Działaczka ruchu antyaborcyjnego we władzach państwowej spółki

Polska

O projekcie "Zatrzymaj aborcję" Kaja Godek mówiła w "Kropce nad i"tvn24
wideo 2/28

Kaja Godek, pełnomocniczka komitetu Zatrzymaj Aborcję, zasiada w radzie nadzorczej Warszawskich Zakładów Mechanicznych. W spółce, w której udziały posiada Skarb Państwa, taką funkcję pełni od 2015 roku. Godek, komentując tę sprawę, odpowiedziała, że przez swoje zaangażowanie w ruch pro-life "ryzykuje utratę pracy".

Informacja o posadzie Godek w państwowej spółce była w ostatnich dniach szeroko komentowana w mediach społecznościowych, między innymi na Twitterze. Sama zainteresowana zaprzeczała, że dostała posadę w WZM z politycznego nadania. Z informacji zawartych na stronach internetowych Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że Kaja Godek w radzie nadzorczej spółki zasiada od 17 grudnia 2015 roku, co oznacza, że trafiła do władz WZM miesiąc po powołaniu rządu PiS z Beatą Szydło jako premierem.

Godek odniosła się w niedzielę na Twitterze do zarzutów, jakoby jej praca miała związek z polityką i działalnością w ramach ruchu pro-life.

"Jest dokładnie przeciwnie. Prowadząc [fundację] Życie i Rodzina, a szczególnie inicjatywę #ZatrzymajAborcję ryzykuję utratę pracy" - napisała na Twitterze Godek.

"Sowieckie metody"

Sprawę zatrudnienia Godek w WZM opisała w poniedziałek "Gazeta Wyborcza". W tekście podkreślono jej zaangażowanie w ruch antyaborcyjny.

"Aborcjoniści z GW - pełni troski o bezpieczeństwo finansowe rodzin z chorymi dziećmi - właśnie próbują zwolnić mnie z pracy. Sowiecka metoda. Wolę stracić tę pracę, byle #ZatrzymajAborcję zostało uchwalone, niż ją utrzymać i tolerować zabijanie dzieci" - napisała na Twitterze Godek.

"Mam sto procent obecności na spotkaniach"

W poniedziałek Godek tłumaczyła dziennikarzom wp.pl, że została powołana do rady nadzorczej WZM przez walne zgromadzenia aukcjonariuszy spółki, "tak jak i inni jej członkowie".

- Wszystko jest zgodne z prawem, wyniki firmy idą w górę, a ostatnio spółka dostała Nagrodę Gospodarczą Prezydenta. Poza jednym posiedzeniem rady, które wypadło dokładnie w terminie porodu mojego trzeciego dziecka, mam sto procent obecności na spotkaniach - przekonywała działaczka.

Na pytanie, jakie ma kompetencje w branży elementów wtryskowych do silników wysokoprężnych odpowiedziała, że jej głównym zadaniem jest kontrolowanie spółki.

- Zadaniem organu nadzoru jest jej kontrolowanie. Ja pracowałam w zarządzie Fundacji Pro gdzie zarządzałam w szczytowym okresie grupą 500 ludzi, to było kilka lat temu, wtedy to były czasy rozkwitu tej organizacji - argumentowała Godek.

Działaczka pro-life nie ujawniła, ile zarabia w radzie nadzorczej państwowej spółki. - Nie jest to wiedza tajemna, ale nie zamierzam się spowiadać - stwierdziła.

Działaczka pro-life, była studentka anglistyki

Jak pisał w 2015 roku tygodnik "Polityka", Kaja Godek "studiowała anglistykę, była asystentką prezesa w jednej z warszawskich firm i jest żoną Jana, pracownika Politechniki Warszawskiej". W wieku 25 lat zaszła w ciążę. Dziecko urodziło się z zespołem Downa. Lekarze proponowali jej wcześniej przeprowadzenie aborcji, ale Godek się nie zgodziła.

Kaja Godek zasiada w zarządzie fundacji Życie i Rodzina, która w ostatnich miesiącach prowadziła zbiórkę podpisów pod obywatelskiej projektem ustawy "Zatrzymaj aborcję".

Projekt ten przewiduje możliwość zniesienia prawa do przerwania ciąży ze względu na ciężkie i nieodwracalne wady płodu. Został pozytywnie zaopiniowany przez sejmową komisję sprawiedliwości i praw człowieka i teraz ma się nim zająć komisja polityki społecznej i rodziny.

W odpowiedzi na dalsze prace nad projektem Ogólnopolski Strajk Kobiet zorganizował w piątek demonstrację pod hasłem "Czarny Piątek".

Autor: PTD//now,kg / Źródło: Gazeta Wyborcza, Polityka, TVN24, WP.pl

Raporty: