Oferta, która "nie miała znaczenia" i kilkadziesiąt wizyt w resorcie Ziobry

Konkret24. Ziobro: "nie wiedziałem, że uruchomią postępowanie". Przypominamy kalendarium zdarzeń
"Ta oferta w gruncie rzeczy nie miała żadnego znaczenia"
Źródło: TVN24
Za czasów Zbigniewa Ziobry fundacja Centrum Pomocy Pokrzywdzonym za pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości zakupiła pojazd, który miał być mobilnym studiem telewizyjnym. Kosztował ponad 300 tysięcy złotych. - Okazało się, że to był zwykły kamper - powiedział w sobotę w TVN24 dziennikarz "Czarno na białym" Artur Warcholiński, autor reportażu "Kamper sprawiedliwości". Jak dodał, oferta konkursowa złożona przez fundację "w gruncie rzeczy nie miała żadnego znaczenia".

Ministrowi Ziobrze zamarzyło się, by mieli wóz transmisyjny - takimi słowami, według ustaleń prokuratury, były dyrektor Funduszu Sprawiedliwości instruował urzędniczkę ministerstwa. O pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości ubiegała się wtedy fundacja związana z wpływowym pracownikiem Telewizji Polskiej w czasach Jacka Kurskiego (dziś współpracującym z TV Republika) - Centrum Pomocy Pokrzywdzonym.

Pieniędzy tych nie powinna była dostać, bo - jak stwierdził NIK - nie spełniała wymagań konkursu. Fundusz przyznał jej jednak 13,5 miliona złotych. Za pieniądze te kupiła m.in. samochód typu kamper z przeznaczeniem na wóz transmisyjny. Zakup, według prokuratury, odbył się na osobiste polecenie Zbigniewa Ziobry i w ten sposób - jak twierdzi prokuratura - minister przekroczył swoje uprawnienia. To jeden z dwudziestu sześciu zarzutów, które śledczy chcą postawić Ziobrze. A losy kampera, który na jego polecenie miał być wozem transmisyjnym, oraz działalność fundacji obdarowanej publicznymi pieniędzmi prześledził Artur Warcholiński z redakcji "Czarno na białym".

REPORTAŻ "KAMPER SPRAWIEDLIWOŚCI" DOSTĘPNY W TVN24 + >>>

Kamper zakupiony z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości
Kamper zakupiony z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości
Źródło: Czarno na białym

Oferta, która "w gruncie rzeczy nie miała znaczenia"

Dziennikarz był w sobotę gościem TVN24. Do studia przyniósł ze sobą ofertę konkursową, czyli - jak mówił - "ponad 100 stron opisu, co fundacja Centrum Pomocy Pokrzywdzonym chce zrobić z pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości". - Tylko ta oferta w gruncie rzeczy nie miała żadnego znaczenia - dodał.

Jak mówił Warcholiński, zgodnie z ustaleniami prokuratury oraz wynikami audytu w Ministerstwie Sprawiedliwości, przedstawiciele Fundacji Centrum Pomocy Pokrzywdzonym 35 razy wizytowali resort przed ogłoszeniem konkursu. - Tu już państwo mogą sobie sami odpowiedzieć na pytanie, po co taka organizacja, która wie, że będzie się ubiegać o miliony złotych publicznych pieniędzy, przychodzi do Ministerstwa Sprawiedliwości - stwierdził dziennikarz.

Przypomniał, że pierwszy konkurs, w którym startowała ta fundacja, odbył się zaledwie trzy miesiące po jej zarejestrowaniu.

- Co ciekawe, ten pierwszy konkurs przegrała, bo jak tłumaczyła mi prokuratura, ta oferta była tak źle skonstruowana, że nawet urzędnicy odesłali ją do poprawek. Do poprawek, w których ci sami urzędnicy później wzięli udział, to znaczy nanosili pewne zmiany, podkręcali tę ofertę, żeby, jak wróci w następnym konkursie, wszystko się już zgadzało i te miliony złotych mogły dla tej fundacji popłynąć - wyjaśnił autor reportażu.

Specjalny aneks do umowy

Konkurs, w jakim udział brała wspomniana fundacja dotyczył przeciwdziałania przestępczości. - To jest ta kategoria, która została wprowadzona specjalnie przez Zbigniewa Ziobrę w 2017 roku. O tym, jak bardzo jest ona pojemna świadczy ilość materiałów i reportaży, które powstały na ten temat - stwierdził gość TVN24.

Jak wyjaśnił, według Centrum Pomocy Pokrzywdzonym owe przeciwdziałanie przestępczości miało się odbywać za pomocą fakt-checkingowego portalu internetowego.

- Był rok 2021 i tej fundacji zostało sporo pieniędzy z tej transzy, którą ministerstwo jej przyznało. Na koniec roku fundacja zwróciła się formalnie do Ministerstwa Sprawiedliwości, że chce w inny sposób wydatkować pieniądze, które zostały. Tutaj dochodzimy do wyjaśnień Tomasza Mraza, byłego dyrektora Departamentu Funduszu Sprawiedliwości, co w materiałach prokuratury ma swoje potwierdzenie, że doszło do pewnej narady z ministrem sprawiedliwości, czyli Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim. Tam miały paść te słynne słowa, że ministrowi Ziobro "wymarzyło się, by mieli wóz transmisyjny" - mówił Warcholiński.

Poseł PiS: Orban jest wybitny
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:

Poseł PiS: Orban jest wybitny

Jak dodał, Ziobro polecił Marcinowi Romanowskiemu, aby taki aneks specjalny został skonstruowany. - Fundacja ten aneks podpisała. Finalnie ten kamper za ponad 300 tysięcy złotych, który miał być mobilnym studiem telewizyjnym, został zakupiony. Tylko później, jak już prokuratura zabrała się za śledztwo i zbadała ten kamper, to okazało się, że śladów tego mobilnego studia zbyt wiele nie znalazła. To był zwykły kamper - powiedział dziennikarz.

Dziś kamper jest zabezpieczony przez Prokuraturę Krajową, stoi zaparkowany na terenie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i jest jednym z dowodów w śledztwie.

OGLĄDAJ: Wszystkie drogi prowadzą na Węgry. Co kamper ma wspólnego z pomaganiem pokrzywdzonym?
Zbigniew Ziobro

Wszystkie drogi prowadzą na Węgry. Co kamper ma wspólnego z pomaganiem pokrzywdzonym?

Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: