Nie okazał dowodu osobistego, został skuty. "Prokuratura bada przebieg interwencji"

TVN24

Marek K. miał zostać zakuty w kajdanki po tym, jak nie chciał okazać dowodu osobistegoTVN 24
wideo 2/3

Jeżeli prokuratura stwierdzi, że doszło do przewinienia, my już wielokrotnie udowadnialiśmy, że dla takich funkcjonariuszy nie ma taryfy ulgowej - zapewnił rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Ciarka, komentując sprawę interwencji białostockich policjantów. Prokuratura sprawdza, czy funkcjonariusze zgodnie z prawem użyli środków przymusu bezpośredniego wobec mężczyzny, który nie chciał okazać im dowodu osobistego. Mężczyzna nagrał interwencję telefonem komórkowym.

42-letni pan Marek relacjonował, że siedział z kolegą na rampie przy jednym z osiedlowych sklepów w Białymstoku i obaj oglądali filmy w telefonie. Dwaj policjanci z patrolu, którzy podeszli do nich, poprosili go o dowód osobisty, ale on - jak twierdził - nie miał go przy sobie i odmówił okazania dokumentu.

Kajdanki i kask zabezpieczający

- Nie spożywaliśmy alkoholu, nic nie hałasowaliśmy, byliśmy grzeczni, cicho siedzieliśmy - mówił pan Marek w rozmowie z TVN24. - Bardzo, bardzo szybko, agresywnie zaczęli traktować moją osobę - przekonywał, opisując działania policjantów.

Na nagraniu zarejestrowanym przez pana Marka telefonem komórkowym widać fragment rozmowy mężczyzny z funkcjonariuszem. Mężczyzna mówi, że nie ma dowodu osobistego i go nie okaże. Policjant prosi go o wyjęcie wszystkich przedmiotów z kieszeni, a wtedy pan Marek dopytuje, na jakiej podstawie policjant tego od niego żąda. Na kolejnym fragmencie nagrania słychać szamotaninę.

Według relacji mężczyzny przekazanej w rozmowie z reporterką TVN24 funkcjonariusze mieli przewrócić Marka K. na ziemię, zablokować swoim ciałem i skuć go w kajdanki, a na głowę założyć specjalny kask zabezpieczający, który zakłada się na przykład osobom wyjątkowo agresywnym. Później, jak mówił, został zabrany do izby wytrzeźwień.

Nagranie z telefonu komórkowego Marka K.
tvn24

Postępowanie dyscyplinarne i śledztwo

W sprawie interweniujących policjantów toczy się postępowanie dyscyplinarne. Policja zgłosiła również sprawę do prokuratury. Jak wyjaśniał rzecznik Komendy Głównej Policji inspektor Mariusz Ciarka, w wyjaśnianie sprawy zaangażowane jest Biuro Spraw Wewnętrznych, jednostka kontrolująca działania funkcjonariuszy.

- Nie chcemy być sędziami we własnej sprawie - stwierdził Ciarka, odnosząc się do zawiadomienia złożonego do prokuratury. - Liczymy na bardzo szybkie wyjaśnienie okoliczności tego zdarzenia przez miejscową prokuraturę - dodał. - Jeżeli prokuratura stwierdzi, że doszło tam do jakiegokolwiek przewinienia, my już wielokrotnie udowadnialiśmy, że dla takich funkcjonariuszy nie ma żadnej taryfy ulgowej - powiedział rzecznik KGP.

Ciarka: dla takich funkcjonariuszy nie ma żadnej taryfy ulgowej
tvn24

Do sprawy odniósł się również Maciej Płoński z Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ.

- Prokuratura bada przebieg interwencji podjętej przez funkcjonariuszy policji wobec Marka K., czyli bada zasadność podjęcia tej decyzji, jak również dalszego jej przebiegu, czyli czy zostały użyte zasadnie środki przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej, kajdanek, jak również czy zostały te środki przymusu bezpośredniego użyte adekwatnie do sytuacji - wyjaśniał prokurator.

"Prokuratura bada przebieg interwencji"
tvn24

Autor: mart//now / Źródło: tvn24