Ochroniarze z niewielkim doświadczeniem w grupie premiera. "Młodzież się gubi"

Polska

Dymisja komendanta SOP. Materiał "Faktów w Południe"tvn24
wideo 2/11

Do ochrony osobistej premiera Mateusza Morawieckiego trafiło trzech funkcjonariuszy z 10 miesiącami doświadczenia – ustalił portal tvn24.pl w Służbie Ochrony Państwa. Według byłych szefów BOR, to skandal bez precedensu. - Młodzież się gubi, a dziury w szyku ochronnym powodują realne zagrożenie – słyszymy od informatorów. Według nich, Tomasz Miłkowski musiał się podać do dymisji "za całokształt". 

Sejm, połowa stycznia. Na sali plenarnej pierwsze posiedzenie po śmierci Pawła Adamowicza zaczyna się od minuty ciszy upamiętniającej zabitego przez nożownika prezydenta Gdańska. Z gmachu parlamentu wypada oficer SOP z ochrony Mateusza Morawieckiego.

– Pogadam z "Kubicą" – rzuca nerwowo przez radio i idzie do zaparkowanej przed budynkiem limuzyny premiera.

Funkcjonariusz ma ksywkę "Witul" i jest dowódcą zmiany w ochronie premiera. "Kubica" to najbardziej doświadczony z jego kierowców. Nerwowość w SOP jest spowodowana oczekiwaniem na decyzję, czy w zaplanowanym na sobotę pogrzebie Adamowicza wezmą udział ochraniani politycy.

Były oficer SOP: - "Witul" to dobry fachowiec. Doświadczony, sprawny i dba o formę, ale musi dowodzić dużo słabszymi ludźmi. To nie jest łatwe. Nic dziwnego, że "Karamba" (szef ochrony Mateusza Morawieckiego – przyp. red.), w ostatnich miesiącach posiwiał.

"Robi się niebezpiecznie"

Były oficer, któremu podlegała ochrona bezpośrednia: - Funkcjonariusze są słabo wyszkoleni. Zwłaszcza u premiera. Obserwuję, jak się ustawiają przy samochodzie, jak zajmują sektory i jak się porozumiewają. Niedoświadczonych poznaje się po tym, że muszą być cały czas instruowani przez słuchawkę. Ich dowódca cały czas pracuje na mikrofonie. W tej robocie doświadczenie jest najważniejsze. Bez niego robi się niebezpiecznie.

Były oficer, który do niedawna odpowiadał w SOP za szkolenie: - Z funkcjonariuszy z ochrony bezpośredniej prezydenta nie znam nikogo. Nie wiem, skąd wzięli tych młodych chłopaków. W grupie ochronnej premiera nie jest wiele lepiej. Znam tylko dwóch z nich – szefa i jego zastępcę. Kojarzę też trzeciego. To gość, który nie zaliczył egzaminu sprawnościowego, bo nie potrafił się raz podciągnąć.

Funkcjonariusze SOP, którzy blisko współpracują z ochroną prezydenta i premiera przy zabezpieczaniu ich wizyt, przyznają, że w ich ochronie z doświadczeniem nie jest najlepiej, a każde wejście w tłum to ryzyko.

– Jest za dużo młodych. Ta młodzież się gubi, a przerwy w szyku ochronnym powodują realne zagrożenie. W tłumie można podejść do premiera na wyciągnięcie ręki. Dlatego trzeba nieraz wysyłać po cichu naszych ludzi, by łatali dziury – przyznaje jeden z naszych informatorów.

Inny dodaje, że dziury muszą też łatać dowódcy zmian, co odbija się na jakości dowodzenia.

- Dowódcy zmiany nieraz chodzą tuż za premierem lub prezydentem. To podstawowy błąd. To inny funkcjonariusz powinien się skupić tylko na osobie ochranianej, a dowódca powinien być oddalony, by mieć szerszą perspektywę i sterować całą grupą – wyjaśnia nasz rozmówca.

Kampania na "wariackich papierach"

Poniedziałek 18 lutego. Premier na pokładzie autobusu odwiedza pięć miejscowości, gdzie opowiada o postulatach z "piątki Morawieckiego". Podczas przystanku na stacji benzynowej szefa rządu zagaduje reporter.

- Czy takich wyjazdów będzie więcej? To jest początek kampanii? – rzuca.

- To nie jest początek kampanii, ale mam nadzieję, że będzie ich więcej – odpowiada premier. Od dziennikarza oddziela go oficer ochrony, który opuszcza stację wolno idąc tyłem.

Były oficer Biura Ochrony Rządu, który przez lata odpowiadał za szkolenie ochrony bezpośredniej, widząc nagranie z postoju premiera na stacji benzynowej, nie może powstrzymać śmiechu. – Widać, że się stara, jest spięty, ale powinien wiedzieć, że w takiej sytuacji nie chodzi się tyłem, gdy nie ma się za plecami innego funkcjonariusza. Ci chłopcy muszą się jeszcze sporo nauczyć – ocenia.

Okazji do nauki będzie więcej, bo premier ma być twarzą kampanii wyborczej do europarlamentu, ma jeździć po Polsce i spotykać się z wyborcami.

- Kampanie zawsze były robione na wariackich papierach, bo dzieje się wtedy tyle, że nie da zabezpieczyć wszystkiego w 100 procentach. Zawsze brakowało ludzi, ale teraz jest szczególnie ciężko – przyznaje nasz rozmówca zbliżony do SOP.

- Po zabójstwie Pawła Adamowicza trzeba brać pod uwagę, że może się pojawić kolejny napastnik uzbrojony w nóż. Ochrona podczas kampanii musi być wyjątkowo czujna – dodaje inny.

Bezpieczeństwo podczas takich wizyt zależy nie tylko od ochrony bezpośredniej, ale też od grupy zabezpieczającej tzw. miejsca czasowego pobytu.

- W każde takie miejsce jedzie dzień wcześniej dwóch funkcjonariuszy, którzy wszystko muszą przygotować. Do wydziału zajmującego się tym u premiera przyszło trochę ludzi, ale doświadczonych jest tylko kilku – wylicza nasz informator.

SOP potwierdza: 10 miesięcy doświadczenia u premiera

Od powstania Służby Ochrony Państwa w lutym zeszłego roku formację opuściło ponad 200 funkcjonariuszy. Jej kłopoty kadrowe nie ograniczają się jednak tylko do braku doświadczonych kierowców, o czym pisaliśmy w portalu tvn24.pl. Według naszych źródeł w SOP funkcjonariusze z małym stażem trafiają też do ochrony bezpośredniej prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Nasze nieoficjalne informacje potwierdzamy w Służbie Ochrony Państwa, pytając o staż wszystkich funkcjonariuszy z grupy premiera, bo SOP ze względów bezpieczeństwa nie może ujawnić ich dokładnej liczby (w przybliżeniu jest ich od kilkunastu do dwudziestukilku – przyp. red.). Zapytaliśmy więc, ile miesięcy stażu w ochronie bezpośredniej ma trzech najmniej doświadczonych ochroniarzy szefa rządu.

Ówczesna rzeczniczka Anna Gdula-Bomba odpowiedziała pod koniec października, po miesiącu od skierowania przez nas do niej pytań: 
"Funkcjonariusz 1 – 10 miesięcy w ochronie bezpośredniej, funkcjonariusz 2 – 10 miesięcy w ochronie bezpośredniej, funkcjonariusz 3 – 10 miesięcy w ochronie bezpośredniej".

Analogiczne pytanie zadaliśmy o doświadczenie ochroniarzy prezydenta.

"Funkcjonariusz 1 – 19 miesięcy w ochronie bezpośredniej, funkcjonariusz 2 – 35 miesięcy w ochronie bezpośredniej, funkcjonariusz 3 – 47 miesięcy w ochronie bezpośredniej" – odpowiada rzeczniczka.

Byli szefowie BOR: to skandal bez precedensu

Odpowiedzi przytaczamy naszemu rozmówcy, który wiele lat w SOP i poprzedzającym tę służbę Biurze Ochrony Rządu odpowiadał za szkolenie. – To absolutny skandal, by w jednej z najważniejszych grup byli ludzie z 10 miesiącami w ochronie bezpośredniej. Za to powinien być prokurator – denerwuje się oficer.

Oburzenia nie kryją też czterej byli szefowie BOR – Mirosław Gawor (w latach 1991-2001), Grzegorz Mozgawa (2001-2005), Marian Janicki (2007-2013) i Andrzej Pawlikowski (2006-07 i 2015-17).

Generałowie w rozmowie z tvn24.pl są zgodni, że tak niedoświadczeni funkcjonariusze nie powinni trafić do grupy chroniącej premiera lub prezydenta. Żaden z nich nie pamięta ani jednego podobnego przypadku w czasach swojej służby w BOR, poprzednika SOP.

- Do grup prezydenta i premiera powinni trafiać najlepsi z najlepszych. Tam nie ma miejsca na naukę, bo trzeba często podejmować samodzielnie decyzje. Grupa powinna działać jak automat. Jest tak silna, jak jej najsłabsze ogniwo – wyjaśnia gen. Gawor.

- To skandal. Przez 10 miesięcy nie można się wiele nauczyć– wtóruje mu gen. Janicki. O odniesienie się do tych opinii prosiliśmy rzeczniczkę SOP. Pytaliśmy, jak długo ci funkcjonariusze są w służbie i czy zanim trafili do premiera byli w innej grupie ochronnej. Odpowiedzi na te pytania rzeczniczka nie udzieliła.

Zamiast niej służby prasowe SOP tłumaczą, że część funkcjonariuszy trafia do premiera "rotacyjnie", by nauczyć się działania w dużej grupie ochronnej.

"Wyprzedzając potrzeby służby oraz dbając o zapewnienie ciągłości najwyższego poziomu zapewnionej ochrony, SOP gwarantuje grupom ochronnym ogniwo wsparcia w postaci dodatkowych funkcjonariuszy, którzy wyróżniają się ogromnym potencjałem. Umożliwienie funkcjonariuszom wzajemnego czerpania z doświadczenia, przy jednoczesnym zapewnieniu wsparcia, to dobra praktyka funkcjonująca w podobnych służbach na całym świecie" – wyjaśnił SOP.

Byli szefowie BOR i SOP twierdzą zgodnie, że wcześniej takiej praktyki nie było.

Gen. Mozgawa: - To szaleństwo. Grupy prezydenta i premiera to nie miejsce na naukę. Za to ważne jest w nich zgranie i zaufanie. Nie pamiętam, by taki system rotacyjny był stosowany.

Gen. Gawor: - Tam powinni trafiać najlepsi z najlepszych, a nie ludzie do szkolenia, co świadczy o nieprofesjonalizmie i braku odpowiedzialności przełożonych.

Gen. Pawlikowski: - Nigdy nie wysyłało się funkcjonariuszy do grup prezydenta, czy premiera na jakiś czas, by się podszkolili. To, co się teraz dzieje, to tragedia.

Rzeczniczka odwołana, SOP zasłania się tajemnicą

Według naszych źródeł w SOP system rotacyjny polega na tym, że do grup prezydenta i premiera trafiają mniej doświadczeni ochroniarze, którzy po kilku miesiącach są przesuwani do innych zadań, by zrobić miejsce dla kolejnych wymagających podszkolenia.

Oficer SOP: - Na razie sytuacja w firmie jest katastrofalna. Jeśli w ogóle, to wróci do normy może za pięć lat, jak wyszkolimy wystarczającą liczbę funkcjonariuszy, by zapełnić lukę po tych, którzy odeszli ze służby.

Od listopada próbowaliśmy uzyskać w SOP informacje na temat składu obu najważniejszych grup ochronnych. W grudniu funkcje rzeczniczki straciła Anna Gdula-Bomba, która została przesunięta do dyspozycji komendanta służby. SOP nie odpowiada na pytania o powody decyzji. Nieoficjalnie słyszymy, że Gdula-Bomba została ukarana za to, że "za dużo ujawniła dziennikarzom".

Bogusław Piórkowski, nowy rzecznik SOP, odmówił odpowiedzi na pytania o doświadczenie ochroniarzy prezydenta i premiera.

"Struktura organizacyjna SOP została objęta klauzulą niejawności w związku z tym nie jest możliwe szczegółowe odnoszenie się do przebiegu kariery indywidualnych funkcjonariuszy. Jednocześnie pragnę podkreślić, że dla Służby Ochrony Państwa bezpieczeństwo osób ochranianych to priorytet" – napisał Piórkowski.

