Polityczny fundusz Michała Wosia

Polska

Aktualizacja:
Polityczny fundusz Michała Wosia. Publiczne pieniądze dla Raciborza tvn24
wideo 2/3

Do Ministerstwa Sprawiedliwości wrócił cztery dni po dymisji. Michał Woś, aktualny minister ds. pomocy humanitarnej, do niedawna nadzorował Fundusz Sprawiedliwości. Co z pieniędzy Ministerstwa Sprawiedliwości sfinansowano w rodzinnym mieście i okręgu wyborczym ministra? Materiał "Czarno na białym".

W jednym z raciborskich kościołów w czerwcu tego roku odbyła się msza święta w intencji Michała Wosia. Po nabożeństwie świeżo mianowany minister do spraw pomocy humanitarnej zaprosił gości na poczęstunek do ogrodu przy świątyni. Spotkanie relacjonowały lokalne media, a życzenia politykowi składały najważniejsze osoby w mieście. Pojawiła się także rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Raciborzu.

Za co lokalna społeczność może być tak wdzięczna ministrowi? Czy ma to związek z pieniędzmi z Funduszu Sprawiedliwości, któremu Michał Woś do niedawna szefował?

Dziennikarz oko.press Sebastian Klauziński wskazuje, że Woś "kreuje się właściwie na króla Midasa". Klauziński opisywał spektakularną karierę Michała Wosia, który szefem Funduszu, dysponującego około 200 milionami złotych, został w czerwcu 2017 roku w wieku 26 lat.

Woś wylicza swoje sukcesy

Sam Woś w swoim felietonie dla gazety "Nasz Racibórz" pisał, że "sprowadził do Raciborza inwestycje za setki milionów złotych". Jako przykład wymienił "miliony dla strażaków".

Zgodnie z danymi z oficjalnego filmu Funduszu Sprawiedliwości rzeczywiście miliony dla strażaków popłynęły, tyle że do całego województwa śląskiego. Dokładnie było to 8,5 miliona złotych. Dla rodzinnej miejscowości ministra przeznaczono znacznie mniej - łącznie w gminie Racibórz zakupiono w tym okresie sprzęt za niespełna 104 tysiące złotych, wylicza wiceprezydent Raciborza Michał Fita. Gabriela Lenartowicz, lokalna posłanka Platformy Obywatelskiej i obecna konkurentka Wosia w jesiennych wyborach parlamentarnych, zapewnia, że za poprzednich rządów pieniądze dla strażaków także były. Miały one pochodzić z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, którego śląskim oddziałem posłanka przez siedem lat kierowała. - Na same tylko województwo śląskie wydalimy prawie 60 milionów złotych przez siedem lat mojego prezesowania - twierdzi Lenartowicz. W felietonie minister Woś wylicza także swoje inne sukcesy, między innymi: "miliony na drogi lokalne", "droga na Rybnik za blisko 100 milionów", "kolejne 100 milionów na obwodnicę miasta".

Zasługi Wosia komentuje Henryk Mainusz, wieloletni radny z rodzinnego miasta ministra: - Nie chciałbym, żeby jedna osoba zawłaszczyła sobie wysiłek wielu, wielu urzędników, pracowników, prezydentów poprzednich, rady.

Woś wrócił do resortu po czterech dniach

W marcu 2018 Mateusz Morawiecki postanowił zmniejszyć liczbę wiceministrów. Stanowiska straciło kilkunastu z nich, w tym Michał Woś.

Z dokumentów, które udostępniła reporterom TVN24 Najwyższa Izba Kontroli, wynika, że zdymisjonowany 12 marca Woś do resortu Ziobry wrócił jak bumerang. Już 16 marca został ekspertem ministra, tego samego dnia minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro stworzył także cztery stanowiska pełnomocników i na wszystkie powołał Michała Wosia.

Podobnie jak przed dymisją, Woś zajmował się informatyzacją, sprawami nieletnich, prawem rodzinnym i wreszcie nadzorem nad Funduszem Sprawiedliwości. Zmieniła się za to jego pensja. Jak poinformował NIK, przed dymisją Woś zarabiał 10 tysięcy miesięcznie, natomiast jako ekspert i pełnomocnik już dwa razy tyle - 20 tysięcy złotych miesięcznie.

Woś na pytania dziennikarza "Czarno na białym" o podwojoną pensję nie chciał odpowiadać. Odsyłał do Ministerstwa Sprawiedliwości, twierdząc, że jest to pytanie do resortu, a nie do niego. Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik tłumaczy, że "jeżeli do każdego obszaru mielibyśmy przypasować jakiegoś pełnomocnika, to państwo zapłaciło by dużo więcej". - On cztery duże obszary wziął pod siebie, (...) państwo na tym zarobiło - zaznaczył Wójcik, określając to jako "oszczędność".

Argumenty wiceministra nie przekonują Marka Bieńkowskiego, dyrektora w Najwyższej Izbie Kontroli. Jak zwraca uwagę NIK, aby zostać ekspertem w resorcie sprawiedliwości, Woś powinien mieć trzyletni letni staż pracy. Takiego stażu nie miał. Ale z obowiązku stażowego zwolnił go dyrektor w resorcie Ziobry. - (To) ponad wszelką wątpliwość obejście przepisów ustawy o służbie cywilnej, piszemy o tym wprost w naszym raporcie - wskazuje Bieńkowski.

- Michał Woś jest wschodzącą gwiazdą obozu rządzącego, jest go bardzo dużo w mediach. Fakt, że nadzorował Fundusz Sprawiedliwości, wykorzystywał w swojej kampanii wyborczej - uważa Klauziński.

40 tysięcy głosów w wyborach samorządowych

W październiku 2018 roku Michał Woś, startując z list PiS-u, zdobył mandat radnego śląskiego sejmiku. W Raciborzu i okolicach zdobył prawie 40 tysięcy głosów. To najwięcej w całym okręgu wyborczym.

Czy na wynik ministra miały wpływ pieniądze z nadzorowanego przez niego Funduszu Sprawiedliwości, które płynęły do jego okręgu wyborczego? Reporterzy "Czarno na białym" między innymi o to chcieli Wosia zapytać. - Do "Czarno na białym" wypowiedzi ministerstwo nie udziela do kamery, proszę przesłać do Ministerstwa Sprawiedliwości pytania bezpośrednio - odpowiedział Woś, który wówczas nie był już w resorcie. - Taką przyjęliśmy zasadę wspólną - dodał.

Jednak przed kamerą na pytania odpowiadał wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. - Minister Woś jest osobą, która bardzo wiele zrobiła, żeby te środki zostały dobrze rozdysponowane - przekonywał.

- Każdy dba o swój okręg wyborczy, pan minister Woś również, więc nie traktuję tego jako coś negatywnego, wręcz jako coś pozytywnego - dodał wiceminister, twierdząc, że Woś "nie wykorzystuje Funduszu do własnych celów".

Setki tysięcy dla wiceprezydenta

Wiceprezydent Raciborza zapamiętał Wosia z rady miasta jako "bardzo, bardzo pracowitego radnego". Michała Fita w radzie miasta siedział ręka w rękę z Wosiem. Przyznaje, że gdy w 2018 roku walczył o prezydenturę miasta, miał wsparcie Wosia. O relacjach z Fitą mówił w lokalnej prasie sam Woś. "Z Michałem przyjaźnimy się od lat, poznaliśmy się w radzie miasta" - mówił w wywiadzie.

W 2017 roku, gdy Michał Woś nadzorował już Fundusz Sprawiedliwości, Michał Fita podpisał z Funduszem umowę. W ramach konkursu stowarzyszenie Fity "Pracownia Przyszłości" otrzymało 350 tysięcy złotych.

Wiceprezydent Raciborza zaprzecza, jakoby znajomość z Wosiem miała w tym wypadku jakieś znaczenie. - Napisaliśmy, złożyliśmy zwyczajnie wniosek i otrzymaliśmy grant - twierdzi. Dodaje, że z Wosiem nie poruszał tego tematu. Reporter TVN24 zapytał o tę kwestię Ministerstwo Sprawiedliwości. Do czasu emisji reportażu nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Jak mówi Fita, pieniądze zostały wydane na realizację projektu "Rodzina gwarantem bezpieczeństwa". W ramach tego projektu Michał Fita organizował festiwal "Strefa Chwały". - W oparciu o wartości chrześcijańskie odbyły się konferencje, spotkania, panele z psychologami, z pedagogami, z prawnikami dla osób poszkodowanych i dla rodziców, którzy poniekąd mogli zasięgnąć informacji o tym, jak wychowywać dzieci - wyjaśnił.

Milion na remont sali gimnastycznej

Dotację z Funduszu Sprawiedliwości otrzymała także Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Raciborzu. NIK zauważyła, że odbyło się to bez konkursu i uznaniowo. Pieniądze - 1,1 miliona złotych - miały być przeznaczone przede wszystkim na remont sali gimnastycznej i jej wyposażenie.

Najwyższa Izba Kontroli zakwestionowała tę dotację, uznając, że była niezgodna z celami Funduszu Sprawiedliwości. Jak mówi Marek Bieńkowski, ministerstwo i uczelnia twierdziły, że jeśli młodzi ludzie z Raciborza będą uprawiać sport, to spadnie ryzyko popełniania przez nich przestępstw. - To szczytna rzecz, ale nie z tego funduszu - komentuje Bieńkowski.

Izba postawiła pytanie Ministerstwu Sprawiedliwości, "na ile Racibórz jest dotknięty szczególnym rodzajem przestępczości, że akurat tam trzeba lokować te pieniądze". - Nie uzyskaliśmy odpowiedzi - mówi Bieńkowski. Jaka była rola Michała Wosia w przyznaniu uczelni z jego rodzinnego miasta ponad milionowej dotacji? Reporterzy prześledzili komunikaty ze strony szkoły, na której można przeczytać, że "z inspiracji ministra Wosia" uczelnia złożyła odpowiedni wniosek. Szkoła dodaje, że "rządową dotację udało się pozyskać w ekspresowym tempie" w grudniu 2017 roku i w tej sprawie "pomoc ministra Wosia była nieoceniona".

Kolejny komunikat, ze stycznia 2018 roku, pokazuje zdjęcia z uroczystości, na której rektor i Michał Woś podpisują umowę.

"Symboliczny" podpis Wosia

Podpis ministra w obecności lokalnych mediów był najprawdopodobniej tylko symboliczny. Na udostępnionej reporterom "Czarno na białym" przez NIK oficjalnej umowie ministerstwa z uczelnią, nie ma podpisu Wosia. Jest za to podpis Mikołaja Pawlaka, ówczesnego dyrektora w resorcie Zbigniewa Ziobry. Jednak to Woś wziął udział w uroczystości na raciborskiej uczelni w świetle kamer, na dziewięć miesięcy przed wyborami w okręgu, z którego startował.

Wiceminister Wójcik twierdzi, że wydarzenia te nie mają żadnego związku z kampanią wyborczą. - Teoria spiskowa. To znaczy, że jeżeli ja na przykład pracuje na jakiejś uczelni, czy jestem związany z uczelnią i środki są przeznaczane dla tej uczelni, to znaczy, że wylobbowalem sobie te środki? No, nie żartujmy - mówi Wójcik.

Czy Michał Woś wykorzystywał Fundusz?

Pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, 24 miliony złotych, dostała też Fundacja Narodowego Dnia Życia. Miała dostarczyć do szkół trzy miliony kamizelek odblaskowych. NIK zwróciła uwagę, że fundacja nie miała żadnego doświadczenia w realizacji tego typu projektów. Izba zakwestionowała dotację, stwierdzono "mnóstwo wątpliwości".

Trzy miliony kamizelek miały trafić do szkół do końca ubiegłego roku. I - jak zauważa w raporcie NIK - na czas nie trafiły. Z pewnym szczególnym wyjątkiem. Klauziński mówi, że z tych trzech milionów kamizelek, na czas na "na pewno dotarły te do województwa śląskiego". W październiku 2018 roku w Kuźni Raciborskiej, na Śląsku oficjalnie zainaugurowano kampanię społeczną "Dobrze Cię widzieć", powiązaną z przekazaniem kamizelek. Były media, pojawili się także Zbigniew Ziobro i Michał Woś. Imprezę zorganizowano w okręgu wyborczym Wosia, sześć dni przed wyborami samorządowymi, w których Woś startował. "(...) w czasie inauguracji stałem przecież pod ścianą. Nie zabrałem nawet głosu, a byłem wtedy szefem Funduszu. Mogłem zrobić sobie show na niespotykaną skalę, gdybym traktował to wydarzenie jako element mojej kampanii" - bronił się Woś w wywiadzie dla portalu nowiny.pl.

Cała rozmowa z Dariuszem Kubikiem o reportażu w sprawie Funduszu Sprawiedliwościtvn24

U boku ministra sprawiedliwości

Michał Woś pozostaje w najbliższym kręgu Zbigniewa Ziobry, siedział za ministrem po nieudanej próbie odwołania Ziobry przez opozycję 11 września. Wcześniej podczas debaty nad ministrem - pojawił się między innymi wątek Funduszu Sprawiedliwości z czasu, gdy Woś go nadzorował. Ziobrę przed opozycją broniono kamizelkami.

- Trzy miliony kamizelek kupiliśmy, a wy pytaliście, czy kamizelka chroni dziecko. Żółta kamizelka! To pięcioletnie dziecko to wie, ale wy nie! - mówił z mównicy do opozycji wiceminister Michał Wójcik.

Borys Budka (PO-KO) mówił "o systemowym wykorzystywaniu Funduszu Sprawiedliwości do partyjnych celów": - Nikt nie mówi o kamizelkach, tylko o trybie ich zakupu. Nikt nie mówi o sensie pomocy, tylko o tym, że realizowaliście tak naprawdę prywatny program wyborczy z kasy państwowej. Michał Woś od czerwca tego roku ponownie jest ministrem. Zajmuje się pomocą humanitarną. Pracuje także w śląskim sejmiku, jednak stanowisko radnego, po niespełna roku od wyborów, chce zamienić na mandat posła. W wyborach parlamentarnych także wystartuje z rodzinnego Raciborza.

Michał Woś siedział za ministrem Ziobro po nieudanej próbie jego odwołania przez opozycję tvn24

Autor: akw\mtom / Źródło: tvn24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24