23 maja służby - po (jak się później okazało - fałszywym) alarmie - siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. Państwowa Straż Pożarna podała wtedy, że do służb wpłynęły dwa zgłoszenia. Pierwsze wskazywało na możliwość pożaru oraz zagrożenia życia osób znajdujących się w mieszkaniu. Drugie, późniejsze - nagłego zatrzymania krążenia u osoby mającej przebywać w tym mieszkaniu. Poinformowano, że po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania kierujący działaniem ratowniczym podjął decyzję o siłowym wejściu do lokalu, który okazał się pusty.
Tego samego dnia późnym wieczorem w MSWiA odbyła się pilna narada służb pod przewodnictwem szefa resortu Marcina Kierwińskiego. 24 maja premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.
Po tych wydarzeniach MSWiA powołało zespół, w skład którego wchodzą specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa, specjaliści NASK-u i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Szłapka: prezydent o taką ochronę po prostu nie wystąpił
Na wtorkowej konferencji prasowej rzecznik rządu był pytany, dlaczego mieszkanie matki prezydenta nie jest objęte ochroną Służby Ochrony Państwa i policji, skoro mieszkania dzieci premiera mają zapewnioną ochronę służb. - To osoba ochraniana, premier czy prezydent, wnioskuje o to, żeby daną nieruchomość taką ochroną objąć. W przypadku pana prezydenta ta konkretna nieruchomość nie była objęta takim wnioskiem - wyjaśnił Szłapka.
- Przekazywanie dalej informacji o tym, że to jest jakaś decyzja służb, jest po prostu nieprawdą. Pan prezydent o taką ochronę po prostu nie wystąpił, a służby muszą zachowywać się zgodnie z procedurami - zaznaczył rzecznik rządu. Dodał też, że jego zdaniem "wszyscy powinniśmy bardzo pilnować tego, żeby służby zachowywały się zawsze zgodnie z procedurami".
Zgodnie z ustawą o Służbie Ochrony Państwa funkcjonariusze mają obowiązek ochraniać obiekty między innymi służące prezydentowi czy szefowi rządu, jednak prywatne mieszkania członków rodzin osób chronionych nie są automatycznie objęte ochroną. Funkcjonariusze mogą zabezpieczać takie miejsca, kiedy przebywa w nich prezydent lub premier, istnieje zagrożenie bezpieczeństwa albo zostało ono objęte ochroną operacyjną ze względu na dobro państwa.
Sprawa fałszywych alarmów
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz we wpisie na portalu X z 24 maja ocenił, że dyskusja o tym, czy dom rodzinny prezydenta jest jego własnością, to "odwrócenie uwagi od istoty problemu, braku systemowych rozwiązań i odpowiedzialności kierownictwa służb". "Mieszkanie należy do Mamy Pana Prezydenta, które dziedziczą Pan Prezydent i Jego Siostra. Jest wpisane do dostępnego publicznie oświadczenia majątkowego. Proszę się skoncentrować na rozwiązaniu problemu fałszywych zgłoszeń, które od kilkunastu dni paraliżują Państwo" - napisał wtedy.
18 maja MSWiA informowało, że między 10 a 15 maja doszło do 12 interwencji funkcjonariuszy służb policji związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi podłożenia ładunków wybuchowych czy zagrożenia zdrowia i życia. Wskutek fałszywych alarmów policja podjęła działania między innymi w mieszkaniu redaktora naczelnego TV Republika - po zgłoszeniu dotyczącym rzekomego zagrożenia życia osoby nieletniej - oraz przy posesji Jarosława Kaczyńskiego w Warszawie.
W sobotę minister Kierwiński przekazał, że w sprawie wywoływania fałszywych alarmów zatrzymano łącznie pięć osób.
Po interwencji w mieszkaniu matki prezydenta część polityków PiS wezwała szefa MSWiA do dymisji. Zdarzenie określili jako atak na prezydenta.
W odpowiedzi premier Tusk oświadczył, że "nazywanie interwencji straży pożarnej, która zareagowała na informację o możliwym pożarze i zagrożeniu ludzkiego życia 'brutalnym atakiem służb na prezydenta' to skrajny cynizm lub skrajna głupota".