"Jak prowadzenie samochodu bez prawa jazdy"

Jego poprzedniczka odpowiedziała nam jednak wcześniej na pytanie, ilu z ochroniarzy premiera i prezydenta zaliczyło wcześniej elitarny Wydział Zabezpieczenia Specjalnego, który jest swoistą kuźnią kadr dla ochrony bezpośredniej. Funkcjonariusze doskonalą się tam w sztukach walki i strzelaniu, a gdy osiągną odpowiedni poziom pod okiem bardziej doświadczonych, biorą udział w ochronie zagranicznych polityków, którzy goszczą w Polsce.

Z odpowiedzi, którą dostaliśmy pod koniec października wynika, że 15 z 17 funkcjonariuszy z grupy premiera nie przeszło przez WZS.

"Należy zaznaczyć, że 15 z wymienionych wykonywało i wykonuje zadania służbowe kierowcy, a tym samym przypisani byli do komórki transportowej" – podkreśla w odpowiedzi Gdula-Bomba (od kierowców nie jest to wymagane).

Analogicznie w grupie prezydenta WZS-u nie zaliczyło "18 funkcjonariuszy", z których 14 to kierowcy.

– To jak prowadzenie samochodu bez prawa jazdy – ocenia były oficer odpowiedzialny za szkolenie.

Nasi rozmówcy przyznają, że kryteria pozwalające na przyjęcie funkcjonariuszy do dwóch najważniejszych grup ochronnych nie są zapisane w procedurach, jednak określa je ugruntowana przez lata praktyka. Zgodnie z nią każdy funkcjonariusz powinien najpierw odbyć trzy lata służby przygotowawczej, zaczynając od ochrony obiektów. Dopiero po tym okresie pracy z nienaganną opinią borowcy mogli być przyjęci do WZS, gdzie mogli nabierać wprawy chroniąc zagranicznych polityków.

- Gdy funkcjonariusz nabrał doświadczenia, był kierowany do ochrony delegacji zagranicznych. Nie jako pierwszy garnitur, ale drugi. Jak się sprawdził, mógł być kandydatem do ochrony polskich VIP-ów – wyjaśnia Mozgawa.

Były oficer: - Kiedyś pierwszą robotę dostawało się przy wizytach zagranicznych, na przykład słowackiego wiceministra. Teraz wrzuca się młodego gościa do prezydenta i mówi "idź, a jak coś pierdolnie, to będziemy się martwić".

Szkolenia na strzelnicy objęte "przerwą wakacyjną"

SOP pytamy też o to, jak często w ciągu trzech miesięcy ochroniarze najważniejszych osób w państwie mieli szkolenia strzeleckie.

- Nasi rozmówcy podkreślają, że zgodnie z zasadami służba powinna być podzielona na trzy zmiany – gdy jedna pracuje z VIP-em, druga powinna być na szkoleniu, a trzecia odpoczywać.

Z odpowiedzi wynika, że od sierpnia do października funkcjonariusze z grup prezydenta i premiera odbyli 20 szkoleń strzeleckich. Rzeczniczka SOP zaznaczyła, że w sierpniu szkolenia się nie odbywały, bo ten miesiąc jest "objęty przerwą wakacyjną".

- Przerwa w wakacje to nowość, ale liczba strzelań jest w sumie wystarczająca. Choć problem nie w liczbie wizyt na strzelnicy, a w liczbie oddanych strzałów. Bywało, że dostawaliśmy po 5 naboi – mówi nasz informator.

Na pytanie o liczbę naboi służby prasowe SOP nie odpowiedziały.

Z informacji, jakie uzyskaliśmy w SOP wynika, że znacznie mniej niż wizyt na strzelnicy jest szkoleń z taktyki ochronnej. To kluczowy element szkolenia, który pozwala wyrobić odpowiednie nawyki w sytuacjach zagrożenia dla ochranianych polityków.

Od sierpnia do października ochroniarze Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego odbyli jedno takie szkolenie.

