Polska

Ekstremalna akcja charytatywna. Złomy ruszają na Nordkapp

Polska

Zlombol 2013

Pokonają Litwę, Łotwę, Estonię, przeprawią się przez Finlandię i Norwegię, aby dotrzeć do najdalszego punktu na północy Europy. Usterki, stres, pustka, wyczerpanie – to wszystko muszą przezwyciężyć uczestnicy siódmego rajdu Złombol 2013.

Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem "Nordkapp Edition – The end of the know Word", ponieważ jego trasa prowadzi na najdalej wysunięty na północ punkt w Europie. Do pokonania dystansu 5 tysięcy kilometrów zgłosiło 140 kierowców.

- Przekroczymy najbardziej odludnioną krainę w Europie - Laponię. Dla tych, którzy poradzą sobie z wyzwaniem i przetrwają arktyczne niekończące się dni, wynagrodzeniem będzie niepowtarzalny widok na Nordkapp i morze Barentsa – mówi Martyna Kinderman, organizatorka rajdu.

"Złomem" w świat

Trasy poprzednich rajdów prowadziły m.in. z Katowic do Monaco, na arktyczne koło podbiegunowe, do Azji, do słynnego Loch Ness i do Archaia Olympia w Grecji.

W Złombolu uczestniczą samochody z okresu komunizmu. Wartość zakupu pojazdu jadących w tym rajdzie zazwyczaj nie przekracza tysiąca złotych. Uczestnicy chcą udowodnić, że takie "złomy" potrafią być niezawodne.

Jest także cel społeczny - zbiórka pieniędzy dla dzieci ze śląskich domów dziecka. Datki dla dzieci będą pochodzić z wpisowego uczestników rajdu, a także dochodu z reklam. – W zeszłym roku zebraliśmy ponad 346 tysięcy zł – mówi Kinderman.

"Zrobić coś wyjątkowego"

Złombol zwany jest "ekstremalną akcją charytatywną", ponieważ uczestnicy pokonują trasę bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony organizatorów. Nie ma mechaników, nie ma lawety, nie ma części. Nikt wcześniej nie sprawdza trasy ani miejsc noclegów.

- Wyjazd to duża niewiadoma. Złombol polega na tym, aby zrobić coś wyjątkowego. Zbieramy pieniądze na dzieci, udostępniając darczyńcom powierzchnie reklamowe na samochodach. Darczyńcy umieszczają tam swoje logo lub zdjęcia, wpłacając pieniądze na konto akcji. Z tych środków 100 procent jest wykorzystane na prezenty dla dzieci z domów dziecka – podkreśla Kinderman.

Autor: ej/b / Źródło: TVN24 Katowice