowego szefa Najwyższej Izby Kontroli. Jego też kontroluje Centralne Biuro Antykorupcyjne - szósty miesiąc.

Zdaniem Dworczyka, Banaś "ma piękną kartę zapisaną w opozycji" i jest "uczciwym człowiekiem".

Wątpliwości w sprawie Banasia budzi kamienica, którą, jak zapewniał, sprzedał w 2016 roku. Rok później okazało się, że szef NIK nadal ją ma - i nie wpisał do ostatniego dostępnego publicznie oświadczenia majątkowego informacji o zabezpieczeniu na hipotece kamienicy.

- Agenci CBA czy prokuratorzy wiedzą, co robić. Po co iść na starcie z szefem NIK-u Marianem Banasiem, który jest dobrym kumplem Mariusza Kamińskiego, Jarosława Kaczyńskiego czy Antoniego Macierewicza - powiedział Stankiewicz.

Ostatnie oświadczenie majątkowe Mariana Banasia jest niejawne. Skorzystał z przysługującego mu prawa i nie zgodził się na ujawnienie tego dokumentu. Zgodnie z przepisami oświadczenie trafiło do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf.

CBA zwróciło się więc do niej o kopie tego dokumentu, po tym jak "Superwizjer" TVN ujawnił niejasności wokół oświadczenia majątkowego nowego szefa Najwyższej Izby Kontroli.

Autor: asty//now / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24