"Funkcjonariusze wskazani w pytaniu odbyli 5-dniowe szkolenie z taktyki ochronnej w Wędrzynie" – brzmi odpowiedź na pytanie o grupę prezydenta i premiera.  W tym wypadku rzeczniczka SOP również dodaje, że w sierpniu szkoleń ze względu na wakacje nie było. Podkreśla też, że szkolenia były "programowo bardzo rozbudowane" i "wyczerpały potrzeby" w okresie trzech miesięcy, o który pytaliśmy.

- 5 dni szkolenia z taktyki ochronnej to mało. Tego się nie da nauczyć na korytarzu. Widać, że chłopakom u prezydenta i premiera brakuje ćwiczeń. Jak coś się stanie, to się sami powystrzelają. Kiedyś szkoliliśmy się znacznie więcej. Lubiliśmy takie wyjazdy, bo można się było zgrać i poznać – mówi nasz rozmówca.

Szefowa szkolenia po 32-godzinnym szkoleniu

Listopad, siedziba Służby Ochrony Państwa. W budynku garaży, w świetlicy przeznaczonej dla kierowców trwa szkolenie dla oficerów z innych służb, którzy przeszli do SOP-u. Wśród nich jest Jolanta Buczyńska-Koc, która po stanowisku wiceszefa szkoły policyjnej w Słupsku objęła funkcję zastępcy szefa zarządu kadr i szkolenia w SOP i odpowiada za szkolenie.

Oficer SOP: - Szkolenie nie odbyło się jak zwykle w naszej "szkoleniówce" na ul. Miłobędzkiej tylko w garażach, by nie rzucało się w oczy. Normalnie powinno trwać dwa tygodnie, a to trwało kilka dni. O sprawę pytamy służby prasowe SOP. "Każdy funkcjonariusz przeniesiony do SOP z innej formacji mundurowej, objęty jest szkoleniem zawodowym podstawowym uzupełniającym w wymiarze 32 godzin szkoleniowych" – czytamy w odpowiedzi.

Szefem zarządu kadr i szkolenia jest Andrzej Sidorowicz–Radzikowski, były komendant powiatowy policji. Według naszych informacji Tomasz Fil, który był szefem szkolenia w Biurze Ochrony Państwa i SOP, jest nadal w służbie, ale ma znacznie mniejszy wpływ na szkolenie.

Były oficer SOP: - Zarząd szkolenia to kręgosłup SOP. Od jego szefów zależy kto jest przyjmowany do służby i jak są wyszkoleni ci, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo osób ochranianych.

Grudzień 2017 roku. Młody kierowca, który ma służbę w nocy pod domem premiera ok. 2 w nocy przez przypadek uruchamia w samochodzie sygnały dźwiękowe. Wpada w panikę, zostawia oficera ochrony pod drzwiami domu Morawieckiego, a sam wyjeżdża z zamkniętego osiedla i zatrzymuje się przed bramą niedalekiej Agencji Wywiadu. Tam wyskakuje z auta, zostawiając w nim kluczyki. Sytuację przed rokiem opisała Wirtualna Polska.

Funkcjonariusz: - Nie było łatwo odblokować samochód, w którym były zatrzaśnięte kluczyki. Trzeba też było wysyłać inny samochód, bo premier został pozbawiony ochrony.

26 luty. MSWiA potwierdza informacje, że komendant SOP Tomasz Miłkowski podał się do dymisji. Oficjalnie powody nie są znane. Zaczyna krążyć plotka, że czarę goryczy przepełniła wpadka sprzed domu premiera.

Oficer SOP: - Poleciał za całokształt. Czekali na dobry moment. Ostatnio podpadł słabym zabezpieczeniem szczytu bliskowschodniego. To był jeden chaos i bajzel z winy naszego dowództwa, które nie zna się na rzeczy. Czułem wstyd, że mam komendanta, który nie ma podstawowej wiedzy o tej służbie. Gorszy już raczej nie przyjdzie.

Były oficer: - Wpadki kierowców w SOP zdarzają się często, bo ich słabe umiejętności weryfikuje jezdnia. Umiejętności ochrony osobistej zweryfikuje zagrożenie, które się może pojawić wobec polityków. Oby do tego nie doszło.

Autor: Grzegorz Łakomski / Źródło: tvn24.pl