Reporterka TVN24 Olga Mildyn rozmawiała z panią Katarzyną, jedną z osób, które leczone są w szpitalu w Nyiregyhazie. Wyjaśniła, że rozmawiała z przedstawicielami polskiego MSZ. - Mówili, że starają się załatwić pozwolenie na lądowanie i start z Debreczyna, żeby nie musieć robić tych procedur z Budapesztu i nie musieć tam wozić nas - przekazała. Dodała, że muszą oni zebrać rannych z czterech szpitali i jeżeli wszystko się uda, to samolot wyleci już o godzinie 21.
Zapytana, czy są już informacje na temat wypisów poszkodowanych odparła, że będą przygotowane dla osób, które mogą wyjść ze szpitala o własnych siłach. - Więc na pewno na dzisiaj te osoby wylecą stąd - powiedziała.
Pani Katarzyna pytana była o przebieg wypadku i czy o nim rozmawiają. Jak podkreśliła, wiele osób ma "luki w pamięci", ponieważ to, co się stało, "mocno ich straumatyzowało". - Było strasznie. Myślałam, że się palimy, bo w autobusie było pełno pyłu. Nie wiedziałam, co to jest. Okazało się, że to widocznie był ten zebrany od spodu piach. Natomiast był dziwnie, [autokar - red.] przechylony w taki sposób, że ja na początku, jak się obudziłam, to uderzyłam kilka razy głową i barkiem, a potem leżałam głową w dół, ale jakoś się podniosłam, zobaczyłam, że już wybity jest ten otwór dachowy - opowiadała.
Poszkodowana powiedziała też, że zwróciła się do pozostałych pasażerów. - Weszłyśmy na półeczkę, powiedziałam ludziom, żeby byli spokojni, że wszystkich nas stąd wyciągną. No i ja wyszłam jako jedna z pierwszych - dodała.
Pani Katarzyna wyjaśniła, że siedziała po lewej stronie autokaru. - Ja siedziałam po tej stronie, gdzie kierowca, czyli po lewej stronie autokaru i przy oknie, a spałam zwinięta w jakiś taki maksymalny kłębek, więc po prostu poleciałam tak jak kulka, gdy się ten autobus obracał - relacjonowała.
Mówiła też o wzajemnej pomocy ofiar wypadku. - Krzesła powyrywane leżały, przygniatały ludzi, ludzie leżeli jedni na drugich, dlatego trzeba było się po prostu [wydostać - red.] stamtąd - mówiła. Opowiedziała też o "niesamowitej akcji", którą wykonał kierowca autokaru. - On do samego końca, dopóki nie przyjechały służby, też wyciągał [ludzi - red.] właśnie - podkreśliła.
Wypadek autokaru na Węgrzech. Relacje poszkodowanych
W tym samym szpitalu znajduje się również mężczyzna wraz z dwójką synów. Pan Grzegorz oraz Adrian i Adam, którzy także znajdowali się w autokarze.
Reporterka zwróciła uwagę, że Adrian często pojawia się relacjach świadków w wypadku, ze względu na to, że wybił szybę w leżącym autokarze. Zapytany, czy pamięta to zdarzenie, odparł, że tak. - Tak, bo obudziłem się minutę przed wypadkiem, więc poczułem już, jak autokar właśnie zjeżdżał na bok - wspominał Adrian.
Olga Mildyn zwróciła uwagę, że ta rodzina siedziała po prawej stronie autobusu, która według relacji poszkodowanych była najniebezpieczniejsza. - Tak, w momencie, kiedy pierwszy raz uderzyliśmy, poczułem, jak szyba właśnie pęka, jak lekko mnie wypycha. Chwyciłem się wtedy fotela. Gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie mógłbym tego nie przeżyć - powiedział.
Dodał on, że w momencie katastrofy wiele osób w autokarze spało. - Praktycznie cały autokar właśnie spał. Dopiero po czasie, jak już naprawdę zjeżdżaliśmy bokiem, ludzie zaczęli się budzić. Było słyszeć krzyki, wołania - relacjonował Adrian.
Opowiedział też, jak pasażerowie wzajemnie pomagali sobie w opuszczeniu pojazdu. - Pomagaliśmy wychodzić przez górne szyby autokaru, przez bok. Staraliśmy się też jak najszybciej z autokaru wyciągnąć ludzi, żeby ratownicy mogli udzielić pomocy tym, którzy leżeli nieprzytomni, bądź stało im się coś poważniejszego - zaznaczył.
Pan Grzegorz w rozmowie z reporterką wyjaśnił, że nie może opuścić jeszcze szpitala. - Mam uszkodzony jeden z kręgów i dopiero będę transportowany na leżąco innym samolotem - wytłumaczył. Wyjaśnił też, że jego żona znajduje się w innym szpitalu i została lekko ranna. - Mówią, że jest tylko lekko poobijana, to raczej wszystko będzie w porządku - wyraził nadzieję. Zapytany, czy pamięta jak wyglądał wypadek, odparł: - Sam początek nie. Dopiero się obudziłem, jak już praktycznie autobus leżał.
Adam również przytoczył przebieg zdarzenia. - Pamiętam, jak zaczynaliśmy zjeżdżać z drogi. W pewnym momencie się chwyciłem fotela. Straciłem na chwilę przytomność i obudziłem się, niemal leżąc na ziemi - opowiedział.
Wypadek na Węgrzech
Około godziny 1 w niedzielę na autostradzie M3 na wschodzie Węgier, niedaleko miejscowości Mezokeresztes, autokar z polskimi pielgrzymami wpadł do rowu. Zginęło 12 osób. W pojeździe znajdowało się 57 pasażerów, którzy wracali z Medjugorje w Bośni i Hercegowinie oraz dwóch kierowców.
W niedzielę potwierdzono tożsamość sześciu ofiar wypadku - przekazała wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul, gdyż to właśnie z tego województwa była większość pielgrzymów. W poniedziałek Kubas-Hul poinformowała, że potwierdzono tożsamość łącznie siedmiu ofiar.
Przyczyna katastrofy nie została jeszcze ostatecznie ustalona. Attila Janasóczki, rzecznik komendy policji komitatu Borsod-Abauj-Zemplen, przekazał portalowi 24.hu, że według wstępnych ustaleń kierujący mógł zasnąć. Śledczy wciąż jednak wyjaśniają okoliczności zdarzenia. Zbierają między innymi materiał potrzebny do odtworzenia przebiegu wypadku. Dopiero po tym będzie możliwe ustalenie, dlaczego doszło do tej tragedii.